• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[24.10] Mr. Death, Dr. Demise, Surgeon Slice

[24.10] Mr. Death, Dr. Demise, Surgeon Slice
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
14.09.2026, 21:10  ✶  

Nokturn był na tyle paskudny, żę przyjmował nocą tylko tych, którzy nie potrzebowali światła, żeby odnaleźć drogę. Louvain skręcił z głównej ulicy w węższe przejście, gdzie kamienne mury niemal stykały się nad głową. Miejsce wskazane przez Voldemorta znajdowało się za zamkniętym od lat zakładem introligatorskim. Zejście prowadziło do dawnej pracowni, której podłoga dawno temu zapadła się wraz z jednym z kanałów. Została po niej tylko głęboka, kamienna niecka, a przez szczeliny sączyła się para z podziemi. Idealne miejsce na rozmowę z ludźmi, którzy nie powinni być widziani. Nie wszedł od razu. Zatrzymał się przy wejściu i pozwolił ciszy zrobić to, czego zwykle nie potrafiły słowa. Kilka lat wcześniej sam był jeszcze jednym z tych, którzy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce przy stole. Wtedy jednak niewielu rozumiało, z czym właściwie mają do czynienia. Człowieka nazywanego szaleńcem z powodu jego manifestu można było przecież zbyć śmiechem, uznać za kolejnego radykała, który pomylił własne ambicje z możliwością zmiany świata. Louvain pamiętał, jak szybko ta pewność zaczęła się kruszyć. Kilka lat wystarczyło, by miano, które wcześniej można było wypowiedzieć z pobłażaniem, nie potrafiło przejść przez gardło. Manifest ustąpił miejsca czynom. Człowiek, którego wielu uważało za szaleńca, stał się czarnoksiężnikiem, który zdołał zatrząść całą Anglią. Wystarczyło, że udowodnił, iż potrafi zmienić rzeczywistość. Był jednym z tych, którzy zobaczyli ją z bliska. Dlatego zastanawiał się, ile pokory mieli w sobie ci, których Voldemort polecił mu dziś spotkać. Młodzi, gniewni, dopiero co wyrwani z Hogwartu, a już wystarczająco długo obracający się po Nokturnie, by nauczyć się, że prawo jest przede wszystkim przeszkodą. Mogli być utalentowani, mogli być bezczelni, mogli nawet uważać się za niebezpiecznych. Ale powinni rozumieć, jak wiele dzieli człowieka, który potrafi przestraszyć kilku handlarzy, od człowieka, który sprawił, że całe miasto przestało wierzyć, że gdziekolwiek jest bezpiecznie.

Zszedł po kilku nierównych stopniach, powoli, bez pośpiechu. Jeśli już tutaj byli, nie potrzebował spieszyć się na spotkanie. Niech przez kilka chwil zastanawiają się, kto właściwie przyjdzie. Niech cisza wykona pierwszą część jego pracy. W końcu przeszedł przez próg. W półmroku dawnej pracowni dostrzegł ich sylwetki. W ich postaciach rodzaj pewności siebie, który który mówił, że jeśli do tej pory nie upadli, to potrafią latać. Louvain zamknął za sobą drzwi. Dopiero teraz mógł się przekonać co rzeczywiście potrafili. Przesunął spojrzeniem po zgromadzonych, zatrzymując wzrok na każdym z nich odrobinę dłużej, jakby nie próbował jeszcze ocenić ich, lecz samą wartość ich ambicji. W końcu pozwolił, by na jego twarzy pojawił się lekki, cwany uśmiech. - Wiecie, dlaczego większość ludzi na Nokturnie nigdy nie wychodzi poza Nokturn? - zapytał, pozostawiając pytanie na moment w ciszy. - Bo nauczyli się żyć w cieniu i w końcu uznali, że cień to ich miejsce. - Uśmiech nie zniknął, przeciwnie. stał się odrobinę wyraźniejszy, gdy Louvain spojrzał na nich z niemal rozbawioną pewnością. - Ale wy nie chcecie żyć w cieniu, mam rację?


Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#2
25.09.2026, 05:50  ✶  

Nokturn, cóż, jak to Nokturn, był niezwykle ponurym miejscem, nie ważne o jakiej porze dnia się na niego przychodziło. Do tego w powietrzu unosił się znajomy, popielny zapach, chociaż skutecznie rozwiewany był przez przeciągi – na tyle, by węszący tu od czasu do czasu funkcjonariusze Ministerstwa Magii, mieli problemy ze zlokalizowaniem jego źródła.
Lokalni pewnie zaśmialiby się i pokręcili głowami; bo jakiego źródła? Nokturn to była czarna magia. Przystanek czarnoksiężników, na który żaden szanujący się człowiek nie przychodził bez dobrego powodu, a ci którzy nie musieli się przejmować plotkami na swój temat, korzystali pełnymi garściami z korzyści jakie ulica zapewniała.

Sklep introligatorski już dawno wypadł z obiegu, zmieniając się w ruinę, której z jakiejś powodu nikt nie chciał przejąć w posiadanie. A może chodziło o to, że robił za bardzo dobre miejsce, do spotykania się, kiedy chciało się zejść z oczu niepowołanych osób. Zarwana podłoga zalecała ostrożność, a jako że ściany pozostawały w jednym kawałku, dźwięki nie uciekały łatwo na zewnątrz. Louvain schodząc po schodach, mógł usłyszeć podniesiony głosy chłopaczków, z którymi miał się spotkać. Nieco rozemocjonowane, może bo chcieli dać upust ekscytacji, a może, o zgrozo, trafili mu się zwyczajni krzykacze. Kiedy jednak wszedł do właściwego pomieszczenia, wrzawa ucichła, jak cięta nożem i wszystkie pary oczy skoncentrowały się na nim.

Pierwsze wrażenie było, cóż, pewnie dokładnie takie jakiego można było się spodziewać po młodzieniaszkach niemalże zaraz po Hogwarcie, którzy nie posiadali przesadnych perspektyw na życie. Twarze niekoniecznie myślą skalane, któraś wychudzona, któraś wciąż nosząca fioletowe wykwity, po tym jak jej właściciel wdał się z kimś w bójkę. Któryś był zwyczajnie zmęczony, inny zaciekawiony, a ten który stał najbliżej drzwi, spoglądał niemalże wyzywająco na gościa, przynajmniej póki ten się nie odezwał.

— No jasne, że nie! — oznajmił ten, który stał najbliżej, pełną piersią. Trącił kolegę łokciem i ten zaraz pokiwał głową ochoczo, zgadzając się z przedmówcą.

— A jak właściwie mamy to zrobić? — zapytał inny, wyraźnie znużony.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
26.09.2026, 20:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2026, 20:50 przez Louvain Lestrange.)  

Przyglądał się im z tym lekkim uśmiechem, a ich odpowiedź nie była dla niego zaskoczeniem, lecz raczej potwierdzeniem czegoś, co już wcześniej dostrzegł. Pozwolił, by ich własne słowa wybrzmiały w pomieszczeniu, a atmosferę wypełnił młodzieńczy zapał. Całkiem przyjemnie było tym razem posłuchać kogoś, kto miał w sobie werwę do działania, niż snucie do ucha szatańskich podszeptów tym niezdecydowanym.  - W takim razie nie rozumiem, dlaczego wciąż stoicie tutaj. Pozwolił sobie na odrobinę ironii, wykonując lekki gest dłonią. Potem padło konkretne pytanie, co również bardzo przypadło Louvainowi do gustu. Zanim jednak poda właściwą odpowiedź musiał rzecz jasna nieco pogadać, żeby podgrzać atmosferę. Rozmowa o działaniach dla sprawy Voldemorta, nie powinna być tylko zwykłą pogadanką. - Nokturn to nie jest koniec świata - powiedział w końcu. - Jest miejscem, w którym siła i gniew kiełkują najszybciej. A skoro jesteście gotowi sięgnąć po więcej, musicie wyjść poza ten układ. Nie powiedział tego ostrzej. Właściwie zabrzmiało to niemal jak pogodna uwaga. Louvain przesunął spojrzeniem po ich twarzach, zatrzymując je na każdym z osobna. Nokturn był łatwy. Łatwy dla tych, którzy zadowalali się tym, co można było znaleźć na jego ulicach. Tylko nieliczni mogli tutaj liczyć na coś poważniejszego. Wystarczyło być wystarczająco bezwzględnym, żeby miejscowi zaczęli schodzić z drogi. Dla reszty było tylko przetrwanie, a od większego szczęścia garść knutów i sykli. Wystarczyło kilka bójek, lub udanych przekrętów. Ale to wszystko nadal pozostawało tylko Nokturnem.

Louvain odsunął się od drzwi i oparł o nie plecami. Wyglądał przy tym bardzo swobodnie, całkiem jakby nie przyszedł tu nikogo do niczego przekonywać. Właściwie czuł, że nie musiał. Wystarczyło, że podsunie im myśl, której sami jeszcze nie potrafili nazwać. - Na ulicy liczy się siła. Zawsze tak było - odezwał się spokojnie. -  A Czarny Pan już pokazał, kto jest najsilniejszy. Nie musiał mówić im o ambicji. Tę już mieli. Była w ich spojrzeniach.Trzeba było jedynie znaleźć dla niej odpowiedni kierunek. Bo człowiek, który chce być kimś więcej, bardzo łatwo zaczyna pytać, co właściwie musi zrobić, żeby tym kimś zostać. A odpowiedź rzadko bywa wygodna. Louvain odwrócił głowę w stronę zapadniętej podłogi. Gdzieś pod nimi syknęła para, a przez szczeliny między kamieniami przeszedł cichy pomruk podziemi. - Z poparciem Voldemorta i jego na imieniem na ustach ludzie będą bali się choćby na was spojrzeć. Ciągnął dalej swoją mowę motywacyjną. Strach przestał być walutą obowiązującą wyłącznie na Nokturnie. Rozlał się poza wąskie uliczki, wyszedł z ciemnych zaułków. Nie trzeba było znać wszystkich szczegółów ani rozumieć całej wojny. Wystarczyło usłyszeć odpowiednie imię, by rozmowy cichły. Pozwolił, by cisza jeszcze przez chwilę zawisła między nimi. Dopiero potem zamierzał podać im rozwiązanie, niemal od niechcenia, jakby rzucał im pod nogi coś, co sami powinni podnieść.-  Zacznijcie od straganiarzy na Pokątnej. Mam informacje, że ktoś dotuje ich działalność. Galeny już tam są. Wystarczy po nie sięgnąć. Nie rozwodził się nad szczegółami. Właśnie o to chodziło, dać im pierwszy cel, nie odbierając poczucia, że sami muszą wykonać resztę. Pokątna była poza ich dotychczasowym terenem. A skoro chcieli więcej niż Nokturn, nie było lepszego miejsca, by zacząć. Louvain uśmiechnął się krzywo. - Pokażcie, że naprawdę chcecie więcej.


Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#4
7 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 7 godzin(y) temu przez Baba Jaga.)  

Chłopcy spojrzeli po sobie, jakby nieco zmieszani jego pierwszymi słowami. Jak nie tutaj, to właściwie gdzie mieli stać? Przecież zostali zaproszeni na zniszczone zaplecze sklepu introligatorskiego, na to dokładnie spotkanie. Na całe szczęście dla Louvaina, w miarę jak mówił, na ich twarz pojawiało się coraz to więcej zrozumienia. Kiwali też głowami co jakiś czas, tym bardziej zgadzając się z jego słowami. Gniewu mieli w sobie sporo, o tak, tutaj pojawiło się najbardziej zamaszyste kiwnięcie, jakby gdyby tylko dać im szansę, to tu i teraz pokazaliby, ile w sobie go mieli.

Imię Czarnego Pana, wywołała falę cichych pomruków i parę niepewnych spojrzeń. Było widać w nich respekt, może pewien strach przed potęgą, jaką reprezentowało sobą to imię. Po pokazie, jaki miał miejsce podczas Spalonej Nocy, chyba nikt nie miał wątpliwości co do tego, do czego właściwie był zdolny Voldemort. Problemy zaczynały się gdzie indziej.

Jeden z chłopaczków przestąpił z nogi na nogę, wyraźnie wahając się, czy w ogóle powinien zabrać głos w zaistniałej sytuacji. Wykazał się jednak odwagę, przełamując opory i wreszcie odzywając.

— Czarny Pan… — zaczął ostrożnie, wyraźnie nie będąc pewien, jak właściwie powinien ubrać w słowa to, co chodziło mu po głowie. — Czarny Pan ofiaruje nam siłę, ale niektóre z naszych domów ledwo stoją — zauważył, rozglądając się po swoich towarzyszach, ale nikt nie spojrzał mu prosto w oczy. Pewnie już dawno dokonali w głowie odpowiednich obliczeń w tym temacie. — Jest potężnym czarodziejem, ale skąd możemy mieć pewność, że poprze nas tak jak mówisz, kiedy będziemy wołać jego imię? — nie kwestionował motywów Czarnego Pana i słuszności tego, co dokonał ósmego września, ale wyraźnie tkwiła w nim potrzeba by wiedzieć, czy Louvain nie przyszedł opowiadać im zwyczajnych bzdur i mamić wizją siły, która tak wszystkim przypadała do gustu.

Wspomniany przez Lestrange'a cel, wywołał powolne skinienia głową i kolejną falę pomruków. Grupa przyjęła do wiadomości to, czego się od nich oczekiwało. Ba, widać było, że wyznaczone zadanie przypadło im do gustu, biorąc pod uwagę jego banalność. Co to było iść i sięgnąć po to, co podobno było już ich? Straganiarze pałętający się po Pokątnej nie mogli być straszniejsi niż sklepikarze Nokturnu, prawda?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (674), Louvain Lestrange (983)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa