• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[27.10.1972] Dzwon do kowenu ludzi zwoływa, a sam w kowenie nigdy nie bywa

[27.10.1972] Dzwon do kowenu ludzi zwoływa, a sam w kowenie nigdy nie bywa
Inkwizytor
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
51
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na młodszego, aniżeli jest w rzeczywistości, chociaż na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki. Pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty — wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja — z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#1
19.09.2026, 23:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2026, 21:12 przez Aaron Andrew Moody.)  
Ministerstwo Magii, Biuro Aurorów

Aaron Andrew Moody był zdeklarowanym antyklerykałem, ale nie ateistą. W bogów wierzył, a i owszem, co mogłoby zapewne zadziwić nawet tych, którzy byli mu najbliżsi: jego stosunek do religii pozostawał bowiem wiele do życzenia. Niemal wszyscy w Biurze Aurorów wiedzieli, że stary Moody „tych przeklętych klechów” z kowenu nie znosi, i że nigdy okazji nie przepuści, żeby jakiemuś choć trochę życia nie utrudnić. Za sabatami również nie przepadał, bo w jego przypadku nigdy nie wiązały się wyłącznie z konsumpcją świątecznych potraw, choć w taki właśnie sposób najchętniej spędzałby je auror: wyżerając przysmaki za stołem, aż nie poczuje potrzeby poluzowania paska u spodni. Aaron zawsze brał świąteczne dyżury, najpierw dlatego, że płacili za nie więcej, a pieniądze były potrzebne, gdy finansowało się eksperymentalne leczenie żony, a potem… Potem, gdy jego żona umarła, zwyczajnie nie odnajdował sensu w niczym poza pracą.

Jakież nastało zatem zdziwienie w Biurze Aurorów, gdy zawsze w pełni oddany pracy Aaron wziął urlop wypoczynkowy. Najpierw wszyscy myśleli, że to żart, ale Moody naprawdę nie pojawił się w pracy w weekend. Nie było go w pracy również po weekendzie. We wtorek ludzie zaczęli przebąkiwać, że może zapytać Alastora, ile czasu już ojcu zostało — no bo innego powodu niż zagrażającej życiu choroby na usprawiedliwienie nieobecności Aarona nie mieli.

A Aaron jak gdyby nigdy nic wrócił do pracy w środę, podśpiewując pod nosem jakąś włoską piosenkę. Aż do piątku odprowadzały go jednak podejrzliwe spojrzenia, które ustały, gdy kupił sobie rano siedem kanapek w stołówce (dwie z nich leżały teraz przed Julianem, żeby się częstował), a potem wziął się jak zwykle do roboty. Skinął nawet w podzięce głową, gdy skomplementowała go sekretarka, że zdrowo wygląda, i jakiś taki opalony: niestety, nic na ten komentarz nie odpowiedział, bo buzię miał pełną kanapki. Teraz jednak w pełni skupiony pochylał się nad mapą placu w Little Hangleton. Wraz z Julianem mieli bowiem opracować plan ochrony odbywającego się tam sabatu.

— …Przede wszystkim potrzebować będziemy sprawnego systemu komunikacyjnego: takiego, który pozwoli na szybkie powiadamianie o potencjalnych naruszeniach. Wykorzystajmy prostą klasyfikację operacyjną: poziom pierwszy jako zwykłe zakłócenie porządku, poziom drugi — podejrzane użycie magii albo czyn przestępczy, a więc wszystkie głupie kradzieże, pijackie burdy, i kłótnie o to, któremu chłopu baba oddała wianek, a któremu wskoczyła na pal… Nie to święto, ale rozumiesz, o co chodzi. Niższe poziomy obejmowałyby ten rodzaj zagrożeń, które zdołają opanować brygadziści bez dodatkowego wsparcia aurorskiego zaplecza. My reagowalibyśmy od poziomu trzeciego wzwyż: poziom trzeci oznaczałby potencjalne zagrożenie obejmujące większą grupę ludzi, poziom czwarty — potwierdzone zagrożenie terrorystyczne lub atak czarnomagiczny. Poziom piąty, no i sabat rozjebany — to znaczy, reagujemy wszyscy, wszystkim. Myślałeś już, w jaki sposób podzielić teren na sektory? Każdy dostałby odpowiedni przydział.


I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#2
27.09.2026, 21:13  ✶  
Jako mugolak nigdy nie miał szczególnego powodu, aby uważać czarodziejskie obrzędy za coś oczywistego. Były święta, były modlitwy, byli święci, których imiona powtarzało się przy odpowiednich okazjach, choć z biegiem lat coraz trudniej było powiedzieć, czy człowiek modli się jeszcze z wiary, czy już tylko dlatego, że tak czynili jego ojciec i dziad. Magia… przyszła później.

Mugole od wieków robili przecież to samo! Gdy bali się suszy, modlili się o deszcz. Gdy bali się choroby, szukali świętego, ziela albo znachora. Gdy nadchodziła zima, gromadzili się przy ogniu. Z kolei czarodzieje mieli różdżki, zaklęcia oraz całe księgi pełne mądrości, lecz pod tym względem niewiele różnili się od chłopa, który stawiał świecę przed figurą świętego, prawda?

W związku z tym, nigdy nie potrafił pojąć pogardy, z jaką niektórzy czarodzieje spoglądali na mugolskie wierzenia. Co więcej, nie zamierzał pozwolić, aby czyjaś wiara stała się wymówką dla chaosu. Sabat mógł być dla jednych świętem, dla innych tradycją, a dla jeszcze innych okazją do spotkania przy jedzeniu i alkoholu. Dla niego pozostawał przede wszystkim miejscem, w którym kilkuset ludzi znajdzie się jednocześnie na niewielkim obszarze, a to było już wystarczającym powodem, żeby przygotować się na najgorsze.

Moody zachowywał się tak, jakby ktoś go porwał do innego wymiaru na te kilka dni i podmienił mózg. Gdyby nie znał Aarona od lat…

Niestety, prywatne śledztwo musiało poczekać. Julian sięgnął po jedną z kanapek. Jeśli miała go zabić, trudno. Przynajmniej nie umrze głodny. Odgryzł kawałek, zaczął żuć powoli. Anomalie odczytywał podobnie, choć wciąż brakowało mu opcji awaryjnej na wypadek pełnego lockdownu. Połknął kęs i wskazał palcem północny wlot na plac.
— Jeśli chodzi o sektory… Spójrz. Budynki mieszkalne, stare kamienice. Ciasno. Dmucham na zimne, Aaron. Boję się pułapek z góry — zawahał się na moment, przesuwając wzrokiem po zabudowie. — Można by podzielić to na trzy pierścienie. Zewnętrzny patroluje ulice dojazdowe i blokuje możliwość aportacji dla postronnych, jeśli rzeczywiście chcesz tych swoich brygadzistów. Środkowy obstawiamy my — dynamiczna ekipa mobilna, gotowa do skoku w dowolny punkt w obrębie placu. Trzeci pierścień… Stała obserwacja dachów i okien otaczających plac — zrobił krótką pauzę, oblizując kciuk z okruszków. — Proponuję mikro-patrole na miotłach, trzy metry nad tłumem. Niewidoczne. Dwóch czarodziejów na stronę powinno wystarczyć, żeby zamknąć linię strzału z balkonów. Chyba że wolisz postawić na blokadę magiczną budynków od środka.


you've taken your rightful place
at the table of kings
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (448), Julián Bletchley (380)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa