• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[24/10/1972] For gourd’s sake | Benjy, Nora

[24/10/1972] For gourd’s sake | Benjy, Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
16.09.2026, 23:55  ✶  
Do Doliny Godryka dotarłem późnym popołudniem, kiedy słońce wisiało już nisko nad dachami domów w miasteczku, nad polami zawisła chłodna mgiełka, gdzieś dalej skrzeczały wrony, a z budynków stojących przy drodze zaczynały sączyć się pierwsze światła - było chłodno, ale nie wietrznie, po prostu dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać po nadchodzącym jesiennym wieczorze - ziemia była wilgotna po wcześniejszym deszczu, pod moimi butami uginały się mokre liście i żółkniejące źdźbła traw. Przyszedłem na spotkanie z Norą, żeby pomóc jej przy zbiorach z poletka należącego do jej babci, co być może nie było zwyczajowym zleceniem, jakie przyjąłbym tuż po powrocie do ojczyzny, lecz teraz właściwie nie widziałem w tym szczególnego problemu, bo do roboty fizycznej nadawałem się znacznie lepiej niż do większości rzeczy wymagających cierpliwego siedzenia w jednym miejscu. Nigdy mi nie brakowało mi siły fizycznej, więc wizja przenoszenia kilku skrzynek czy taszczenia dyni z pola nie budziła we mnie żadnego lęku, chociaż podejrzewałem, że „kilka” mogło mieć w przypadku panny Figg znaczenie czysto symboliczne.
Pola dyniowe znajdowały się dalej niż moje miejsce teleportacji, za niskim drewnianym ogrodzeniem, już z daleka widziałem, że jesienne warzywa wyrosły na całkiem dorodne okazy, przynajmniej jak na to, co stało się w związku z pożarami, bo w porównaniu do normalnego roku zapewne było ich dużo mniej. Ostatecznie wyglądało to jednak lepiej, niż mógłbym zakładać, chociaż daleko mi było do eksperta od warzyw. Znałem za to ten rodzaj pracy - najpierw człowiek mówił, że pójdzie szybko, potem podnosił pierwszą dynię, pół godziny później odkrywał, że zebrał już kilkadziesiąt kilogramów i nadal nie widział końca - nie przeszkadzało mi to szczególnie, bo lubiłem rzeczy, przy których rezultat był widoczny od razu, a poza tym mogłem się przynajmniej na coś przydać. Miałem krzepę, nie dało się tego nie zauważyć po tym, w jaki sposób wyglądałem, co przez większość życia okazywało się przydatne w sytuacjach znacznie mniej przyjemnych niż zbieranie warzyw, więc jeśli Nora potrzebowała kogoś do targania ciężarów, mogła liczyć na mnie bez większego zawahania. Sprawie polegał również fakt, iż chciałem przekonać się, jakim pechowcem naprawdę potrafiła być, przez co od jakiegoś czasu widywałem ją już w wieku różnych okolicznościach - poletko dyniowe było zwyczajnie kolejną lokalizacją, ponadto całkiem interesującą, jak na moje gusta, bo na pewno klimatyczną.
Im bliżej byłem właściwego miejsca spotkania, chyba właściwego, tym więcej dyń widziałem pomiędzy liśćmi, niektóre z nich wyglądały natomiast tak, że przez moment zastanawiałem się, czy przypadkiem nie będziemy potrzebowali do ich przeniesienia nie tyle zwykłych mięśni lub ludzkiej siły wspomaganej magią, co olbrzymiego wózka, zastępu ludzi i odpowiedniego zabezpieczenia przeciwko próbom stoczenia się uciekinierów ze wzgórza. W końcu dostrzegłem Norę pomiędzy rzędami, więc wyciągnąłem jedną rękę z kieszeni i pomachałem jej z daleka, kierując się prosto w jej stronę.
- No dobla. - Rzuciłem, kiedy znalazłem się dostatecznie blisko i spojrzałem na rozciągające się przed nami pole. - Pokasz mi, s czym dzisiaj walczymy. - Podszedłem bliżej, zerkając po drodze na największą dynię, jaka wpadła mi w oko.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
18.09.2026, 03:43  ✶  

Ten tydzień zapowiadał się naprawdę pracowicie dla rzemieślników. Sabaty zawsze wymagały odpowiedniego poświęcenia. Nie miała wątpliwości co do tego, że do końca tygodnia niewiele będzie okazji do wyjścia poza ściany klubokawiarnii. Postanowiła więc zaprosić swojego nowego kumpla na wyprawę, póki jeszcze nie miała tyle pracy, nie była to jednak wycieczka bez celu. Musiała zaopatrzyć się w produkty, które przydadzą jej się do tworzenia przysmaków, ale też lampionów na święto.

Miała szczęście, że Lizzie posiadała swój kawałek ziemi, który wykorzystywała do hodowli roślin, oczywiście członkowie jej rodziny mogli korzystać z tego, co wyrosło do woli, musieli tylko sobie sami to zebrać. Nie brzmiało to szczególnie skomplikowanie, chociaż Nora potrzebowała u swojego boku kogoś, kto pomoże jej to przenieść - pomyślała więc o swoim nowym znajomym, który zdecydowanie wyglądał jakby mógł sobie poradzić z takim zadaniem.

Norka się tutaj nie teleportowała, nigdy nie opanowała tej umiejętności i pewnie nie miało się to zmienić w najbliższej przyszłości, albo wcale. Na szczęście babcia miała kominek podłączony do sieci z którego mogła korzystać, co dosyć mocno ułatwiało jej poruszanie się między Doliną, a stolicą.

Figgówna pojawiła się na polu chwilę przed umówioną godziną, zdążyła wypić z Lizzy kawę, porozmawiać z nią, wymienić spostrzeżenia związane z nadchodzącym sabatem, później wyruszyła na zewnątrz, gdzie znajdowały się dynie. Pole było spore, jednak nie równało się temu, co widywała tutaj w poprzednich latach. Tak, czy siak jednak mieli co robić, dyń rosło tutaj wiele i zamierzała dzisiaj zebrać sporą część z nich. Miała wiele planów związanych z Samhain, prywatne zamówienia, a do tego jeszcze stoisko, które mieli stworzyć z Bertim Bottem - to wszystko wymagało zasobów.

Usłyszała kroki, uniosła więc głowę i dostrzegła znajomą sylwetkę. Odmachała mu, po czym ruszyła w jego kierunku. Uśmiechnęła się na przywitanie. Ubrana była w różowy płaszcz, który trudno było przegapić w tych okolicznościach, wyjątkowo jednak nie miała na stopach butów na obcasie, przez co mogła wydawać się jeszcze drobniejsza niż zwykle.

- To pole mojej babci. - Zaczęła od tej informacji, jakby była w ogóle istotna, ale może warto było to jednak podkreślić, jeszcze pomyślałby sobie, że to jakiś szaber.

- Walczymy z dyniami, myślę, że na początek wystarczy nam ta taczka. - Pokazała spojrzeniem na narzędzie znajdujące się przy płocie, a później, później się okaże. - Nie ma na to jakiejś specjalnej metody, wybierasz dynię, ucinasz i tyle, wrzucasz do taczki i znajdujesz kolejną ofiarę. - Mogliby tu spędzić cały dzień, gdyby tylko chcieli, bo trochę ich tu urosło.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
18.09.2026, 15:52  ✶  
Uśmiechnąłem się pod nosem, nieznacznie, ale całkowicie szczerze, kiedy odmachała mi z drugiego końca poletka, zerknąłem jeszcze raz na dynie, później na sprzęty stojące przy płocie i dopiero wtedy przeniosłem wzrok z powrotem na jej różowy płaszcz, który rzeczywiście robił za całkiem niezły punkt orientacyjny pośród jesiennej zgniłej zieleni, brązu i pomarańczu - gdybym zgubił ją między grządkami, najprawdopodobniej wystarczyłoby mi jedno spojrzenie w kierunku najbardziej jaskrawego fragmentu pola, aby wiedzieć, gdzie się znajdowała - zlustrowałem ją szybko wzrokiem, przelotnie zatrzymując się na jej butach, a potem przeniosłem uwagę na taczkę stojącą przy płocie, po czym pokiwałem głową.
- To wiele wyjaśnia. - Odpowiedziałem, kiedy wyjaśniła, do kogo należało pole, chociaż tak naprawdę ani przez sekundę nie wątpiłem w to, iż znajdowaliśmy się w miejscu, w którym mogliśmy przebywać, zresztą, gdybym świadomie planował wybranie się z nią szaber, przyszedłbym z jakimś większym wozem i przynajmniej z jeszcze jednym szemranie wyglądającym wspólnikiem, żeby później nie musieć tłumaczyć się z tego wszystkiego samemu, bo Nora zapewne zostałaby z automatu wzięta za przypadkowego przechodnia - była zbyt urocza, aby ktokolwiek mógł oskarżyć ją o trudnienie się jakąkolwiek zbrodnią - ostatecznie dobrze było wiedzieć, że w razie kontroli miałem świadka, że zostałem tutaj legalnie zatrudniony do ciężkiej pracy.
- Bszmi plosto. - Stwierdziłem, przyjmując jednak wspomnianą instrukcję z powagą należytą komuś, komu właśnie powierzono niezwykle istotną operację. - Wybielam ofialę, odcinam, wszucam, wybielam następną. Zlosumiałem. - Podszedłem do płotu, zdjąłem okrycie wierzchnie i przewiesiłem je przez jedną ze sztachet, a następnie podwinąłem rękawy koszuli, odsłaniając przedramiona - skoro metoda pracy była tak skomplikowana, że sprowadzała się do znalezienia dyni, ucięcia jej i wrzucenia do taczki, uznałem, że przynajmniej tutaj trudno będzie mi coś zepsuć, chociaż doświadczenie nauczyło mnie, że podobne założenia zazwyczaj kończyły się dla mnie wyjątkowo kreatywnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż moja towarzyszka również miała bardzo specyficzne szczęście.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
24.09.2026, 07:23  ✶  

Figgówna miała świadomość tego, że nieco wyróżniała się na tle okolicy. Lubiła jednak żywe kolory, nietrudno też było się domyślić który z nich był jej ulubionym. Jej szafa była pełna ubrań, które się wyróżniały, zresztą był to jeden z jej znaków rozpoznawczych.

- Tak jest, babcia od lat ma tutaj swoją karczmę, dba też o to, aby mieć własne warzywa. - Postanowiła nieco rozwinąć myśl. Było to miejsce, w którym spędziła większość dzieciństwa, a także wczesną dorosłość. Wiele się od Lizzy nauczyła za co była jej ogromnie wdzięczna, no i Abbotówna pozwalała jej korzystać ze swoich plonów, co również było sporym profitem.

- Nie jest to szczególnie skomplikowane zadanie. - Ktoś jednak musiał zajmować się i tym, a że miała sporo jesiennych potraw do ugotowania, lampionów do wyrzeźbienia to potrzebowała najpierw zebrać warzywa, które miały zostać wykorzystane na wiele sposobów.

- i tak do momentu, w którym taczka się nie zapełni. - Jedna dynia za drugą, prosta sprawa. Pewnie odrobinę się przy tym zmachają, to znaczy ona się zmacha, bo jej sprawność fizyczna nie należała do wybitnych w przeciwieństwie do jej towarzysza. Nie wątpiła w to, że Benjy poradzi sobie wyśmienicie, wyglądał jakby miał wiele siły. Nie bez powodu też postanowiła poprosić go o pomoc, naprawdę była wdzięczna za to, że w tak napiętym czasie znalazł chwilę, aby wesprzeć ją w tych zbiorach.

- Możemy zaczynać. - Dynie przecież same się nie zbiorą.

Jak powiedziała tak też zrobiła, nachyliła się przy pierwszej roślinie, która znalazła się na jej drodze, po czym odcięła łodygę, na ziemi znajdowało się sporo poplątanych pędów, które nieco utrudniały jej poruszanie się, starała się być jednak dzielna, wszak był to dopiero początek. Uniosła swoją zdobycz i ruszyła w stronę taczki.


Czy Nora potknie się o pędy roślin?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
24.09.2026, 19:55  ✶  
Eleonora Figg zdecydowanie w niewymuszony sposób zwracała sobą uwagę otoczenia i w dodatku czerpała z tego radosną satysfakcję, różniliśmy się tym od siebie diametralnie i chyba trudno byłoby znaleźć bardziej barwny przykład tego, jak przypadkowe potrafiły być ludzkie znajomości, nawet jeśli po chwili zastanowienia zdecydowanie mógłbym rzucić przynajmniej jednym innym bardzo podobnym porównaniem,  również żyjącym na terenie Wielkiej Brytanii i także stanowiącym karykaturalny kontrast dla mojej osoby. Nie wiedziałem, co takiego miałem w sobie, że los z uporem maniaka ustawiał mnie obok ludzi wyraźnie ode mnie niższych, ale zaczynało to wyglądać na jakąś wyjątkowo konsekwentną zależność, miałem bowiem nieodparte wrażenie, że niezależnie od miejsca, w którym się pojawiałem, prędzej czy później wyrastała obok mnie jakaś niewielka osoba, przy której zaczynałem wyglądać jak półolbrzym wynajęty do ochrony albo do przenoszenia mebli. W przypadku Nory przynajmniej drugie zastosowanie rzeczywiście miało się dzisiaj przydać, lecz nie dało się zaprzeczyć - była dużo bardziej kolorowa ode mnie - przy niej wyglądałem jeszcze bardziej ponuro, szczególnie kiedy róż jej płaszcza odbijał ostatnie światło dnia i prawie świecił w nadciągającym mroku. Co prawda, dzięki temu przynajmniej łatwo byłoby mi ją znaleźć, gdyby zgubiła się między bujną roślinnością, bo była niska, chociaż przy kolorystyce i krojach stylizacji, w których się lubowała, podobny problem wydawał mi się raczej mało prawdopodobny niezależnie od okoliczności i otoczenia. Na pewno wszędzie się wyróżniała, po prostu lśniła.
Wieczór zbliżał się szybko, nad polem zaczynał pojawiać się chłodniejszy cień, a przed nami rosło tyle rzędów dyniowatych i pozostałych warzyw, że przez chwilę zacząłem się zastanawiać, czy oprócz karczmy babcia panny Figg przypadkiem nie prowadziła również uprawy tych rzeczy na skalę przemysłową.
- Pszynajmniej wiem, sze nie pomagam ci właśnie okladaś stalszej pani s całolosznych zapasów. - Zerknąłem na ciągnące się przede mną rzędy, próbując oszacować, ile pracy rzeczywiście nas dzisiaj czekało. - Miło s jej stlony, sze pozwala ci s tego koszystaś. - Dodałem, bo jej wcześniejsze wyjaśnienie najwyraźniej miało mnie upewnić, że cała operacja była całkowicie legalna, co uznałem za rozsądne podejście, szczególnie kiedy w grę wchodziło cudze pole - nie to, bym się nie znał na szabrach, ale… Właśnie.
Kiedy przytaknęła, że nie było to szczególnie skomplikowane zadanie, spojrzałem jeszcze raz na uprawy, potem na narzędzie stojące przy płocie, a następnie w końcu ponownie na Norę, która najwyraźniej naprawdę zamierzała przeprowadzić całą operację bez żadnych dodatkowych komplikacji. „Hurra! Optymistycznie?” Teoretycznie podobało mi się to podejście, nawet jeśli z wiadomych względów kwestionowałem jego realistyczne szanse na powodzenie - cóż - w mojej pracy rzeczy, które zaczynały się od słów „to nie jest szczególnie skomplikowane”, miały paskudny zwyczaj kończyć się trzema godzinami diagnostyki i koniecznością tłumaczenia komuś, dlaczego coś poszło niezgodnie z pierwotnym założeniem, ale nie zamierzałem zabijać drużynowego morale.
- M’kay. Zaczynajmy. - Odruchowo wyciągnąłem różdżkę, ale po chwili schowałem ją z powrotem, bo przecież nie po to miałem ręce i krzepę, żeby teraz zaczynać czarować przy zbiorach, zamiast tego chwyciłem łodygę i przeciąłem ją jednym zdecydowanym ruchem przy pomocy podręcznego, niedawno zaostrzonego noża, a potem podniosłem dynię bez większego wysiłku i skierowałem swoje kroki w kierunku punktu zrzutu, kątem oka zerknąwszy na moją towarzyszkę, bo przecież miałem również drugi interes w pomaganiu jej przy pracy w polu - chciałem dodatkowo, ekhem, ugruntować część wcześniejszych założeń… Nie zamierzałem pozwolić, żeby zaczęła się męczyć już przy pierwszych sztukach, skoro miałem do dyspozycji wystarczająco dużo siły, żeby zrobić większość tej najbardziej pechowej tyraczki za nas oboje - z drugiej strony nie zamierzałem też traktować jej jak porcelanowej figurki, więc zostawiłem Norze własny kawałek poletka i przez chwilę tylko ukradkowo obserwowałem, czy nie zaplątała się w pędy, zanim podjąłem temat.
- Wiesz co, mosemy zlobiś to tlochę inaczej. - Oparłem dłonie na biodrach i spojrzałem na nią przez ramię. - Ty moses ciąś, ja będę nosił? - Wskazałem brodą na łodygi i potem na taczkę, miało to znacząco więcej sensu, bo to ona była tu ekspertem od flory, więc mogła przy okazji wybierać najlepsze okazy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
24.09.2026, 21:03  ✶  

Norka przywiązywała sporą wagę do swojej garderoby, do tego, aby była kolorowa. Wynikało to z tego, że była bardzo drobna, raczej ginęła w tłumie, a dzięki tym barwom po które sięgała zawsze rzucała się w oczy, nikt jej nie ignorował - miała siłę przebicia, co było jej na rękę. Zresztą wydawało jej się, że dzięki temu była jakoś przyjemniej kojarzona, co w połączeniu z jej wewnętrznym ciepłem i bezkonfliktowym charakterem tworzyło całkiem spójną całość. Zresztą, jak to się mówi, w małym ciele wielki duch, w jej przypadku to by się zgadzało.

Pojawiały się jednak czasem takie momenty, że duch nie wystarczał i musiała zwrócić się do pomoc do kogoś większego od siebie, na szczęście otaczała się osobami, które były skłonne jej pomóc, nie musiała się o to prosić, co pewnie wynikało również z tego, że i ona zawsze była w gotowości do tego, aby wyciągnąć pomocną dłoń, tak działała karma, czy coś. Nie mogła narzekać, miała naprawdę wspaniałe grono przyjaciół, bywały momenty jak te, kiedy faktycznie musiała poprosić o wsparcie, w końcu nauczyła się to robić, co też było sporym plusem.

- Babcia Lizzie jest wspaniała, to ona zaraziła mnie pasją do gotowania, chociaż nieco odbiegłam od jej repertuaru. - Abbotówna była specjalistką raczej w typowych słonych potrawach, Norka od najmłodszych lat upodobała sobie słodkości. - tutaj też spędziłam większość swojego dzieciństwa. - Tu zaprzyjaźniła się z Longbottomami, czy Ambroisem, właśnie z racji na to, że dużo czasu wolnego poświęcała na wizyty w Dolinie Godryka. Później również u niej pracowała, kiedy stawiała pierwsze kroki w dorosłości.

- Nie wydaje mi się, że mogłabym okraść kogokolwiek… - Postanowiła odpowiedzieć jeszcze na ten komentarz, chociaż nie wydawało jej się, aby Benjy mówił poważnie. Z drugiej strony czasem te najbardziej niepozorne osoby mogły skrywać tajemnice niekoniecznie świadczące o nich dobrze.

Wymienili ze sobą kilka słów i w końcu mogli zabrać się do pracy. Nora jak przystało na samowystarczalną przedsiębiorczynię żadnej pracy się nie bała, tak więc od razu zaczęła się schylać, odcinać dynie i odnosić je do taczki. Póki co nie trafiła na żadną z tych wielkich, których nie byłaby w stanie podnieść, ale powinni zająć się również i takimi okazami.

Podniosła się z kolejną dynią w dłoni, gdy Benjy się odezwał, przystanęła w miejscu, aby go wysłuchać. W sumie, to co powiedział miało sens, a ona oczywiście była otwarta na sugestie. - Tak właściwie, to może być dobry pomysł. Możemy spróbować w ten sposób. - Ona będzie ucinać warzywa, a on będzie je nosił - zdecydowanie nadawał się do tego dużo bardziej od niej. Dorzuciła jednak wcześniej dynię, którą trzymała w rękach do ich taczki, teraz mogli spróbować nowego sposobu.

Nachyliła się ponownie przy kolejnej dyni, przy okazji zaplątała się w pnącza, które się na niej plątały, złapała równowagę, chociaż zajęło jej to dłuższą chwilę, było bardzo blisko tego, żeby zaryła nosem w mokrą ziemię, a przy okazji ubrudziła swój różowy płaszczyk. Otrzepała się jednak dość szybko i wróciła do pracy, a wtedy wypadł jej nożyk, którego również musiała szukać dłuższą chwilę. Była przyzwyczajona do tego, że świat zawsze nieco utrudniał jej pracę. Nie skomentowała więc tego w żaden sposób.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
24.09.2026, 23:53  ✶  
Przy jej wzroście pewnie mógłbym ją zgubić między dwoma większymi krzakami, ale Nora najwyraźniej znalazła na to własny skuteczny sposób, ubierając się tak, żeby można było dostrzec ją z drugiego końca Doliny Godryka - słaba stylówka na szabrowanie, lecz na szczęście zdążyliśmy już ustalić, iż przebywaliśmy na polu w pełni legalnie - a że byliśmy tu wyłącznie we dwoje postanowiłem przy okazji zignorować fakt, iż wyglądałem przy niej jak ktoś, kogo przypadkiem przydzielono do ochrony szczególnie słabo maskującego swoją obecność, wyjątkowo jaskrawego świadka, bo i tak nie potrafiłem powiedzieć, dlaczego los tak konsekwentnie stawiał mnie obok ludzi, których mógłbym zasłonić własnym cieniem. Nie miałem zamiaru snuć nad tym rozważań, szczególnie że tym razem różnica gabarytów miała bardzo praktyczne zastosowanie.
- Musiało byś… Miło. - Skwitowałem w momencie, w którym Nora zaczęła wspominać o swojej babci, trudno było mi nie zauważyć, że w jej głosie pojawiła się zupełnie inna nuta niż przy zwykłym mówieniu o kimś znajomym - zawsze miała bardzo ciepły ton, na to również zdążyłem zwrócić uwagę, lecz niewątpliwie były takie osoby, których bliskości sercu chyba nawet nie próbowała ukrywać przed światem - w tej opowieści było coś bardzo naturalnego, szczególnie kiedy wspomniała o Dolinie Godryka jako o miejscu, w którym spędziła większość dzieciństwa, przez co i dla mnie nagle te wszystkie rzędy dyni przestały być tylko cudzą uprawą, którą mieliśmy opróżnić przed nadejściem gęstej nocy. - Pszed… No, wiesz, widmami. - Dodałem, lekko zmrużywszy oczy, chociaż może zrobiłem to dosyć nieopatrznie, gdyż wspominanie o problemach mających miejsce tuż za rogiem, nawet jeśli pokrętnie pasowało do klimatu nadciągającego Samhain, nie było najlepszym sposobem podtrzymania rozmowy. Dla niej było to miejsce związane z rodziną, ukochaną kuchnią babci i ludźmi, których odwiedzała właśnie tutaj, więc nic dziwnego, że traktowała te zbiory poważniej, niż ja traktowałem większość miejsc, w których przyszło mi coś robić w ramach realizacji zleceń, zmieniłem zatem temat na trochę bardziej neutralny, przynajmniej w moim odczuciu.
- Wiem. - Wzruszyłem ramionami. - Nie powiedziałem, sze wyglądasz na złodziejkę. Powiedziałem tylko, sze dobsze wiedzieś, do kogo naleszą szeszy, któle wynoszę s pola. Podejszewam zlesztą, sze świadkowie zapamiętaliby cię dość dokładnie. - Oczywiście, że sobie żartowałem - może niezbyt dobrze się znaliśmy i nasze dotychczasowe spotkania miały swój specyficzny charakter, ale Eleonora Figg nie wyglądała mi na osobę, która miałaby planować napad na kogokolwiek, tym bardziej własną rodzinę, nawet jeśli poniekąd gdzieś tam zawodowo nauczyłem się nie lekceważyć ludzi tylko dlatego, że mieli niewinną minę, szczególnie jeżeli wcześniej bardzo przekonująco zapewniali, że czegoś „nie zrobiliby nigdy”. Nie dodałem, iż wyglądała raczej na osobę, która zostawiłaby złodziejowi coś na drogę, żeby przypadkiem nie wracał głodny, zamiast tego sięgnąłem po jedną z dyń i podniosłem ją bez większego wysiłku. - Ale skoro jusz ustaliliśmy, sze to nie jest napad labunkowy, moszemy spokojnie kontynuowaś.
Potem zabraliśmy się do pracy i przez kilka pierwszych minut rzeczywiście szło nam całkiem sprawnie, jednak kiedy zgodziła się na mój pomysł, całkiem ochoczo skinąłem głową - dopiero ta zmiana systemu całkowicie wpłynęła na naszą efektywność, przynajmniej na kilka chwili - nie zdążyłem nawet skomentować tego, jak szybko weszliśmy w nowy rytm pracy, kiedy zauważyłem, że zaczęła walczyć z nagłymi przeszkodami pod postacią gęstej roślinności. Odruchowo zrobiłem kilka długich kroków, aby ją wesprzeć, lecz w tym czasie sama sobie poradziła, zatrzymałem się zatem obok niej, zerkając najpierw na jej buty, potem na pnącza, a na końcu na płaszcz, który na szczęście wyglądał, jakby uniknął najgorszego - odnotowałem tę sytuację, późniejszą z nożykiem również, lecz na ten moment nijak tego nie poruszyłem, ponieważ nie widziałem takiej potrzeby, skoro doskonale dawała sobie radę z minimalizowaniem szkód, a głupi komentarz niewiele by zmienił.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
27.09.2026, 00:02  ✶  

Musiała jakoś sobie radzić z niedogodnościami na które nie miała żadnego wpływu. Sięgała po te rzucające się w oczy kolory z konkretnego powodu, zresztą lubiła się wyróżniać, zwracać na siebie uwagę, co nie powinno nikogo zaskakiwać. W drobnym ciele wielki duch, czy coś, a Norka naprawdę chciała osiągnąć wiele, miała ogromne ambicje, pewnie niewiele osób mogło spodziewać się tego, jak bardzo wielkie były. Realizowała je wszystkie krok po kroku, po kolei bardzo skrupulatnie, aktualnie nie mogła narzekać na nic, odnosiła sukces i to było dla niej najbardziej istotne.

- Było bardzo miło. - Dopowiedziała jeszcze. Miała naprawdę wiele wspaniałych wspomnień związanych z Doliną. Spędziła tutaj sporą część swojego życia, nawiązała relacje, które trwały do dzisiaj, to było sporym sukcesem, wcale nie tak oczywistym. Lubiła wracać do tego miejsca, chociaż już nie traktowała go jak swojego drugiego domu. Przeniosła się do Londynu, gdzie stworzyła swoje królestwo, a co najważniejsze jej najbliżsi ruszyli tam za nią, pojawiali się w jej cukierni, wspierali ją, to było dla niej dosyć istotne, bo przecież w tym wszystkim chodziło głównie o ludzi. Chciała, aby czuli się bezpiecznie w miejscu które stworzyła.

- Widma są stosunkowo świeże, niewiele o nich wiem tak naprawdę, ale wolą trzymać się z daleka od Kniei. - Nie należała do osób, które lubiły ryzyko. Ceniła sobie spokój. Zresztą miała świadomość, że nie była wojowniczką, nie poradziłaby sobie raczej ze starciem z podobnymi siłami, miała dla kogo żyć, więc wolała trzymać się z daleka od Kniei, nawet w Dolinie pojawiała się dużo rzadziej, aby nie kusić losu. Czasem jednak nie było innego wyboru, jak chociażby dzisiaj, gdy musiała skorzystać z hodowli babci Lizzy.

- Albo zapamiętaliby mnie bardzo dokładnie, albo nie zauważyli, to zawsze jest jedno z dwóch. - Powiedziała jeszcze, chociaż nie wydawało jej się, aby w tym stroju łatwo było ją zignorować.

- Tak, możemy kontynuować, nawet uprzedziłam babcię, że przyjdę z obstawą, więc nikt nie powinien na nas zwracać uwagi. - Wolała wspomnieć Liz o tym, że zjawi się tutaj ze znajomym, zwłaszcza kiedy wyglądał tak jak wyglądał. Ktoś naprawdę mógł sobie pomyśleć różne rzeczy, wolała więc uprzedzić kobietę o tym, co będzie się tu działo. Całkiem bawiło Norę to, że ostatnio otaczała się ludźmi, którzy byli od niej duuużo więksi, miała świadomość, że wyglądała przy nich całkiem zabawnie, tak właściwie to nie zdziwiłaby się gdyby ktoś z daleka uznałby, że na polu znajduje się ojciec i dziecko.

Zaczęli pracować, dość szybko wprowadzili drobne zmiany w ich systemie, wydawały się funkcjonować nie najgorzej. Ona odcinała dynie, Benjy je zbierał. Później jednak wszechświat zaczął przypominać jej o tym, że nic nie może być takie proste. Potknęła się, później wypadł jej nożyk - wydawało się, że zupełnie się tym nie przejęła. Ruszyła do kolejnej ofiary, to znaczy do dyni, tyle, że tym razem potknęła się o swoje rozwiązane sznurówki. Wylądowała na kolanie, a tego już nie mogła zignorować. - Choinka. - Mruknęła pod nosem, po czym się otrzepała i wróciła do pracy.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
27.09.2026, 22:23  ✶  
Nie miałem zwyczaju oceniać ludzi po pierwszym wrażeniu, głównie dlatego, że w mojej pracy takie podejście kończyło się czasem wizytą w szpitalu albo realnym zagrożeniem życia, ale Nora zdecydowanie należała do osób, przy których pozory mogły być szczególnie mylące. Właściwie rozumiałem, dlaczego tak się ubierała, chociaż sam prawdopodobnie dostałbym bólu głowy po tygodniu chodzenia w tak jaskrawych i żywych kolorach, nie mówiąc już nic o tym, że wyglądałbym w nich przekomicznie, więc bardzo samoświadomie trzymałem się brązów, ciemnych szarości i czerni z bardzo okazjonalnymi wstawkami innych, zazwyczaj przytłumionych barw - fuksjowy krawat założony na tegoroczne wesele mające miejsce w Walii był wyjątkiem, przeciwko któremu nie oponowałem, z wiadomych względów, lecz zarazem takim, którego nie planowałem szybko powtarzać - zdecydowanie wolałem ciemne, może nawet ponure barwy.
- Wieszę. - Pokiwałem głową, słuchając jej odpowiedzi i zerkając w stronę domów, których wnętrza zaczynały powoli tonąć w wieczornych światłach, tak bardzo kontrastujących z ciemnością powoli snującą się po wrzosowiskach blisko Kniei. W gruncie rzeczy cieszyłem się z podejścia, które wyznawała Nora, ponieważ nie wszyscy musieli pchać się na siłę w sam środek niebezpiecznych miejsc, aby coś udowodnić.
- W twoim pszypadku stawiałbym jednak na pielwszą opcję. - Spojrzałem wymownie na jej płaszcz. - Pszy tym płaszczu musiałabyś chyba wejść w sam ślodek szywopłotu, szeby ktokolwiek miał szansę cię pszeoczyś. - Nie brzmiało to nawet specjalnie jak coś przerysowanego, raczej było to stwierdzenie oczywistego faktu, przed którym się nie powstrzymałem, bo po kilku chwilach spędzonych w towarzystwie Eleonory można było spokojnie zauważyć, że ta widoczność była całkiem świadomym elementem jej sposobu bycia.
Uniosłem brwi, słysząc słowo „obstawa”, po czym zerknąłem na własne przedramiona i z powrotem na nią.
- „Obstawą”, tak? - Uśmiechnąłem się pod nosem. - To w posządku. - Co prawda miałem pewne wątpliwości, jeśli chodziło o nie zwracanie na siebie uwagi, ale w końcu zabraliśmy się do pracy. Po kilku pierwszych dyniach system rzeczywiście zaczął działać całkiem sprawnie, Nora odcinała łodygi, ja podchodziłem, podnosiłem dynie i układałem je w taczce, dzięki czemu nie musiała się za każdym razem męczyć z przenoszeniem ciężaru przez całe poletko. Z mojej strony było to właściwie idealne rozwiązanie, bo mogłem robić dokładnie to, do czego przydawała się moja budowa, ona zaś mogła skupić się na cięciu idealnych okazów spełniających jej standardy. Przez jakiś czas nic się nie działo, co w przypadku zwykłej pracy było, oczywiście, wielką zaletą, chociaż nie mogło trwać wiecznie - nie w naszym przypadku - wkrótce wszechświat najwyraźniej uznał, że spokój trwał już wystarczająco długo. Najpierw się potknęła, ale odzyskała równowagę, potem zgubiła nożyk, który odnalazła po chwili, następnie znowu zaliczyła spotkanie z naturą i grawitacją - za każdym razem wracała do pracy z takim spokojem i samozaparciem, jakiego mogłem jej nawet całkiem szczerze pozazdrościć - nie komentowałem tego, bo nie było potrzeby, nie wyglądało na to, żeby zamierzała przejmować się drobnymi przeciwnościami, więc po upewnieniu się, że nic sobie nie zrobiła, ja również wróciłem do swojej części zadania, podnosząc kolejne dynie, przenosząc je do taczki i układając tak, żeby zmieściło się ich możliwie jak najwięcej na raz. Z czasem wielkość sterty zaczęła robić swoje, musiałem zdecydowanie bardziej się skupić, aby nie przeważyć konstrukcji za bardzo w jedną stronę, bo przecież musieliśmy to jeszcze dowieźć w docelowe miejsce, ale akurat tego się spodziewałem, więc dostosowywałem plany. Ta część roboty miała tę zaletę, że wymagała ode mnie odrobinę specjalnego myślenia, przez co całość nie była nużąca, robiliśmy swoje, rząd po rzędzie, dynia po dyni, aż taczka zaczęła robić się naprawdę ciężka, a późne popołudnie powoli przeszło w gęsty wieczór.
W końcu, po kolejnej serii kursów między poletkiem a taczką, oboje mogliśmy spojrzeć na zebrane warzywa i uznać, że tym razem rzeczywiście wystarczyło - zatrzymałem się, oparłem dłonie na uchwytach taczki i popatrzyłem na pełny ładunek, potem na znacznie bardziej przerzedzone poletko - nie wszystkie dynie zniknęły, ale zebraliśmy ich wystarczająco dużo, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że przyszliśmy tutaj wyłącznie porozmawiać. Otarłem dłonie o spodnie, zerknąłem na Norę i pokiwałem głową z uznaniem, mogliśmy ruszyć do miasteczka z dostawą dyniowatych.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2714), Nora Figg (1706)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa