Faktycznie listy towarzyszyły Prue od najmłodszych lat. Pozwalały jej trzymać w ryzach myśli, które potrafiły ją przytłoczyć. Dzięki temu nie pozwalała sobie na odbieganie od tematu, czy sprawy. Lubiła mieć wszystko bardzo dokładnie wypunktowane, żeby móc ustalić jakąś hierarchię działania. Inaczej pewnie by zwariowała ze swoją dość mocno skomplikowaną głową, przez którą bardzo często odbiegała gdzieś daleko. Listy pomagały jej się trzymać planu, dlatego tak chętnie po nie sięgała.
Odbieganie od tego co wypunktowała wzbudzało w niej pewien niepokój, bo mogło powodować rozszerzenie problemu, pojawienie się nowych zadań o których wcześniej nie pomyślała, czasu nie dało się niestety rozciągnąć, co mogło spowodować, że nie zdążą ze wszystkim, co było zaplanowane, a to potraktowała by trochę jako swoją porażkę. Niedopilnowanie terminów, złe rozplanowanie działań… no nie chciałaby, żeby zakończyło się to w taki sposób. Raczej lubiła, gdy wszystko szło po jej myśli, to znaczy po jej liście.
- Nie ominąłeś niczego.. - Powtórzyła jeszcze za nim, jakby musiała to przetworzyć. Dobrze, był to jakiś sukces, niczego nie pominął. - Czy odhaczyłeś to wszystko na liście? - Czy w ogóle się na niej znajdowało, czy sprawdzał wszystko co miało zostać sprawdzone, tyle, że nie zostało wyszczególnione? Ponownie zmrużyła oczy, aby przywołać przed nie listę, tę ostatnią jej wersję, najbardziej aktualną. Zawiesiła się na chwilę, po czym mrugnęła, żeby wrócić na miejsce.
Tak właściwie to sama nie do końca wiedziała, co rozumie przez dużo. Jeśli jeden nóż polerował tak długo, to ile trwałoby polerowanie jakichś dziesięciu? W tym przypadku to już byłoby dużo. Nie miała pojęcia jak dokładnie wyglądał arsenał takich osób jak on, bo w sumie nigdy wcześniej jakoś specjalnie się tym nie interesowała. Miała świadomość, że miał swoją broń, tyle, że jeszcze nie zdarzyło jej się obejrzeć jego zbiorów, może to było błędem.
Później padło, że takich noży jak ten miał kilka, przemnożyła sobie w głowie czas, jaki trwałoby ich przygotowanie do sabatu i nieco się zmartwiła, zbladła dopiero w momencie, w którym padło kilkanaście i wspomnienie o jeszcze innych narzędziach. Jeśli postanowi się nimi zająć tak jak tym jednym nożem… to na pewno nie skończą realizować wszystkich punktów z listy. Niedobrze, bardzo niedobrze. Nie sądziła, że pojawią się takie komplikacje, nie była w stanie tego przewidzieć. Zawsze podczas przygotowań coś musiało się wysypać, najwyraźniej to też była ogólna tradycja.
Zaczął jej tłumaczyć jak to wyglądało z tymi nożami, słuchała go bardzo uważnie, uniosła brew dopiero w momencie, w którym powiedział o tym, że nie wszystkie wymagają przygotowania ich do Samhain. To wydało jej się najbardziej interesujące z tego jego całego wykładu. Czyli nie było tak źle, jednak nie musiała się martwić tym, że poświęcić niewiadomo ile czasu na przygotowanie broni do sabatu, chociaż nadal brakowało jej nieco danych, aby wyliczyć to, ile faktycznie mu to zajmie. Nie mogła chwalić dnia przed zachodem słońca bez odpowiedniej bazy danych.
- Nie wszystkie, ale niektóre tego wymagają? - Zapytała niepewnie, starała się ustalić na czym stali i dlaczego wcześniej nie wspomniał jej o tym, że jego broń też wymagała odpowiedniego przygotowania? Uwzględniłaby to na tej nieszczęsnej liście i mogliby zupełnie inaczej dysponować czasem. Naprawdę widziała już to wszystko jako jedną, wielką porażkę, a miało być tak pięknie, mieli pamiętać ten sabat do końca swojego żywota - tak, czy siak w jej przypadku nie będzie inaczej. Wolałaby jednak wracać do tego jako do czegoś co zakończyło się ogromnym sukcesem, aktualnie niekoniecznie widziała to w ten sposób.
- Po prostu woda może popsuć taki potężny, rytualny sztylet, jeśli dojdzie do jej reakcji z czymś, co się na nim znajduje. Jasne, rozumiem, szkoda, bo to byłoby dużo prostsze. - Wytłumaczył jej to całkiem logicznie, jej mózg jednak zaczął samoistnie kalkulować to, jak miało to wyglądać z resztą broni - to znaczy z jej częścią, bo już jej powiedział, że nie każda wymagała przygotowania do sabatu, co jednak nie do końca ją uspokoiło. Pojawił się problem, o którego istnieniu nie wiedziała, nie włączyła go w kalkulacje, co powodowało, że wynik na pewno będzie błędny. Westchnęła ciężko, nie sądziła, że na sam koniec, na ostatniej prostej wszystko będzie mogło się tak skomplikować.
Nie do końca potrafiła zrozumieć jego podejście, różniło się bardzo od tego jej, przez co faktycznie pojawiły się komplikacje, nie do końca wiedziała, jak to teraz naprostować, żeby przygotowania nie zakończyły się sromotną katastrofą. Był to błąd, którego nie przewidziała i to też ją zmartwiło. Jej wizja zaczęła się sypać, a Prue nie lubiła chaosu, bardzo, ale to bardzo go nie lubiła.
Później zadał jej to kolejne pytanie, wiedziała już, że żadna odpowiedź by go w pełni nie usatysfakcjonowała, nie po tym, co widziała i w jaki sposób opowiadał o tych swoich nożach. - Ale przecież tak jest, to moje. - Jak niby miała tego nie wyciągać. Miała athamé w większości przypadków przy sobie, bo nosiła je w swojej torebce. Gdzie niby powinna je schować? W szufladzie, powiesić sobie na ścianie? Jak on sobie to właściwie wyobrażał. - Chciałam, żeby było pod ręką, jak mniemam uważasz to za głupi pomysł? - Zadała to pytanie, chociaż przecież wiedziała jaka będzie odpowiedź, kto by się spodziewał, że okadzanie domu może spowodować tyle problemów.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control