To było bardzo ciekawe doświadczenie, patrzeć w oczy Godrykowi Longbottomowi i dostać od niego bęcki.
Niby pojedynkowanie się miało swoje zasady, które miały trzymać wszystko w ryzach, ale Atreus jakoś nie był przekonany co do tego, że staruszka należało sponiewierać przy każdej nadarzającej się okazji. Srebrne Różdżki miały przecież dbać o tradycję honorowych pojedynków, wszystko tam musiało być eleganckie, odpowiednio wybrzmieć, ale dzisiejszego dnia miał wrażenie, że sam pan szanowny założyciel wcale a wcale się nie powstrzymywał i specjalnie jego wybrał na przykład. A może się nie powstrzymywał właśnie dlatego, że to Atreusa sobie wybrał na przeciwnika.
O zgrozo.
Skończył znowu poobijany i miał na ten temat parę przemyśleń, a najważniejszym z nich było to, żeby się Brennie poskarżyć. Znaczy ostrzec ją. Tak, ostrzec że jej dziadek to jest chyba trochę szalony i mówił szalone rzeczy.
Zaczęło się od rzucania kamieniami w okno Warowni. Ostatni raz rzucał w nie jakieś pół roku temu, ale teraz bardziej zastanawiał jak ubrać w słowa to, co myślał o Godryku.
Okiennica skrzypnęła i wyjrzała zza niej matka Brenny; Panie Bulstrode, czy wie pan, że mamy drzwi? Nowe, niedawno wstawione, pewnie dlatego nie może ich pan znaleźć, oznajmiła z pewną dezaprobatą, najwyraźniej niezadowolona że ktoś jej bije kamieniami w nowe okna.
Spotkali się przy drzwiach wejściowych, gdzie zapytał, czy przypadkiem jej teść nie wrócił jeszcze do domu i gdzie mógł znaleźć Brennę. Informacja o tym, że była tu też Victoria, niezbyt mu przeszkadzała, więc po krótkiej wymianie zdań ruszył do pomieszczenia, gdzie były dziewczyny.
Wszedł i zamknął drzwi do pokoju, przezornie stwierdzając że może lepiej zacząć od tego, skoro chciało się obgadywać głowę rodziny.
— Cześć — przywitał się z Victorią i Brenną. Wyglądał na trochę bardziej zmierzwionego niż w momencie, kiedy wyszli z pracy, może trochę bardziej zmęczonego. — Nie uwierzycie, ale Godryk Longbottom terroryzuje Srebrne Różdżki i znęca się nad ich członkami — jęknął, zrzucając z siebie szatę wierzchnią na oparcie fotela. — Dopadł mnie. Dopadł mnie i dosłownie przeciągnął po parkiecie. I to wszystko z twojego powodu! — wskazał na Brennę palcem.