Atreus nawet by się nie zdziwił, gdyby Edith miała dość – ba, nie byłoby mu nawet przykro, biorąc pod uwagę relację z kategorii raczej niechętnych, którą siebie darzyli. Ewentualne komentarze musiały jednak poczekać, bo amezjatorka zajęła się pracą, podczas gdy Bulstrode wciąż zastanawiał się nad charakterystykami wiejskiego ptactwa.
— To zależy — odpowiedział Lestrange po chwili zastanowienia. — Czy będę musiał do tego wsadzić rękę w gardło takiego ptaka, czy istnieje jakiś inny, o wiele bardziej bezpieczny sposób? — zapytał. — Widzisz, ja jestem człowiekiem pełnym niespodzianek. A jeśli chodzi o poszerzanie wiedzy, to przecież nie będę stawiał na drodze samemu sobie, tak? — uśmiechnął się do niej grzecznie, jakby absolutnie nie chodziło mu o wiadomy incydent z gąsiorem. Victoria przecież nie była jedyną, która zdenerwowała się rozmową w szatni. — Gęsi, kaczki, sowy… Jakiś czas temu dostałem takie jajco, z którego wykluł się jakiś ptak. Okropnie wyglądał na początku, ale jak złapał pierze to przynajmniej da się na niego patrzeć.