Zerknęła w stronę Stanleya, który szybko podchwycił wyzwanie od rudowłosej i bez większych problemów wdrapał się na jeden z pali. Jej uwaga jednak skupiała się na rodzeństwie Carrow - musiała znaleźć sposób, by kulturalnie acz stanowczo dać im do zrozumienia, że muszą się ewakuować. A nie było to takie proste; wiedziała, że gdy choć jedno z nich domyśli się, że coś się święci, zmuszą ją, żeby poszła razem z nimi. Sami był specjalistą od teleportacji, wystarczyłoby że złapie ją odpowiednio mocno i wtedy nieszczególnie miałaby cokolwiek do gadania. A nie mogła uciec.
Kiedy przesunęła wzrokiem po Jackie i Samim, dotarła do niej przerażająca myśl, która na moment zaparła jej dech w piersiach i sprawiła, że z trudem zaczerpnęła oddech. Uświadomiła sobie, że jeżeli cokolwiek pójdzie nie tak, być może widzi ich po raz ostatni, a teraz co powie, może być ostatnimi słowami, które od niej słyszą i jak ją zapamiętają. Zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa w jakie się pakuje, kiedy obiecała Brennie wsparcie w trakcie potencjalnego ataku. To, czego nie była świadoma, to jak ciężko jest żegnać się z ukochanymi, wiedząc że być może już nigdy ich nie zobaczy.
Na ratunek przyszła Jackie. Zaniepokoił ją ton głosu dziewczyny oraz to, co powiedziała - to co mam do przekazania lepiej powiedzieć osobiście było jak zwiastun problemów. W innych okolicznościach złapałaby ją pod rękę i pociągnęła w ustronne miejsce, by móc wypytać o wszystko na spokojnie. Teraz jednak wydało się jej to idealną okazją, by rodzeństwo Carrow się stąd ewakuowało - zwłaszcza, że Sami będzie chciał wiedzieć o wszystkim natychmiast. Dani obiecała sobie, że poruszy te temat jutro. Jeżeli tylko będzie jakieś jutro.
- Tak, myślę że na dziś wystarczy wrażeń.- wtrąciła się, być może zbyt ochoczo. - Ja... poszukam kuzynostwa i wrócę do domu wraz z nimi. Nie przejmujcie się mną.- dodała szybko, na wypadek gdyby wpadli na pomysł odprowadzania ją do domu. Jej wzrok skupił się na rudowłosej. - Cieszę się, że się spotkałyśmy Jackie. Szkoda, że na tak krótko.- powiedziała przez zaciśnięte gardło. I nie wiadomo było czy mówi o dzisiejszym wieczorze, czy o kolacji rozpoczynającej rok szkolny w Wielkiej Sali, gdy spotkały się po raz pierwszy. Jej wzrok zatrzymał się na Samuelu - wtedy na moment zamarła. Co miała mu powiedzieć? Ponownie poczuła uścisk w gardle, uniemożliwiający swobodną wypowiedź. Żadne słowa nie wydawały jej się odpowiednie, a jednak wiedziała, że musi coś powiedzieć. Nie mogła zostawić go tak bez pożegnania.
- Dziękuję, że mogłam spędzić Beltane w twoim towarzystwie. - powiedziała, ostrożnie dobierając słowa. - To był dla mnie ogromny zaszczyt i nie mogłam wymarzyć sobie lepszego towarzystwa. - dodała, posyłając mu uśmiech. Zacznij w siebie wierzyć Sam, takich jak Ty ze świecą szukać, chciała powiedzieć, ale te słowa nie przeszły jej już przez gardło. Nie dała rady ich nawet uściskać, choć miała na to ogromną ochotę.