To, że ktoś lubił się uczyć, że nie zbierał w szkole szlabanów do kolekcji i że był prefektem i to do tego naczelnym – nie znaczyło wcale, że ma kija w tyłu. To, że miała teraz na sobie mundur, ba, że właśnie nosiła spodnie, nie znaczyło tego również. Victoria, kiedy chciała i kiedy była w sprzyjającym temu towarzystwie, potrafiła się rozluźnić. I wcale nie słuchała sztywno każdego regulaminu, próbując go wypełnić od „a” do „z”. Nie. Prawdę mówiąc… wiele w niej było przyzwoleń i przymrużeń oczu. Ale może roztaczała taką aurę ze względu na tę urodziwą, choć z rzadka uśmiechającą się buźkę? Bo zwykle była skupiona, zwykle coś analizowała, zastanawiała się nad czymś, przekładała w głowie z jednej półki na drugą: w ten sposób się uczyła. Bo uczyć się uwielbiała.
- Wiesz o tym najlepiej – jaka była na początku tej znajomości. I jaki był on. Nie było w tym ani grama słodyczy, była tylko złość. Kwas toczący żyły. Poprawiło się… później. Potem poszło już gładko. - To dlatego, że są różowe – no dobrze, jedna była. Mięciutka różowa poduszka, którą wyczarowała dla Sauriela dla żartu.
Gdyby wiedziała, co za niedługo ma się tutaj dziać, to i jemu, mimo wszystko, kazałaby uważać. Przecież dopiero co się zaręczyli… Nie chciała też stracić i jego. Choć tak pomiędzy prawdą a Matką Naturą, to ona miała dużo większą szansę na pożegnanie się z życiem, tak teraz jak i w ogóle. Wampir… Człowiek zamieniony w wampira już raz umarł. Drugi raz nie było wcale tak łatwo się pożegnać z życiem. Zmarszczyła się jednak, kiedy potargał jej włosy.
- Hej! – powiedziała do niego głośniej, z lekką tylko irytacją. - Ooo ja ci dam – żachnęła się, ale w tym momencie wysunął do niej zegarek, na co Victoria kiwnęła głową i wolną ręką naciągnęła mu na niego z powrotem rękaw. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo Sauriel stwierdził wtedy, że na niego czas i zsunął się… i tak zamarli na moment. I kiedy mężczyzna chciał się wyślizgnąć, Viki złapała go mocniej na kilka krótkich chwil dłużej. Bo wspięła się na palce, by złożyć mu na policzku bardzo krótki i delikatny pocałunek. - Dziękuję – puściła go, uśmiechnęła i zaraz odwróciła się na pięcie, by pójść w swoją stronę. Tam, gdzie miała spotkać się z Mavelle. I tak idąc poprawiła sobie te zmierzwione włosy, ale tylko odrobinkę.