24.03.2023, 02:39 ✶
Obydwa jego podejrzenia były słuszne. Nie chciała zamykać za sobą drzwi do użytecznych ludzi, a dodatkowo ojciec chciał, aby ich rodzina nie mieszała się, jak najdłużej było to możliwe otwarcie, bo mogłoby to zaszkodzić jego interesom. Niezależnie jak ciemne chmury nadchodziły, jak trudne tematy poruszali pracownicy Ministerstwa przy porannej kawie lub o czym pisał prorok, Cynthii dotychczas udawało się wybrnąć. Nie było kłamstwem, że polityką się nie interesowała, bo jej to było zupełnie obojętne, bo większość rzeczy nie dotyczyła bezpośrednio jej. Była szczęśliwa w kostnicy ze swoimi trupami. Leach dawał dużo powodów do niezadowolenia dwudziestce ósemce, a nadepnąć na odcisk najpotężniejszym z nich było po prostu głupotą w walce o dalszą reelekcję, szacunek i pieniądze. Władze.
- To zaskakujące. - przyznała szczerze, bo nie pamiętała, żeby spotkała młodego czarodzieja o dobrym nazwisku, który nie interesowałby się tym wyścigiem szczurów. Było to orzeźwiające. Wolną dłonią wygładziła materiał sukienki, pozbywając się z nich niewidzialnych okruszków, które w jakiś sposób dostrzegła. - Czym w takim razie się Pan interesuje?
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Pracy w departamencie, biurze uderzeniowym, a może kariery sportowej? Przesunęła błękitnymi oczyma po jego twarzy, nadal próbując ustalić, czy na którymś z wcześniejszych bali lub przyjęć mogła go widzieć. Zwykle pamiętała twarze. Na jego pytanie uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zamyślenia, podkreślone zgarnięciem pasma włosów za ozdobione kolczykiem ucho. Odpowiedź wcale nie była taka prosta, nie chciała wyjść na głupią i nie chciała też za bardzo angażować się w ten temat, bo jako pracownik Ministerstwa, chciała być jak neutralną Czarownicą. Tak było wygodniej, bezpieczniej. - Może właśnie poszanowaniem tradycji? Czysto krwiste rody trzymają w garści chyba wszystkie gałęzie rozwojowe naszego świata — jeśli się nie mylę, a Pan Leach chciałby to zmienić. Nie jestem pewna, czy zmienianie czegoś, co działa właściwie jest słuszne. Jednak proszę pamiętać, nie znam się na polityce.
Uśmiechnęła się kącikami ust, wzruszając delikatnie ramionami. Nie chciała, żeby odebrał ją za jakąś fanatyczkę, bo nawet jeśli wewnętrznie była ukierunkowana w taki sposób, nie znaczyło, że nie umiała zachować się przy mugolach lub czarodziejach o mniejszym procencie czystej krwi. Lawirowanie pomiędzy światami i trzymanie się rozsądku wydawało się Cynthii najrozsądniejsze. Zaschło jej w gardle, dopiła więc swojego szampana i odstawiła kieliszek na tackę kelnera, który przechodził obok. Rozluźniła dłonie, pozwalając swobodnie opaść im wzdłuż ciała.
- Z przyjemnością. Być może Pan Moor zrozumie aluzję. - również zerknęła w kierunku Christophera, którego na szczęście zagadała jakaś młodziutka czarownica, chyba zauroczona jego aparycją. Nic specjalnego, ale o gustach się nie dyskutuje. Noc była rześka, a wewnątrz sali było odrobinę duszno od mieszających się aromatów perfum, alkoholi i jedzenia. - Nie wygląda Pan na amatora bankietów, przyznam szczerze, a skoro i polityką się Pan nie interesuje, to co Pana skłoniło, aby tu przyjść dzisiejszego wieczora?
- To zaskakujące. - przyznała szczerze, bo nie pamiętała, żeby spotkała młodego czarodzieja o dobrym nazwisku, który nie interesowałby się tym wyścigiem szczurów. Było to orzeźwiające. Wolną dłonią wygładziła materiał sukienki, pozbywając się z nich niewidzialnych okruszków, które w jakiś sposób dostrzegła. - Czym w takim razie się Pan interesuje?
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Pracy w departamencie, biurze uderzeniowym, a może kariery sportowej? Przesunęła błękitnymi oczyma po jego twarzy, nadal próbując ustalić, czy na którymś z wcześniejszych bali lub przyjęć mogła go widzieć. Zwykle pamiętała twarze. Na jego pytanie uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zamyślenia, podkreślone zgarnięciem pasma włosów za ozdobione kolczykiem ucho. Odpowiedź wcale nie była taka prosta, nie chciała wyjść na głupią i nie chciała też za bardzo angażować się w ten temat, bo jako pracownik Ministerstwa, chciała być jak neutralną Czarownicą. Tak było wygodniej, bezpieczniej. - Może właśnie poszanowaniem tradycji? Czysto krwiste rody trzymają w garści chyba wszystkie gałęzie rozwojowe naszego świata — jeśli się nie mylę, a Pan Leach chciałby to zmienić. Nie jestem pewna, czy zmienianie czegoś, co działa właściwie jest słuszne. Jednak proszę pamiętać, nie znam się na polityce.
Uśmiechnęła się kącikami ust, wzruszając delikatnie ramionami. Nie chciała, żeby odebrał ją za jakąś fanatyczkę, bo nawet jeśli wewnętrznie była ukierunkowana w taki sposób, nie znaczyło, że nie umiała zachować się przy mugolach lub czarodziejach o mniejszym procencie czystej krwi. Lawirowanie pomiędzy światami i trzymanie się rozsądku wydawało się Cynthii najrozsądniejsze. Zaschło jej w gardle, dopiła więc swojego szampana i odstawiła kieliszek na tackę kelnera, który przechodził obok. Rozluźniła dłonie, pozwalając swobodnie opaść im wzdłuż ciała.
- Z przyjemnością. Być może Pan Moor zrozumie aluzję. - również zerknęła w kierunku Christophera, którego na szczęście zagadała jakaś młodziutka czarownica, chyba zauroczona jego aparycją. Nic specjalnego, ale o gustach się nie dyskutuje. Noc była rześka, a wewnątrz sali było odrobinę duszno od mieszających się aromatów perfum, alkoholi i jedzenia. - Nie wygląda Pan na amatora bankietów, przyznam szczerze, a skoro i polityką się Pan nie interesuje, to co Pana skłoniło, aby tu przyjść dzisiejszego wieczora?