Stella przywykła do tego, że ojciec oddelegowywał ją czasami do różnych spraw. Szukał jej na siłę zajęcia, próbował zorganizować życie. Była do tego przyzwyczajona. Wykonywała jego polecenia, żeby mieć święty spokój. Nie było sensu z tym walczyć, robiła to, o co ją prosił, aby później nie wtrącał się w inne sprawy. Całkiem korzystne to było - w końcu pokazywała się tam, gdzie ją o to prosili, wydawać by się mogło, że zaczęła wracać do życia. To tylko pozory, nikt nie wiedział, co się z nią dzieje za zamkniętymi drzwiami. Nadal nie mogła pogodzić się z tragedią, jaka ją spotkała.
Dostrzegła go z oddali, jeszcze chwila i dowie się, co mężczyźni tym razem wymyślili. Nie, żeby była tym jakoś szczególnie zainteresowana, ale pan ojciec prosił - Stella wykonywała polecenia. Tak już się miała kolej rzeczy.
- Tak cenię i doceniam, kiedy ktoś się nią wykazuje. - Odpowiedziała z uśmiechem, nie był to jednak naturalny uśmiech, a wymuszony, bo nie ukmnęło jej oczywiście, że Robert był spóźniony, odbierała to jako brak szacunku, jednak nie powiedziała tego głośno. Potrafiła zachować dla siebie swoje myśli.
- Dziękuję. - W końcu wypadało podziękować za komplement. - Nie wiem, czy będzie lepiej, w końcu nic mi jej nie zwróci, zawsze będzie mi towarzyszyło widmo zmarłej siostry. - Rzekła jeszcze bez żadnych emocji w głosie. Nie chciała, żeby ludzie się nad nią litowali, sama musiała sobie poradzić z tym, co ją spotkało, a że aktualnie nie radziła sobie z tym wcale - był to tylko i wyłącznie jej problem.
Kelnerka przyniosła kawę, którą zamówiła. Stella sięgnęła po filiżankę i wypiła z niej spory łyk, przyglądała się uważnie wujowi. Może warto już przejść do rzeczy. - Ojciec wspomniał, że chcecie mnie do czegoś zaangażować. - Zaczęła, wolała od razu zacząć rozmowę o tym, po co się tutaj spotkali. - Nie powiedział mi jednak zbyt wiele, do czego jestem potrzebna? - Zapytała wprost. Spojrzenie miała skierowana w stronę mężczyzny, była ciekawa, do czego ktoś taki jak on może jej potrzebować, w końcu jej zaineteresowania były raczej dalekie od tego, czym się zajmował.