24.03.2023, 16:11 ✶
Peregrinus w rzeczy samej nie był wcale zmartwiony tym, że zostali w Londynie i przeglądali od rana sterty książek. Wręcz przeciwnie: znalazł się w swoim żywiole. Zbieranie informacji, szukanie między nimi połączeń i wychwytywanie tych rzeczywiście wartościowych skrawków wiedzy rozsianych po akapitach dziesiątek różnych książek wprowadzało go w przyjemny trans. Choć wszystkie te ruchy — ostrożne wertowanie stronic, wczytywanie się w kolejne formułki, notowanie i segregowanie — były wyuczonymi, rutynowymi czynnościami, to oddawał się im z nieniknącym zacięciem i pewną ekscytacją. W końcu każdy kolejny wolumin mógł skrywać odpowiedzi na dręczące ich pytania bądź dawno zapomniane sekrety.
Choć przez lata pracował sam, nie narzekał na obecność Dolohova. Gdy zaczynali działać we dwóch, towarzyszyły mu pewne obawy: najchętniej zrobiłby wszystko w pojedynkę za zamkniętymi drzwiami, bez zastanawiania się, czy ktoś nie patrzy mu przypadkiem na ręce. Z czasem jednak zaczął czuć się w obecności Vasilija coraz swobodniej i teraz — gdy siedzieli razem nad tym nowym projektem — był w pełni zrelaksowany i zatopiony w wirze pracy.
Herbata w filiżance Peregrinusa całkiem już ostygła, mimo że nie wypił jej nawet do połowy. Nie myślał o niej, gdy jedną ręką przytrzymywał szorstkie, pożółkłe stronice książki, a drugą dzierżył pióro, którym sporządzał notatkę dotyczącą bieżącego rozdziału. Podzwanianie łyżeczki Dolohova nie wybiło go ani na sekundę z tego rytmu, zrobiły to dopiero jego słowa. Trelawney uniósł na pracodawcę nieco nieprzytomny wzrok, jak człowiek wyrwany z głębokiego snu.
— Spóźnia się? — powtórzył za nim, odchylając się na oparcie swojego siedziska i przeciągając dłonią po twarzy, jakby zbierał rozpierzchnięte niespodziewanie myśli. Zerknął z ukosa na zegar, którego wskazówki nieco go uspokoiły. Nie było aż tak późno. — Być może spotkała na sabacie jakiegoś przystojnego, młodego czarodzieja. Zakochanie, mimo że tak często każą nam o nim wróżyć, potrafi niekiedy pokrzyżować szyki najlepszej przepowiedni.
Nie chciał podpowiadać Vakelowi żadnych czarnych scenariuszy, żeby niepotrzebnie go nie straszyć. Być może była to naiwność, ale starał się nie uciekać zbyt często do katastroficznych wizji i wyczerpać najpierw te optymistyczniejsze opcje. Martwienie się na zapas nie leżało w jego naturze.
— Jeśli nie wróci jeszcze parę minut, możemy sprawdzić kolejną wróżbę. — Przeszło mu również przez myśl: „wybrać się tam i sprawdzić osobiście”, ale w duchu liczył, że nie będzie musiał opuszczać swojego przytulnego stanowiska.
Choć przez lata pracował sam, nie narzekał na obecność Dolohova. Gdy zaczynali działać we dwóch, towarzyszyły mu pewne obawy: najchętniej zrobiłby wszystko w pojedynkę za zamkniętymi drzwiami, bez zastanawiania się, czy ktoś nie patrzy mu przypadkiem na ręce. Z czasem jednak zaczął czuć się w obecności Vasilija coraz swobodniej i teraz — gdy siedzieli razem nad tym nowym projektem — był w pełni zrelaksowany i zatopiony w wirze pracy.
Herbata w filiżance Peregrinusa całkiem już ostygła, mimo że nie wypił jej nawet do połowy. Nie myślał o niej, gdy jedną ręką przytrzymywał szorstkie, pożółkłe stronice książki, a drugą dzierżył pióro, którym sporządzał notatkę dotyczącą bieżącego rozdziału. Podzwanianie łyżeczki Dolohova nie wybiło go ani na sekundę z tego rytmu, zrobiły to dopiero jego słowa. Trelawney uniósł na pracodawcę nieco nieprzytomny wzrok, jak człowiek wyrwany z głębokiego snu.
— Spóźnia się? — powtórzył za nim, odchylając się na oparcie swojego siedziska i przeciągając dłonią po twarzy, jakby zbierał rozpierzchnięte niespodziewanie myśli. Zerknął z ukosa na zegar, którego wskazówki nieco go uspokoiły. Nie było aż tak późno. — Być może spotkała na sabacie jakiegoś przystojnego, młodego czarodzieja. Zakochanie, mimo że tak często każą nam o nim wróżyć, potrafi niekiedy pokrzyżować szyki najlepszej przepowiedni.
Nie chciał podpowiadać Vakelowi żadnych czarnych scenariuszy, żeby niepotrzebnie go nie straszyć. Być może była to naiwność, ale starał się nie uciekać zbyt często do katastroficznych wizji i wyczerpać najpierw te optymistyczniejsze opcje. Martwienie się na zapas nie leżało w jego naturze.
— Jeśli nie wróci jeszcze parę minut, możemy sprawdzić kolejną wróżbę. — Przeszło mu również przez myśl: „wybrać się tam i sprawdzić osobiście”, ale w duchu liczył, że nie będzie musiał opuszczać swojego przytulnego stanowiska.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie