No właśnie, gdzie w tym wszystkim wywiało Charliego? Cameron rozejrzał się na boki, jakby spodziewał się, że wypowiedzenie jego imienia na głos sprawi, że ten momentalnie zjawi się tuż obok nich. Tak się jednak nie stało. Ba, nie dostrzegał go nigdzie w okolicy, chociaż znając nawyki Rookwooda, wątpił, aby wrócił do domu w samym środku obchodów Beltane. Pewnie kręcił się w okolicy, sam lub w czyimś towarzystwie. Pewnie to drugie, pomyślał przelotnie, a zamaskowane ostrzeżenie Heather sprawiło, że nieco się zmartwił. Skoro on powinien stąd zniknąć, to czy Charles również się ulotni?
— Trzymam cię za słowo. — Westchnął cicho i dał jej delikatnego prztyczka w nos. — Wiesz, potrafię być nie tylko uroczy, ale też uparty. Kiedy trzeba. I kiedy mi bardzo, ale to bardzo zależy! — Ścisnął jej ramię, wykrzywiając usta w niepewnym uśmiechu. — Jeśli cię to uspokoi, to spoko, mogę się zawinąć, ale uważaj na siebie. I na Juliana.
Miał świadomość, że te słowa niewiele obecnie znaczyły. Kiedyś może faktycznie przekonałyby kogoś z tej dwójki do tego, aby faktycznie unikać niebezpieczeństw, ale teraz? Jedno było poszukiwane, a drugie pracowało dla oficjalnych służb bezpieczeństwa. Wywarcie na nich jakiejkolwiek obietnicy mijało się z celem, kiedy kwestia bezpieczeństwa znajdowała się w dużej mierze poza ich kontrolą. Jebani Śmierciożercy, przeklął w myślach, nie wygłaszając jednak tej uwagi na głos.
— Przejrzę zapasy w domu. Mam wrażenie, że będziesz potrzebowała alkoholu. Czy to do dezynfekcji, czy to degustacji — Przewrócił teatralnie oczami, aby zaraz wtulić twarz w trawę. — Postaram się wszystkiego nie wypić, może dotrwam do...
Przerwał, gdyż poczuł podmuch ciepła dochodzący, cóż... Zewsząd. Poderwał głowę i rozejrzał się na boki. Dopiero wtedy zorientował się, że przez polanę zaczęły przebiegać dziwne strugi światła? Magicznej energii? Nie był pewny, ale serce momentalnie podskoczyło mu do gardła. Zerwał się na równe nogi, ciągnąc ze sobą ku górze Rudą.
— Czy to ma tak działać? — rzucił, a jego uwagę przykuła piszcząca czarownica z winem, którą smagnęła macka czystej magii. — Heather?!
Chwilę później rozpętał się istny chaos; ludzie rozbiegali się na wszystkie strony, teleportowali się bez większego przygotowania lub biegli ku linii lasu. W całym tym zamieszaniu Cameron zdołał jedynie ścisnąć na moment rękę Heather, zanim został pociągnięty przez tłum ku chaszczom kalającym Knieję Godryka, zupełnie nieświadomy tego, że wcale zbyt szybko nie trafi do bezpiecznego miejsca.