25.03.2023, 00:57 ✶
Sarah przestała płakać, ale jej oczy wciąż były czerwone i spuchnięte. Niemal nienaganna aparycja, jaką dotychczas szczyciła się kapłanka, nie ostała się na swoim miejscu po tak bliskim zetknięciu z ciężkim meblem. Mówiąc krótko - wyglądała tragicznie. Mówiła o sobie, że jest wysłanniczką bogów, ale teraz wyglądała tak, jakby jedną nogą była już z tymi bogami, a drugą wciąż w świecie żywych, ledwo trzymając się świszczącego oddechu i krótkich myśli przepływających przez przerażoną, niemogącą skupić się na niczym głowę.
- Myślałam... myślałam, że to był Mu'tagh, ale to nie był on.
Dopiero po chwili, jaką poświęciła na próbę podniesienia się z ziemi, dotarł do niej sens zadanego pytania. I to, że powinna na nie w ogóle odpowiedzieć, a nie uporczywie ignorować je tak samo jak narastającą panikę na samą myśl, że jej rodzony brat mógł robić ludziom to samo, co ten mężczyzna uczynił jej.
Ciało kapłanki przeszył ostry ból.
- Wszędzie - wyjaśniła inteligentnie, machając ręką gdzieś w obrębie klatki piersiowej, a później zastukała się w serce - ale najbaldziej tu. - Dudniło jej tak mocno, jakby miało zaraz wyrwać się z klatki piersiowej i wyskoczyć. I może tak by było prościej, bo teraz męczyła się niesamowicie, próbując zrobić cokolwiek. Gdyby tylko wypadało teraz zamknąć oczy i zasnąć, prawdopodobnie wybrałaby sobie ten los. Ale nie teraz, nie kiedy ktoś tam ryzykował życiem i... - Ah Dola, ale to jest okh'opny człowiek, co mnie tu zostawił na skonanie, a ona jest tam sama? Nie umiem fal, nie wezwę tu nikogo. - Kaszlnęła raz jeszcze. - A spszedawca? Gdzie jest spszedawca?
- Myślałam... myślałam, że to był Mu'tagh, ale to nie był on.
Dopiero po chwili, jaką poświęciła na próbę podniesienia się z ziemi, dotarł do niej sens zadanego pytania. I to, że powinna na nie w ogóle odpowiedzieć, a nie uporczywie ignorować je tak samo jak narastającą panikę na samą myśl, że jej rodzony brat mógł robić ludziom to samo, co ten mężczyzna uczynił jej.
Ciało kapłanki przeszył ostry ból.
- Wszędzie - wyjaśniła inteligentnie, machając ręką gdzieś w obrębie klatki piersiowej, a później zastukała się w serce - ale najbaldziej tu. - Dudniło jej tak mocno, jakby miało zaraz wyrwać się z klatki piersiowej i wyskoczyć. I może tak by było prościej, bo teraz męczyła się niesamowicie, próbując zrobić cokolwiek. Gdyby tylko wypadało teraz zamknąć oczy i zasnąć, prawdopodobnie wybrałaby sobie ten los. Ale nie teraz, nie kiedy ktoś tam ryzykował życiem i... - Ah Dola, ale to jest okh'opny człowiek, co mnie tu zostawił na skonanie, a ona jest tam sama? Nie umiem fal, nie wezwę tu nikogo. - Kaszlnęła raz jeszcze. - A spszedawca? Gdzie jest spszedawca?
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.