25.03.2023, 19:09 ✶
Fergus miał wrażenie, że czas przeleciał mu między palcami niczym dym z ogniska, które było przecież symbolem Beltane. Przecież dopiero co stał naburmuszony przy stoisku pani Uli, która na szybko tworzyła jego portret. Nie lubił zarówno własnych zdjęć, jak i innych podobizn, ale w tym wypadku nie miał chyba większego wyboru, jak tylko na to przystać. Zresztą, nawet obrażony na cały świat, zrobiłby wszystko, byle Castiel był szczęśliwy.
Obserwował razem z nim śmiałków wspinających się na pale i komentował to dość głośno, śmiejąc się przy tym i wywracając oczami. Sam nigdy nie zdecydowałby się na wspinaczkę, zbyt mocno stroniąc od sportu. Kręcenie się po tym miejscu sprawiało mu jednak sporą frajdę, nawet jeśli przez większość czasu musiał chować się przed Norą i uzdrowicielami, którzy nie byliby zachwyceni jego ucieczką ze szpitala. I myślał, że mają jeszcze sporo czasu na rozrywkę, ale najwyraźniej się pomylił.
- Cas, co się dzieje? Widziałeś gdzieś Norę i Salema? Musimy ich znaleźć – mówił, ciągnąc mężczyznę za nadgarstek i rozglądając się wokół, choć przy wzroście Figg i rozmiarze jej zwierzaka raczej ciężko będzie ich znaleźć wśród panikujących czarodziejów. Castiela miał przy sobie, więc o niego nie musiał się martwić. Co innego jednak jego przyjaciółka. A co, jeśli kręciła się tu też Mabel? To właśnie troska o Norę sprawiła, że nie zdążyli się w porę ewakuować. Zwłaszcza gdy ziemia zaczęła pękać, a im oczom ukazała się sylwetka kogoś, kogo zdecydowanie trzeba było się bać. Pociągnął Castiela za jeden z wozów w pobliżu tego, przy którym wcześniej można było zagrać z duchami w gargulki, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że coś jest nie tak z otaczającymi ich kamieniami.
- Jak bardzo mamy przejebane? – zapytał cicho i sięgnął do kieszeni po różdżkę, trzymając ją w pogotowiu, gdy wciąż skrywali się za straganem.
Obserwował razem z nim śmiałków wspinających się na pale i komentował to dość głośno, śmiejąc się przy tym i wywracając oczami. Sam nigdy nie zdecydowałby się na wspinaczkę, zbyt mocno stroniąc od sportu. Kręcenie się po tym miejscu sprawiało mu jednak sporą frajdę, nawet jeśli przez większość czasu musiał chować się przed Norą i uzdrowicielami, którzy nie byliby zachwyceni jego ucieczką ze szpitala. I myślał, że mają jeszcze sporo czasu na rozrywkę, ale najwyraźniej się pomylił.
- Cas, co się dzieje? Widziałeś gdzieś Norę i Salema? Musimy ich znaleźć – mówił, ciągnąc mężczyznę za nadgarstek i rozglądając się wokół, choć przy wzroście Figg i rozmiarze jej zwierzaka raczej ciężko będzie ich znaleźć wśród panikujących czarodziejów. Castiela miał przy sobie, więc o niego nie musiał się martwić. Co innego jednak jego przyjaciółka. A co, jeśli kręciła się tu też Mabel? To właśnie troska o Norę sprawiła, że nie zdążyli się w porę ewakuować. Zwłaszcza gdy ziemia zaczęła pękać, a im oczom ukazała się sylwetka kogoś, kogo zdecydowanie trzeba było się bać. Pociągnął Castiela za jeden z wozów w pobliżu tego, przy którym wcześniej można było zagrać z duchami w gargulki, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że coś jest nie tak z otaczającymi ich kamieniami.
- Jak bardzo mamy przejebane? – zapytał cicho i sięgnął do kieszeni po różdżkę, trzymając ją w pogotowiu, gdy wciąż skrywali się za straganem.