25.03.2023, 23:06 ✶
Jasne, że trzymał w sobie tego łobuza ze szkolnych lat, który znęcał się złośliwie nad gryfonami poprzez zaklęcia translokacji. I wciąż miał w sobie tego gnojka, który usilnie starał się zaimponować Cynthii popisami na miotle, a im bardziej ona go olewała tym bardziej się starał. Być może to właśnie te utarte schematy z młodości po części kierowały nim i teraz. Co z tego, że w myślach musiała rugać go od najgorszych widząc jak przyjmuje pieniądze od Slughorna, chwilę po tym jak zlecił jej kokocie zadanie. I choć adrenalina wzburzała w jego żyłach istny sztorm, poczuł odrobinę ulgi kiedy zobaczył, że przyjaciółka zdecydowała się jednak przystać na jego niecny plan. Nie rozmawiali zbyt często o polityce, Louvain raczej ograniczał się ze swoim radykalnym przekazem w pracy, ale wiedział, że jeśli o to chodzi mógł przy pannie Flint trafić na potencjonalnie żyzny grunt jeśli chodzi o magirasistowskie przekonania. Wiedział, że była, słusznie zresztą, dumna ze swojego pochodzenia i czystej krwi. Choć z pozoru mogłoby się wydawać, że robią razem coś moralnie złego, to sam Lestrange był całkowicie przekonany, że działa nie tylko w swoim własnym interesie, ale w interesie wszystkich innych rodzin czystej krwi. Czarodzieje tacy nosili w sobie bardzo istotne brzemię, którego nie mogła zrozumieć cała reszta. Realizacja woli Czarnego Pana to realizacja godnej przyszłości dla czysto-krwistych.
Dobrze, że był odwrócony plecami kiedy to się działo. Kiedy srebrnowłosa działała na zmysły parszywca, w konsekwencji wyłączając je na wszystko inne poza nią. Ten widok mógłby go skutecznie wyprowadzić z tej imitacji równowagi którą starał się utrzymywać. W przeciwieństwie do swojej bliźniaczki, nie miał w sobie ukrytego demona zdolnego do bestialskich czynów, więc nie powinno dziwić, że podjęcie próby porwania sędziego z Wizengamotu może wzbudzić u niego silne emocje. Ukryty za drzwiami ubikacji, poprawił mankiety marynarki i zawiązał ciaśniej krawat, kiedy usłyszał zbliżający się dźwięk ich obcasów. Dopiero kiedy ujrzał jak zdrajca krwi wzbudza w jego towarzyszce obrzydzenie swoim dotykiem, obudziła się w nim agresja. Wymierzył różdżkę w jego kark, zamachnął się lekkim gestem i rzucił niewerbalnie Brachiabindo w parszywca. W tej samej chwili starzec opadł na ziemię, krztusząc się próbował zdjąć ze swojej szyi niewidzialne więzy. Pijackie okrzyki dobiegające z głównej sali skutecznie zagłuszały jego odgłosy duszenia się. Z palącym gniewem w oczach, Louvain pozwolił mu chwilę cierpieć na brudnej posadzce toalety. Z kieszeni marynarki wyjął dwa, sporej wielkości, srebrne sygnety z insygniami rodowymi Lestrange, po czym założył je na lewą dłoń. Stanął okrakiem nad wijącym się ciałem Slughorna i wyprowadził dwa ciosy w jego twarz pozbawiając go przytomności. Nie było dłuższej potrzeby, aby żadne z ich trójki dalej przebywało w Białym Wiwernie. - Musimy się stąd wynosić. - wyrzucił, głosem wyrwanym jak z transu. Nie było tu zbyt wiele czasu na omawianie i wyjaśnianie szczegółów, więc chwycił ofiarę za przerzedzone włosy na głowię, a drugą ręką chwycił za dłoń Cynthii, aby móc użyć aportacji na nich i wyrwać ich z tego miejsca.
Dobrze, że był odwrócony plecami kiedy to się działo. Kiedy srebrnowłosa działała na zmysły parszywca, w konsekwencji wyłączając je na wszystko inne poza nią. Ten widok mógłby go skutecznie wyprowadzić z tej imitacji równowagi którą starał się utrzymywać. W przeciwieństwie do swojej bliźniaczki, nie miał w sobie ukrytego demona zdolnego do bestialskich czynów, więc nie powinno dziwić, że podjęcie próby porwania sędziego z Wizengamotu może wzbudzić u niego silne emocje. Ukryty za drzwiami ubikacji, poprawił mankiety marynarki i zawiązał ciaśniej krawat, kiedy usłyszał zbliżający się dźwięk ich obcasów. Dopiero kiedy ujrzał jak zdrajca krwi wzbudza w jego towarzyszce obrzydzenie swoim dotykiem, obudziła się w nim agresja. Wymierzył różdżkę w jego kark, zamachnął się lekkim gestem i rzucił niewerbalnie Brachiabindo w parszywca. W tej samej chwili starzec opadł na ziemię, krztusząc się próbował zdjąć ze swojej szyi niewidzialne więzy. Pijackie okrzyki dobiegające z głównej sali skutecznie zagłuszały jego odgłosy duszenia się. Z palącym gniewem w oczach, Louvain pozwolił mu chwilę cierpieć na brudnej posadzce toalety. Z kieszeni marynarki wyjął dwa, sporej wielkości, srebrne sygnety z insygniami rodowymi Lestrange, po czym założył je na lewą dłoń. Stanął okrakiem nad wijącym się ciałem Slughorna i wyprowadził dwa ciosy w jego twarz pozbawiając go przytomności. Nie było dłuższej potrzeby, aby żadne z ich trójki dalej przebywało w Białym Wiwernie. - Musimy się stąd wynosić. - wyrzucił, głosem wyrwanym jak z transu. Nie było tu zbyt wiele czasu na omawianie i wyjaśnianie szczegółów, więc chwycił ofiarę za przerzedzone włosy na głowię, a drugą ręką chwycił za dłoń Cynthii, aby móc użyć aportacji na nich i wyrwać ich z tego miejsca.
Koniec sesji