26.03.2023, 13:02 ✶
Hogwarcka edukacja zmierzała już ku końcowi – Leta znajdowała się już na ostatnim roku i wszystko wskazywało na to, że więcej do tego zamczyska po prostu nie powróci – co nawet i cieszyło. Zwłaszcza tą porą roku, gdy nadchodziło zimno, a ona sama (jak i wielu innych uczniów) musiała sobie radzić chociażby poprzez wciąganie na siebie całkiem grubych swetrów. Nie mówiąc już o dodatkowych kocach w dormitorium.
- Myślę, że to pytanie do samego Salazara? – podsunęła, średnio sobie wyobrażając, że ktokolwiek inny mógłby wpaść na pomysł, by usadowić stado dzieciaków w komnatach pod jeziorem. Magia magią, ale nigdy nie wiadomo, co młodym czarodziejom mogło wpaść do głowy, jakie zaklęcia mogli dorwać, jakie przedmioty przemycić, żeby rozbić barierę oddzielającą Pokój od hektolitrów wody.
Sama zresztą nie raz i nie dwa czuła niepokój, gdy wpatrywała się w toń – niby byli bezpieczni, ale gdzieś z tyłu głowy pozostawała ta obawa. „A gdyby…?” Zwłaszcza że, jak uczyła historia, tak naprawdę nic nie było wieczne. Imperia powstawały i upadały, budynki miały swoje lata świetności i obracały się w ruiny.
Jak dobrze więc zabezpieczano to żmijowe gniazdo…?
Skrzywiła się tylko, słysząc wycie. Skądinąd znajome – w końcu przez 6 lat poznała całkiem sporo zakamarków szkoły, nie mówiąc już o jej rezydentach. Ten konkretny zaś już nie pierwszy raz przyprawiał uszy Crouchówny o cierpienie, nie mówiąc już o tym, iż było to frustrujące – niemożność skorzystania z tej konkretnej łazienki. No bo jak – wchodzisz, chcesz cokolwiek załatwić, a tu duch ci wyje, płacze, jęczy…
- Na Morganę i Merlina, znowu... – zdążyła cierpiętniczo westchnąć, zanim jeszcze Marta się pojawiła i przez nich przeszła, przez co dziewczyna się wzdrygnęła. A potem uniosła tylko brwi, gdy ta zasypała ich oskarżeniami, całkowicie wziętymi z dupy. Choć to nie tak, że sama Leta nie miała czasem ochoty zostawić jakiegoś napisu, wcale…
- Sama właśnie przez nas przeleciałaś, po cholerę mielibyśmy celowo marznąć, przechodząc przez ciebie? – prychnęła, nie wykazując się choćby odrobiną empatii - Jaki znowu napis? – spytała, opierając dłoń na biodrze – Zresztą, w twojej łazience byłam aż raz w swoim życiu, Cathal grzecznie chodzi do męskiej, Ulysses… – tu wahnęła się na sekundę, bowiem dzieciaka specjalnie dobrze nie znała, niemniej ostatecznie dokończyła z rezonem – ...też. I dopiero co tu przyszliśmy, jak moglibyśmy cokolwiek ci wysmarować? – kolejne pytanie, zadane rzeczowym tonem.
- Myślę, że to pytanie do samego Salazara? – podsunęła, średnio sobie wyobrażając, że ktokolwiek inny mógłby wpaść na pomysł, by usadowić stado dzieciaków w komnatach pod jeziorem. Magia magią, ale nigdy nie wiadomo, co młodym czarodziejom mogło wpaść do głowy, jakie zaklęcia mogli dorwać, jakie przedmioty przemycić, żeby rozbić barierę oddzielającą Pokój od hektolitrów wody.
Sama zresztą nie raz i nie dwa czuła niepokój, gdy wpatrywała się w toń – niby byli bezpieczni, ale gdzieś z tyłu głowy pozostawała ta obawa. „A gdyby…?” Zwłaszcza że, jak uczyła historia, tak naprawdę nic nie było wieczne. Imperia powstawały i upadały, budynki miały swoje lata świetności i obracały się w ruiny.
Jak dobrze więc zabezpieczano to żmijowe gniazdo…?
Skrzywiła się tylko, słysząc wycie. Skądinąd znajome – w końcu przez 6 lat poznała całkiem sporo zakamarków szkoły, nie mówiąc już o jej rezydentach. Ten konkretny zaś już nie pierwszy raz przyprawiał uszy Crouchówny o cierpienie, nie mówiąc już o tym, iż było to frustrujące – niemożność skorzystania z tej konkretnej łazienki. No bo jak – wchodzisz, chcesz cokolwiek załatwić, a tu duch ci wyje, płacze, jęczy…
- Na Morganę i Merlina, znowu... – zdążyła cierpiętniczo westchnąć, zanim jeszcze Marta się pojawiła i przez nich przeszła, przez co dziewczyna się wzdrygnęła. A potem uniosła tylko brwi, gdy ta zasypała ich oskarżeniami, całkowicie wziętymi z dupy. Choć to nie tak, że sama Leta nie miała czasem ochoty zostawić jakiegoś napisu, wcale…
- Sama właśnie przez nas przeleciałaś, po cholerę mielibyśmy celowo marznąć, przechodząc przez ciebie? – prychnęła, nie wykazując się choćby odrobiną empatii - Jaki znowu napis? – spytała, opierając dłoń na biodrze – Zresztą, w twojej łazience byłam aż raz w swoim życiu, Cathal grzecznie chodzi do męskiej, Ulysses… – tu wahnęła się na sekundę, bowiem dzieciaka specjalnie dobrze nie znała, niemniej ostatecznie dokończyła z rezonem – ...też. I dopiero co tu przyszliśmy, jak moglibyśmy cokolwiek ci wysmarować? – kolejne pytanie, zadane rzeczowym tonem.