Właśnie dlatego Wood uważała, że nie warto było czekać do ślubu. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem było sprawdzenie, czy para młoda jest dopasowana do siebie pod każdym względem przed tym dniem, który miał połączyć ich drogi na zawsze. Dzięki temu można było zapobiec ewentualnej katastrofie, ale to było tylko jej zdanie. Może nie świadczyło o niej najlepiej, skoro nie wierzyła, że nie można obejść się bez tego, jednak ten strach był uzasadniony. Poczuła, że Lupin mocniej ścisnął jej dłoń, wpatrywała się w niego uważnie, słuchając co ma jej do powiedzenia.
- No tak, chociaż jak dla mnie chyba przede wszystkim przerażenia. - Dodała od siebie, chociaż rozumiała podejście Camerona, a przynajmniej naprawdę próbowała zorozumieć. - Pewnie nie może się doczekać, kiedy ta farsa się skończy i będzie mógł zająć się odpowiednio swoją nową małżonką. - Wolała sobie nie wyobrażać jakie to musiało być silne pragnienie, wiedziała jednak, że gdyby to na nią padło, nie wytrzymałaby do ślubu. - Tak przeżyć, żeby przeżyć, ale co to wtedy za życie? - Powiedziała cicho do Camerona. Nie do końca popierała takie podejście, bo zdaniem Wood należało brać z życia jak najwięcej, garściami, żeby mieć co wspominać, no ale nie miała wpływu na to, jak inni mają zamiar zrobić ze swoim.
Wood nie wyobrażała sobie, że kiedyś przyjdzie jej zorganizować podobne przyjęcie. Zresztą nie można było brać ślubów w trzy osoby, także już na samym początku ją to skreślało. Nie umiałaby wybrać chyba jednego mężczyzny, z którym miałaby spędzić całe życie, szczególnie, że od zawsze w jej życiu było ich dwóch, ważnych dla niej tak samo. Gdyby ktoś wymagał od niej, że wybierze jednego z nich... nie potrafiłaby podjać decyzji, zresztą nie zamierzała tego robić, dobrze im było we trójkę w tej dziwnej, pokręconej realcji, ale jej to w niczym nie przeszkadzało. Tak właściwie póki co była też bardzo młoda, miała całe życie przed sobą. Śluby jej zdaniem były zupełnie niepotrzebne do życia, dodawały tylko problemów.
- No nie, sam powinien się za to zabrać, może wcale nie chce? - Z czego właściwie wynikała zwłoka? Nie znała jakoś głębiej całej sytuacji, więc trudno jej było dostrzec jego motywację. Śmiech Camerona był zaraźliwy, Heather nie mogła się powstrzymać, aby tuż po nim wybuchnąć głośnym atakiem śmiechu. Starała się powstrzymać, jednak to wcale nie było takie proste, nie ułatwiały tego wcale te oceniające spojrzenia skierowane w ich stronę. - Idealne... każdy ma swoją wizję tego, co jest idealne, właściwie po co dążyć do perfekcji? Przecież oświadcza się osobie, która go kocha, myślę, że jej nie zrobi różnicy forma, w sensie to w jaki sposób to zrobi. - Starała się nieco pokracznie wytłumaczyć o co jej chodzi Cameronowi. Miała nadzieję, że ją zrozumie. - To nie jest takie głupie rozwiązanie, może jej to podsuń Kami, skoro jeszcze na to nie wpadła. - Posłała przyjacielowi promienny uśmiech, nie mogła się nadal nadziwić, jaki był błyskotliwy, że też miała to szczęście, że przyjaźnił się właśnie z nią.
Przymknęła oczy, gdy Lupin pocałował ją w czoło. Zrobiło jej się po prostu miło, chociaż faktycznie ich los był przesądzony. - Tak naprawdę, nam chyba nie jest potrzebny ślub, przecież i bez tego świetnie sobie radzimy, nie sądzisz? - Wydawało jej się, że całkiem zdrowo podchodzą do tej relacji, gdyby pojawił się jakiś ślub, to niosłoby ze sobą dodatkową odpowiedzialność, jeszcze zaczeliby się kłócić i co wtedy? - Imprezę możemy zrobić i bez tego, w jakimś parku, czy na sali. - Nie było to wcale takie głupie, a zawsze znalazłaby się jakaś okazja do świętowania, dobrze by było zorganizować spotkanie ze wszystkimi znajomymi - póki jeszcze żyli.
Miała szczęście, że Cameron był taki ugodowy i zabrał ją ze sobą do Pana Młodego, aby złożyć mu życzenia. Ona również pozwoliła sobie na piękną litanię miłych słów skierowanych ku przystojemu mężczyźnie. Z bliska wydawał się być jeszcze bardziej atrakcyjny. Kiedy już skończyli składać życzenia i mieli się oddalić odezwała się jeszcze do Lupina - - Skoro już stoimy, mam propozycję nie do odrzucenia, zatańczysz ze mną Cami? - Wierzyła, że jej nie odmówi, taka okazja nie zdarzała się w końcu często.