27.03.2023, 13:23 ✶
To nie był świat ani czas zachęcający do tego, by taki klucz wytworzyć i komuś wręczyć w ręce, Victoria bardzo dobrze sobie z tego zdawała sprawę. Nie naciskała, chociaż miała nadzieję, że to się kiedyś zmieni, bo co to za życie za pancernymi drzwiami, przez które absolutnie nikogo się do siebie nie wpuszcza? Każdy miał swoje demony, choć nie wszystkie jednakowo wielkie, a te od Sauriela miały parę długich kłów i były bardzo stare. Wiedziały więc jak uderzyć żeby bolało, bo nauczyły się tego przez lata swojej egzystencji.
- I jak wtedy wrócimy? – albo przede wszystkim – jak dolecą do swojego celu? Bo byli teraz może maksymalnie w połowie drogi… nie przejęła się w każdym razie złorzeczeniem Sauriela i po prostu zajęła się na chwilę abraksanem, nim sami schowali się w suchym i ciepłym budynku.
To ciepło wręcz uderzało, kiedy było się tak wyziębionym jak oni – a może i nie byli długo na ten czynnik narażeni, bo ledwie chwilę, ale takie przemoczenie do suchej nitki robiło w końcu swoje. Wydało jej się jednak zupełnie naturalne, że skoro Sauriel się zaoferował i wyszedł w ulewę tutaj tylko po to, żeby poprosić o parasol dla niej, to ona odwdzięczy się osuszeniem ubrań. Nic więc nie powiedziała, nawet na brak podziękowania od Sauriela i równie bez słowa poszła przodem. I na nieszczęście widziała miny jakie dziewczęciem posyłało jej towarzyszowi, i to też wcale nie napawało ją radością.
- Nie sądziłam, że złapie nas po drodze taka ulewa – powiedziałam kiedy już weszli do salonu, do którego ich zaprowadzono i poczęstowano herbatą. - Jeszcze raz dziękujemy za gościnę. Ale gafa, z tego wszystkiego zapomniałam się przedstawić. Victoria Lestrange, miło mi – może Sauriel już się przedstawił, albo ich przedstawił wcześniej, nie wiedziała tego, ale wolała to naprawić.
- Edmund Binns – odpowiedział czarodziej i uśmiechnął się od ucha do ucha. - I moje córki: Daisy, Jasmine, Rose i Violet – przedstawił wszystkie cztery (bo gdy weszli do salonu nagle pojawiły się jeszcze trzy dodatkowe oprócz Violet, która tak się uśmiechała do Sauriela, że Victoria miała ochotę powiedzieć jej coś niemiłego) śliczne blondyneczki. Wszystkie pięknez wszystkie urocze. I gdzieś pomiędzy rozległo się wesołe szczekanie. - I jest jeszcze Fafik – dodał przybrubawy mężczyzna.
- Jak ja jestem Fafik to ty jesteś Edek, Edku – rozległo się miarowym basem pomiędzy szczeknieciami. Tak… piesek gadał. Na co Victoria zrobiła oczy wielkie jak spodki.
- Binns? – upewniła się. - Jesteście może spokrewnieni z profesorem historii z Hogwartu? – rzecz jasna mówiła o profesorze-duchu.
- I jak wtedy wrócimy? – albo przede wszystkim – jak dolecą do swojego celu? Bo byli teraz może maksymalnie w połowie drogi… nie przejęła się w każdym razie złorzeczeniem Sauriela i po prostu zajęła się na chwilę abraksanem, nim sami schowali się w suchym i ciepłym budynku.
To ciepło wręcz uderzało, kiedy było się tak wyziębionym jak oni – a może i nie byli długo na ten czynnik narażeni, bo ledwie chwilę, ale takie przemoczenie do suchej nitki robiło w końcu swoje. Wydało jej się jednak zupełnie naturalne, że skoro Sauriel się zaoferował i wyszedł w ulewę tutaj tylko po to, żeby poprosić o parasol dla niej, to ona odwdzięczy się osuszeniem ubrań. Nic więc nie powiedziała, nawet na brak podziękowania od Sauriela i równie bez słowa poszła przodem. I na nieszczęście widziała miny jakie dziewczęciem posyłało jej towarzyszowi, i to też wcale nie napawało ją radością.
- Nie sądziłam, że złapie nas po drodze taka ulewa – powiedziałam kiedy już weszli do salonu, do którego ich zaprowadzono i poczęstowano herbatą. - Jeszcze raz dziękujemy za gościnę. Ale gafa, z tego wszystkiego zapomniałam się przedstawić. Victoria Lestrange, miło mi – może Sauriel już się przedstawił, albo ich przedstawił wcześniej, nie wiedziała tego, ale wolała to naprawić.
- Edmund Binns – odpowiedział czarodziej i uśmiechnął się od ucha do ucha. - I moje córki: Daisy, Jasmine, Rose i Violet – przedstawił wszystkie cztery (bo gdy weszli do salonu nagle pojawiły się jeszcze trzy dodatkowe oprócz Violet, która tak się uśmiechała do Sauriela, że Victoria miała ochotę powiedzieć jej coś niemiłego) śliczne blondyneczki. Wszystkie pięknez wszystkie urocze. I gdzieś pomiędzy rozległo się wesołe szczekanie. - I jest jeszcze Fafik – dodał przybrubawy mężczyzna.
- Jak ja jestem Fafik to ty jesteś Edek, Edku – rozległo się miarowym basem pomiędzy szczeknieciami. Tak… piesek gadał. Na co Victoria zrobiła oczy wielkie jak spodki.
- Binns? – upewniła się. - Jesteście może spokrewnieni z profesorem historii z Hogwartu? – rzecz jasna mówiła o profesorze-duchu.