Krzyk dziecka dotarł do mnie głośnie, jej błaganie o pomoc było iście rozczulające i łamiące serce. Nie potrafiłem przejść z obojętnością obok osoby w potrzebie, mimo że sam takową osobą zazwyczaj powinienem być. Przyśpieszyłem kroku, a Bell wskazywał mi niecierpliwie, gdzie były przeszkody do ominięcia. Dotarłem na miejsce i usłyszałem znajomy mi głos, który zganił dziecko w pomocy.
— Nie było to zbyt miłe. – uśmiechnąłem się pod nosem, a potem usłyszałem jak dziecko prosi znowu o pomoc. — Co się stało? – zapytałem podchodząc w kierunku dziewczynki, która tak płakała. Oh, serce się łamało na pół wręcz. — Musisz mi powiedzieć, niestety nie widzę. – odpowiedziałem spokojnie czując się dziwnie w tej sytuacji.
Dziewczyna rzygająca niedaleko zdecydowanie bardziej mnie rozpraszała. Ona chyba też potrzebowała pomocy. Ciężkie zakończenie dnia po pracy, a udało mi się nawet wyjść szybciej. Co mi z tego zaoszczędzonego czasu? Nie mogłem rozpoznać do końca głosu dziewczyny, ale był zdecydowanie zbyt znajomy. Dziewczynka zaczęła opowiadać coś o kocie i o tym, że nie może go złapać.
— Bell? – zapytałem, ale mój kot chyba olał ganianie za kotem. Westchnąłem ciężko.
— Dlaczego nie widzisz? – zapytała dziewczynka ciągając paskudnie nosem. Nie lubiłem tego dźwięku.
— Hej, ty! – zwróciłem się do rzygającej dziewczyny ignorując pytanie dziecka. — Znamy się prawda? – zapytałem czekając na odpowiedź. – Mamy tu mały problem. Potrzeba złapać Pana Mruczkensa, pomożesz? – powstrzymałem się od parsknięcia pod nosem. Imię kota było zabawne.— Dobrze się czujesz? – zapytałem, a dziecko szarpnęło mnie za ubranie rozpaczliwie prosząc o pomoc. Zaczynała się wzbierać we mnie panika, ponieważ nie wiedziałem jak złapać przeklętego kota. Sam miałem zawsze problem ze znalezieniem własnego, a co dopiero z obcym kotem. Słyszałem jak gdzieś miauczy, ale bez wzroku mógłbym mu chyba krzywdę zrobić, a nie chce, aby to biedne dziecko było świadkiem takiej sytuacji.