— Słyszysz? Nie zejdzie. – odpowiedziałem z uśmiechem czekając na kolejny krok dziewczyny. Była opryskliwa, co było dla mnie przyjemnie znajome. Jej głos zaczynał mi tworzyć wspomnienia tej dziewczyny ze szkoły. W głowie powoli tworzyły się myśli układające się w dziewczynę bardziej ślepą niż ja nie posiadający wzroku. Uśmiech nie chciał opuścić moich ust, pochyliłem lekko głowę, aby usłyszeć przeklętego kota.
— A jednak się znamy, słodka Kenzie – odpowiedziałem robiąc w jej kierunku kilka kroków.
Oh, cudowny głos, cudowna ślepota w niewiedzy. Lubiłem tę dziewczynę od zawsze, a uczucia do niej znowu do mnie powróciły. Nie, nie mam zamiaru znowu o nią zabiegać. Byłby to strzał w kolano, bo ona nigdy tego nie zobaczy, ale chciałbym dotknąć jej policzka, poczuć jej skórę pod palcami, aby przypomnieć sobie jaka była, nadal jest. Słyszałem o niej nie raz, zawodniczka numer jeden, najlepsza i jedyna w swoim rodzaju. Zaśmiałem się pod nosem, gdy zganiła dziewczynkę.
— Kenzie, daj spokój. To tylko dziecko, które boi się o swojego kota. Gdybym mógł sam bym go zdjął, a Bell współpracuje tylko jak chce. – odpowiedziałem i zbliżyłem się do niej bardziej. Dzieliła nas odległość dwóch ramion. – Mogę ci jakoś w tym pomóc, nie chcę, abyś sama działała skoro to ja zadeklarowałem, że pomogę damie w opałach. – usłyszałem słodki chichot dziewczynki, co sprawiło, że uśmiech na moich ustach się poszerzył.