27.03.2023, 22:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 23:18 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Lyssa Mulciber
Lyssa patrzyła w ogień, całkowicie oczarowana. Ciepłe światło tańczyło wesoło, zdawało się wręcz podskakiwać w rytm który wybijały bębny Macmillanów. A ona podskakiwała razem z nim, razem we wszystkimi innymi, którzy zebrali się dookoła pali i chwycili za wstążki, razem z Ulą. Nie bała się buchającego z paleniska żaru i trzaskających iskier, wręcz przeciwnie nawet - fascynowały ją, a jednocześnie pozwalały zapomnieć. Cokolwiek widziała w ogniu, pozwalało jej nie myśleć o urażonej dumie, złamanym sercu i straconym wianku, chociaż to ostatnie wcale nie było w ostatecznym rozrachunku aż takie okropne.
Nie mogła jednak cieszyć się ani ciepłem ognia, ani wesołym rytmem, ani towarzystwem Uli, która tańczyła razem z nią. Krzyki podniosły się po polanie, bębny zawahały się, ucichły, a blask ognisk zdawał się przyćmiony przez światło, które rozdarło ziemię pod ich stopami. Lyssa patrzyła przez moment, wyraźnie skonsternowana, ale potem tłum zafalował panicznie. Ścisnęła mocniej rękę koleżanki, nie chcąc by udzielająca się panika sprawiła, że i ją straci z oczu. Pozwoliła się pociągnąć, samej nie wiedząc nawet, w którą stronę w takiej sytuacji powinna uciekać, ale cień lasu wydawał się całkiem dobrym pomysłem na ochronę. W końcu ostatnim razem, kiedy zaplątała się do kniei podczas święta, opuściła ją z całkiem miłymi wspomnieniami, nawet jeśli by się do tego na głos nie przyznała.
- Nic mi nie jest - odezwała się, kiedy przystanęły na skraju lasu, oglądając się na polanę otoczoną światłem. Spojrzała badawczo na dziewczynę, w ten sposób samej szacując, czy i z nią wszystko w porządku. - Muszę wrócić do domu - powiedziała, czepiając się myśli, że nie powinna chować się po obcych, a znaleźć u boku ojca. - Będę mogła skorzystać z twojego kominka? - zapytała z nadzieją, brnąc dalej w las i ufając, że Ula faktycznie wiedziała co to było. - Na Morganę... co tam się stało... - rzuciła w końcu cicho, oglądając się przez ramię, jakby chcąc sprawdzić, czy dziwne światło nie popełzło dalej, zamiast zostać na polanie.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.