27.03.2023, 23:47 ✶
Propozycja, aby zamiast podawania Lyssie gotowego rozwiązania zaprowadzić ją do biblioteki, przypadła Peregrinusowi do gustu. Tym bardziej że czarownica miała samodzielnie szukać odpowiedzi, co zapewni mu czas na własną lekturę w zaciszu którejś z alejek. Dawno zresztą nie był w bibliotece ot tak, aby spędzić tam trochę czasu i popracować nad czymś w spokoju. Zwykle wpadał i wypadał z przygotowaną listą pozycji do wypożyczenia bądź uzyskania wglądu, po czym zabierał je ze sobą do Dolohova albo własnego domu, gdzie miał dostęp do wszystkich swoich notatek. To mogła być więc doskonała okazja do ponownego rozsmakowania się w bibliotecznej atmosferze: zapachu i szeleście stronic, pyłków kurzu wirujących w jaskrawych snopach światła padających z zewnątrz oraz okazjonalnych szmerach przyciszonych głosów.
— Oczywiście. Po powrocie zajrzę do terminarza i dobierzemy pasujący dzień. Skoro będziemy już w bibliotece, możemy do sytuacji współczesnej dodać również nieco tła historycznego. Takie ruchy nie wyrastają z niczego z dnia na dzień, są efektem rozłożonych w czasie przemian społecznych. W końcu liderzy byliby nikim bez swoich popleczników, których frustracjami i obawami łatwo manipulować.
Była to jedna z dłuższych jego wypowiedzi tego dnia, lecz trzeba było przyznać: Peregrinusa fascynowała historia magiczna — wszystkie jej aspekty — więc chętnie o niej mówił. Studiując rozwój magii, naturalnie równolegle poznawał i dzieje społeczeństwa, które się tą magią parało.
Dalsze swoje rozważania dotyczące wizyty w bibliotece, listy ciekawych autorów i dzieł pozostawił jednak na odpowiedniejszy moment, nie czując potrzeby zakłócania dalszej rozmowy tych dwojga. Nie do niego skierowane było pytanie o Beltane, a i nie czuł potrzeby skomentowania doświadczeń Dolohova. Jego własne wspomnienia tych sabatów ucinały się w okresie nastoletniości. Potem opuścił Wielką Brytanię, a gdy wrócił, nie myślał już o straganach, mając inne problemy na głowie. Po części przyczynił się jednak do tego również fakt, że nie miał już tak zgranej jak niegdyś grupy znajomych, z którymi mógłby się tu wybrać, a rodzina się rozpadła, czyniąc go samotnym.
— Oczywiście. Po powrocie zajrzę do terminarza i dobierzemy pasujący dzień. Skoro będziemy już w bibliotece, możemy do sytuacji współczesnej dodać również nieco tła historycznego. Takie ruchy nie wyrastają z niczego z dnia na dzień, są efektem rozłożonych w czasie przemian społecznych. W końcu liderzy byliby nikim bez swoich popleczników, których frustracjami i obawami łatwo manipulować.
Była to jedna z dłuższych jego wypowiedzi tego dnia, lecz trzeba było przyznać: Peregrinusa fascynowała historia magiczna — wszystkie jej aspekty — więc chętnie o niej mówił. Studiując rozwój magii, naturalnie równolegle poznawał i dzieje społeczeństwa, które się tą magią parało.
Dalsze swoje rozważania dotyczące wizyty w bibliotece, listy ciekawych autorów i dzieł pozostawił jednak na odpowiedniejszy moment, nie czując potrzeby zakłócania dalszej rozmowy tych dwojga. Nie do niego skierowane było pytanie o Beltane, a i nie czuł potrzeby skomentowania doświadczeń Dolohova. Jego własne wspomnienia tych sabatów ucinały się w okresie nastoletniości. Potem opuścił Wielką Brytanię, a gdy wrócił, nie myślał już o straganach, mając inne problemy na głowie. Po części przyczynił się jednak do tego również fakt, że nie miał już tak zgranej jak niegdyś grupy znajomych, z którymi mógłby się tu wybrać, a rodzina się rozpadła, czyniąc go samotnym.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie