28.03.2023, 00:51 ✶
To było najbardziej intrygujące, najbardziej skupiające jej uwagę słowo tego wieczora. Jej błękitne tęczówki przesunęły leniwie po twarzy mężczyzny, błądząc chwilę po muśniętych słońcem licach czy kosmykach jasnych włosów. Cynthia uwielbiała martwych ludzi, byli znacznie przyjemniejsi i mniej kłopotliwi, niż żywi. Szła za nim, chociaż odgłos jej szpilek uderzających o podłogę znikał gdzieś w muzyce i hałasie. Co miał na myśli?
Chłodne powietrze omiotło jej ramiona i szyję, przyjemnie rześkie, nocne. Poza trupami kochała też noc i jej wzrok mimowolnie uciekł na pokryte granatem niebo, obsypane srebrnymi gwiazdami. Nie było ich widać tyle, ile dostrzegała, podróżując z ojcem statkami, jednak światła miejskie były na tyle odległe od tej posiadłości, że było akceptowalne. Wciągnęła odrobinę więcej powietrza, czując przyjemne szczypanie w płucach.
- Doprawdy, umiesz budować napięcie. Już myślałam, że dzielimy ten sam fach, bo również zajmuje się martwymi ludźmi, tylko właściwie świeżymi. - odpowiedziała z nutą rozbawienia, która tak rzadko pojawiała się naturalnie w jej wydaniu. Pięknie to rozegrał. Jasne kosmyki zakołysały się leniwie, a ona podeszła do barierki tarasowej, opierając o nią dłonie. Historia była bardzo obszernym pojęciem. Zauważyła też, że zwróciła się do niego na Ty, więc musiała się zrehabilitować. - A więc podróżuje Pan w poszukiwaniu martwych, starych i mających znaczenie dla naszego świata ludzi? To musi być wyjątkowo ekscytujące życie.
Dodała dość szczerze, pozwalając sobie na subtelnie wzruszenie ramion, aby dodać nie nachalności temu gestowi. Podróżowała tylko po Stanach, korzystając z kontraktów ojca.
Obróciła głowę w jego stronę, słuchając, jak mówił. Musiała przyznać, że miał naprawdę przyjemną aparycję, chociaż zrobiła to niechętnie. Nie znała odpowiedzi na pytanie o wplątanie rodów półkrwi w tradycje rzemiosła magicznego.
- Być może ma Pan rację, nie interesowałam się tym na tyle, aby znać odpowiedź. Obawiam się jednak, że pomimo uwspółcześnienia naszego społeczeństwa w ostatnich latach to wciąż przedstawiciele dwudziestki ósemki wiodą prym w układzie sił i wpływów? Światem niestety rządzi galeon.
Nie miała pojęcia, czy jej odpowiedź w jakiś sposób zaspokoiła jego ciekawość. O dziwo — chociaż ubrana w ostrożne słowa, była dość prawdziwa. W pracy w Ministerstwie można było zauważyć to z łatwością, jak traktowano przedstawicieli z silniejszym w hierarchii nazwiskiem. Cynthia, chociaż wychowana tradycyjnie i dumna z tego, skąd się wywodziła, to było jej wszystko jedno, dopóki nie chodziło o mugoli. Nie umiała się do nich przekonać, nie miała styczności z ich światem — Polityka jest naprawdę mało interesująca.
Na jego stwierdzenie o wyrzuceniu Moora, również się wychyliła z błyskiem, chyba nawet odrobinę figlarnym w oczach, oceniając wysokość. Raczej by go nie zabił, nie dostarczyłby jej nowych zwłok do prosektorium, ale Christopher z pewnością dostałby nauczkę. - To nie brzmi najgorzej, ten Pana pomysł. Nikomu nie powiem, uznamy, że się potknął.
Zasugerowała jedynie tonem, po którym ciężko było stwierdzić, czy mówiła serio, czy może zmyślała. Na wzmiankę o ciotce drgnęły jej brwi w jakimś niedowierzaniu i rozbawieniu, bo takiej odpowiedzi się zupełnie nie spodziewała.
- Silna i niezależna kobieta? Poważne groźby, zwłaszcza ta z kalarepą. Nie denerwowałabym jej. - przyznała szczerze, czując jakąś potrzebę odwzajemnienia jego słów. Mówienie tutaj tego, co miało się na myśli, było prawdziwą rzadkością i Flint uznała to za orzeźwiające. - Dokąd teraz będzie Pan jechał?
Chłodne powietrze omiotło jej ramiona i szyję, przyjemnie rześkie, nocne. Poza trupami kochała też noc i jej wzrok mimowolnie uciekł na pokryte granatem niebo, obsypane srebrnymi gwiazdami. Nie było ich widać tyle, ile dostrzegała, podróżując z ojcem statkami, jednak światła miejskie były na tyle odległe od tej posiadłości, że było akceptowalne. Wciągnęła odrobinę więcej powietrza, czując przyjemne szczypanie w płucach.
- Doprawdy, umiesz budować napięcie. Już myślałam, że dzielimy ten sam fach, bo również zajmuje się martwymi ludźmi, tylko właściwie świeżymi. - odpowiedziała z nutą rozbawienia, która tak rzadko pojawiała się naturalnie w jej wydaniu. Pięknie to rozegrał. Jasne kosmyki zakołysały się leniwie, a ona podeszła do barierki tarasowej, opierając o nią dłonie. Historia była bardzo obszernym pojęciem. Zauważyła też, że zwróciła się do niego na Ty, więc musiała się zrehabilitować. - A więc podróżuje Pan w poszukiwaniu martwych, starych i mających znaczenie dla naszego świata ludzi? To musi być wyjątkowo ekscytujące życie.
Dodała dość szczerze, pozwalając sobie na subtelnie wzruszenie ramion, aby dodać nie nachalności temu gestowi. Podróżowała tylko po Stanach, korzystając z kontraktów ojca.
Obróciła głowę w jego stronę, słuchając, jak mówił. Musiała przyznać, że miał naprawdę przyjemną aparycję, chociaż zrobiła to niechętnie. Nie znała odpowiedzi na pytanie o wplątanie rodów półkrwi w tradycje rzemiosła magicznego.
- Być może ma Pan rację, nie interesowałam się tym na tyle, aby znać odpowiedź. Obawiam się jednak, że pomimo uwspółcześnienia naszego społeczeństwa w ostatnich latach to wciąż przedstawiciele dwudziestki ósemki wiodą prym w układzie sił i wpływów? Światem niestety rządzi galeon.
Nie miała pojęcia, czy jej odpowiedź w jakiś sposób zaspokoiła jego ciekawość. O dziwo — chociaż ubrana w ostrożne słowa, była dość prawdziwa. W pracy w Ministerstwie można było zauważyć to z łatwością, jak traktowano przedstawicieli z silniejszym w hierarchii nazwiskiem. Cynthia, chociaż wychowana tradycyjnie i dumna z tego, skąd się wywodziła, to było jej wszystko jedno, dopóki nie chodziło o mugoli. Nie umiała się do nich przekonać, nie miała styczności z ich światem — Polityka jest naprawdę mało interesująca.
Na jego stwierdzenie o wyrzuceniu Moora, również się wychyliła z błyskiem, chyba nawet odrobinę figlarnym w oczach, oceniając wysokość. Raczej by go nie zabił, nie dostarczyłby jej nowych zwłok do prosektorium, ale Christopher z pewnością dostałby nauczkę. - To nie brzmi najgorzej, ten Pana pomysł. Nikomu nie powiem, uznamy, że się potknął.
Zasugerowała jedynie tonem, po którym ciężko było stwierdzić, czy mówiła serio, czy może zmyślała. Na wzmiankę o ciotce drgnęły jej brwi w jakimś niedowierzaniu i rozbawieniu, bo takiej odpowiedzi się zupełnie nie spodziewała.
- Silna i niezależna kobieta? Poważne groźby, zwłaszcza ta z kalarepą. Nie denerwowałabym jej. - przyznała szczerze, czując jakąś potrzebę odwzajemnienia jego słów. Mówienie tutaj tego, co miało się na myśli, było prawdziwą rzadkością i Flint uznała to za orzeźwiające. - Dokąd teraz będzie Pan jechał?