28.03.2023, 12:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2023, 13:15 przez Louvain Lestrange.)
Może i faktycznie w życiu codziennym, przez większą część dnia stwarzał pozory i starał się uchodzić za postać, którą sam stworzył na potrzeby "gry operacyjnej". Lawirowanie pomiędzy kłamstwem, a prawdą, złudzeniami i domysłami, by uśpić czujność tego wyimaginowanego, wielkiego obcego który czai się na jego bezpieczeństwo. Stawka o którą toczyła się gra w istocie była wysoka. Dlatego margines błędu jaki mu pozostawał, to małe okienko transferowe wewnątrz którego mógł być przez chwilę zwykłym sobą, bardzo się zacierało. Zabijanie tego ekscentryka z boiska, dzień po dniu, sprawiało że czuł jakby poświęcał cząstkę siebie. Najpewniejszym momentem kiedy mógł faktycznie wyjść z roli był wtedy kiedy był wyłącznie sam, a to mogłoby być bodźcem to hodowania wewnątrz swojej osoby czegoś zakrawającego o paranoję. Dlatego przychodząc do Cynthii, zwłaszcza kiedy faktycznie było już po wszystkim, z niedopowiedzianą ulgą mógł stawiać sprawę bliżej sedna. Uśmiechnął się kącikiem ust, widząc jak bez słowa i pytania, nalała dla niego do szkła ten trunek, który rzeczywiście upodobał sobie najbardziej. Całkiem jakby zwracała na niego uwagę podczas ich wspólnych spotkań. Choć drobny, to miły gest.
- Oh, proszę Cię. Musiałem stwarzać pozory do samego końca. Przecież wiesz, że nie chodziło o pieniądze. - odpowiedział spokojnie, lecz delikatnie rozbawiony. Pieniędzy mu przecież nie brakowało, przynajmniej nie na tyle, żeby dorabiać na sutenerstwie własnej przyjaciółki. Podczas obserwacji udało mu się dostrzec słabość Slughorna, którą była słabość do kobiet delikatnie mówiąc. Przywara rozpustnika sprawiała, że zaglądał do lokali takich jak ostatnio, w poszukiwaniu bodźców którymi mógłby zaspokoić swoje żądze. Jednocześnie był zbyt strachliwy o swoje bezpieczeństwo i pozycję, by w prost zawitać do zamtuzu, których przecież nie brakowało na Nokturnie. Posługiwał się półśrodkami, dlatego kiedy nadarzyła się okazja, rozwiązanie podsunął mu Louvain. Ot, co.
- Ja? Wykorzystuje?! - zawołał unosząc się odrobinę, lekko zdumiony. - Przecież mogłaś wylać na mnie tamto wino i pomóc ochłonąć, albo po prostu wyjść i nie wrócić. - odparł momentalnie, próbując w odruchu bronic swoich racji. - Mam uwierzyć, że chciałaś mnie ratować z tarapatów? - dorzucił pośpiesznie, a złośliwy uśmieszek mimowolnie wskoczył na jego usta. Równowagi dodały mu kilka łyków zaserwowanego ginu, który smakował naprawdę dobrze, podobnie jak słowne utarczki z srebrnowłosą. - W porządku. Rozumiem, że możesz czuć się wykorzystana... - tutaj wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo, lekko przewracając oczami - jednak nie chcę, żeby wpłynęło to negatywnie na naszą relację. Dlatego tu jestem. No i dokładnie tak było, bo gdyby nie zależałoby mu na wyjaśnieniach i rozmowie z Cynthią, ograniczyłby się tylko do skromnego listu z wiadomością. Może i bardzo dużo wskazywało na to, by okrzyknąć go samograjem w swoich zabawach, ale zależało mu na kilku osobach więcej, niżeli on, jego ego i duma. Przy ostatnim pytaniu spuścił wzrok na dno swojego kieliszka, który instynktownie obracał w dłoniach, by nie ogrzać zbyt trunku. Pokiwał twierdząco głową, a zawadiacki uśmieszek, nabrał nieco mroku na jego twarzy. Nie musiał zbyt wiele tłumaczyć, w jego odczuciu nie było to zbyt zaskakujące przy jego osobie. Wciąż był łobuzem, może tylko podrósł trochę, ale dalej czaiły się w nim diabelskie intencje. - Cieszę się, że na tej drodze spotkałem i Ciebie, partnerko. - dodał po minucie milczenia, podnosząc ciemny wzrok znad szkła dokładnie w oczy przyjaciółki. No bo przecież teraz, łączyło ich co nieco więcej niż wspólne wspomnienia ze szkolnych lat, na przykład zbrodnia.
- Oh, proszę Cię. Musiałem stwarzać pozory do samego końca. Przecież wiesz, że nie chodziło o pieniądze. - odpowiedział spokojnie, lecz delikatnie rozbawiony. Pieniędzy mu przecież nie brakowało, przynajmniej nie na tyle, żeby dorabiać na sutenerstwie własnej przyjaciółki. Podczas obserwacji udało mu się dostrzec słabość Slughorna, którą była słabość do kobiet delikatnie mówiąc. Przywara rozpustnika sprawiała, że zaglądał do lokali takich jak ostatnio, w poszukiwaniu bodźców którymi mógłby zaspokoić swoje żądze. Jednocześnie był zbyt strachliwy o swoje bezpieczeństwo i pozycję, by w prost zawitać do zamtuzu, których przecież nie brakowało na Nokturnie. Posługiwał się półśrodkami, dlatego kiedy nadarzyła się okazja, rozwiązanie podsunął mu Louvain. Ot, co.
- Ja? Wykorzystuje?! - zawołał unosząc się odrobinę, lekko zdumiony. - Przecież mogłaś wylać na mnie tamto wino i pomóc ochłonąć, albo po prostu wyjść i nie wrócić. - odparł momentalnie, próbując w odruchu bronic swoich racji. - Mam uwierzyć, że chciałaś mnie ratować z tarapatów? - dorzucił pośpiesznie, a złośliwy uśmieszek mimowolnie wskoczył na jego usta. Równowagi dodały mu kilka łyków zaserwowanego ginu, który smakował naprawdę dobrze, podobnie jak słowne utarczki z srebrnowłosą. - W porządku. Rozumiem, że możesz czuć się wykorzystana... - tutaj wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo, lekko przewracając oczami - jednak nie chcę, żeby wpłynęło to negatywnie na naszą relację. Dlatego tu jestem. No i dokładnie tak było, bo gdyby nie zależałoby mu na wyjaśnieniach i rozmowie z Cynthią, ograniczyłby się tylko do skromnego listu z wiadomością. Może i bardzo dużo wskazywało na to, by okrzyknąć go samograjem w swoich zabawach, ale zależało mu na kilku osobach więcej, niżeli on, jego ego i duma. Przy ostatnim pytaniu spuścił wzrok na dno swojego kieliszka, który instynktownie obracał w dłoniach, by nie ogrzać zbyt trunku. Pokiwał twierdząco głową, a zawadiacki uśmieszek, nabrał nieco mroku na jego twarzy. Nie musiał zbyt wiele tłumaczyć, w jego odczuciu nie było to zbyt zaskakujące przy jego osobie. Wciąż był łobuzem, może tylko podrósł trochę, ale dalej czaiły się w nim diabelskie intencje. - Cieszę się, że na tej drodze spotkałem i Ciebie, partnerko. - dodał po minucie milczenia, podnosząc ciemny wzrok znad szkła dokładnie w oczy przyjaciółki. No bo przecież teraz, łączyło ich co nieco więcej niż wspólne wspomnienia ze szkolnych lat, na przykład zbrodnia.