Chyba czasami miałem szczęście, że nie musiałem oglądać ekspresji ludzkich twarzy. Zdawałem sobie sprawę, że z nich można naprawdę sporo dowiedzieć o tym, co myślą w danej chwili. Wiedziałem też, że ponoć wszystko można ukryć, ale nie miałem z tym doświadczenia. Ja nauczyłem się czytać ludzi z ich tonacji głosu, ale najgorzej jak trafię na osobę, co swym głosem nie reprezentuje za dużo. Wtedy wręcz czuję się zagubiony w emocjach takiej osoby.
— Tak jest. – uśmiechnąłem się i odwróciłem się w stronę ciągającej nadal nosem dziewczynki. Ugh, nie lubiłem usmarkanych osób, bo ten dźwięk naprawdę nie był przyjemny. Podszedłem do niej, dziecko znowu zaczynało chlipać, gdy przypomniało sobie o kocie, ale zacząłem ją zagadywać, aby nie myślała o tym, co robi Kenzie.
Miałem nadzieję, że zarzygana kobieta nie zrobi krzywdy temu kotu. Słyszałem jak świsnęła w powietrze na miotle, a mi dreszcz po plecach przeszedł. Nie, nie miałem leku wysokości, ale mogę szczerze przyznać, że loty na miotle nie należały do moich ulubionych środków transportu, a raz czy dwa zdarzyło mi się, że ktoś przewiózł mnie na nich z punktu A do punktu B. W powietrzu nie mogę mieć różdżki w ręce, nie ma żadnych przeszkód i nie mam tam ani trochę orientacji w terenie. To naprawdę nie jest przyjemne uczucie.
Spróbowałem zawołać Bell’a mojego kota i w końcu gdzieś usłyszałem jak się wygrzebuje z zakamarków ulicy. Dziewczynka pogłaskała go i zacmokała niezadowolona.
— Pan Mruczkens ma bardziej fajne włosy. – powiedziała i cicho zapłakała. Miałem ochotę już stąd pójść. Pomaganie dzieciom nie jest zbyt zabawne, ani przyjemne.
— To łap tego nieudacznika! – prychnął Bell i słyszałem w jego głosie totalne niezadowolenie. Machnął ogonem, odwrócił się i wskoczył chyba na jakąś półkę lub skrzynkę.
Dziewczynka zaczęła na nowo płakać, tym razem jeszcze głośnie. Ciągle powtarzała imię swojego kota, a ja nie za bardzo byłem w stanie ogarnąć co się dzieje. Takie rzeczy nie są dla mnie. Mam wrażenie, że akcje ratowania żywych stworzeń mnie przerastają. Zdecydowanie bardziej wolę jakieś przeklęte przedmioty – one przynajmniej nie płaczą, ani nie uciekają. Chyba, że są zaklęte tak, aby uciekały. Dziecko przytuliło się do mnie i dziwnie się z tym poczułem, ale zacząłem głaskać jej głowę, aby chociaż trochę ją uspokoić co było naprawdę ciężkie. Gdy usłyszałem jak Kenzie ląduje na ziemi dosyć miękko kamień spadł mi z serca. Dziewczynka odczepiła się ode mnie i pobiegła w kierunku swojego kota jak mniemam. Słyszałem jak kot miauczał niezadowolony, ale dziecko się śmiało, więc problem zażegnany.
— No dobrze, że masz już Pana Mruczkensa. Lepiej trzymaj go w domu słodka księżniczko, ponieważ następnym razem już możesz nie trafić na tak dobrego lotnika jakim jest nasza koleżanka. – odpowiedziałem uśmiechając się, dziewczynka coś tam jeszcze pogadała, a ja zwróciłem się do dziewczyny, która kiedyś zrzuciła mnie dosłownie z nóg.
— Dobrze się czujesz? Jak tu przyszedłem nie brzmiałaś za dobrze… – zauważyłem z troską w głosie. Miałem nadzieję, że naprawdę nic się jej nie stało.