31.03.2023, 23:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2023, 12:23 przez Leta Crouch.)
Po Beltane kobieta mogła spodziewać się wiele, na pewno jednak nie wylądowania w ulicznym koszu na śmieci. Nawet jeśli nie przebywała w nim bardzo długo, to i tak miała wrażenie, że przesiąknęła tym paskudnym smrodem, od stóp do głów. Już wolała wonie w obozowisku po bardzo długim dniu, niż… ten koszmar na jawie. Fuj. Po prostu jedno, wielkie, fuj; z każdą chwilą nabierała też pewności, iż ten smród zostanie z nią na kilka kolejnych dni.
Nawet nie dlatego że w kąpieli się go nie pozbędzie – po prostu tak mocno osiadł w nosie, że zdawało się teraz niemożliwym poczucie czegokolwiek innego.
- Dzięki, nie domyśliłabym się tego – sarknęła, balansując na brzegu kubła i naprawdę starając się nie wpaść z powrotem w te woniejące otchłanie. Upokorzenie do potęgi; chyba by czegoś takiego już najzwyczajniej nie zniosła! W każdym razie, odrobina wysiłku i…
… udało się zeskoczyć na ziemię.
Kobieta była wyraźnie poirytowana i właściwie nawet nie próbowała tego ukrywać – zresztą, kto nie byłby wkurzony, gdyby nagle wylądował w nie do końca w tym miejscu, w którym się spodziewał? Jeszcze pół biedy, gdyby to była faktycznie kwestia jedynie paru metrów, ale jednak na pewny grunt pod stopami, nie do… no właśnie.
Wręcz z obrzydzeniem się otrzepała (jakby to miało faktycznie w jakikolwiek sposób pomóc w zmniejszeniu rozsiewania wokół siebie iście ulicznych woni) tuptając przy tym za Shafiqem, strącając przy okazji jakąś cholerną skórkę owocu, która przylgnęła do rękawa. Fuj.
W pierwszej chwili sama również nieszczególnie zauważyła, że coś nie grało – ale to jednak głównie za sprawą koncentrowania się na sobie. Ale gdy głos Cala przebrzmiał w zupełnie innym języku, gdy za żadną cholerę nie mogła sobie przełożyć tych słów na coś zrozumiałego, to do niej dotarło.
Coś było mocno nie tak.
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, niemniej bardzo szybko je zamknęła, pojmując w lot polecenie. Ot, otrzymała odpowiedź, zanim w ogóle o nią poprosiła; to w pewnym sensie… ułatwiało.
Cóż, mogła oszczędzić Jamilowi zapoznawania się z brytyjską kulturą…
- Prędzej bym się spodziewała, że będziemy ciebie ściągać z drzewa, a nie z rynny – rzuciła, starając się z siebie wykrzesać weselsze tony, dla niepoznaki. W rzeczywistości… cóż, różdżka w pogotowiu. Nie czekała, aż stopy nie-Anwara dotkną ziemi; pozostało jeszcze raptem kilka centymetrów, kiedy machnęła nagle różdżką. Najlepsze ataki to te z zaskoczenia… Tak że przy odrobinie szczęścia, stary-nowy znajomy powinien był zostać pozbawiony narzędzia. I do tego najlepiej oszołomiony - choć raczej głównie za sprawą nagłości rzuconego zaklęcia niż próby wyrządzenia mu krzywdy. W końcu prawdziwy Anwar wciąż tam tkwił; szkoda by było go uszkodzić...
Odkryj wiadomość pozafabularną
Nawet nie dlatego że w kąpieli się go nie pozbędzie – po prostu tak mocno osiadł w nosie, że zdawało się teraz niemożliwym poczucie czegokolwiek innego.
- Dzięki, nie domyśliłabym się tego – sarknęła, balansując na brzegu kubła i naprawdę starając się nie wpaść z powrotem w te woniejące otchłanie. Upokorzenie do potęgi; chyba by czegoś takiego już najzwyczajniej nie zniosła! W każdym razie, odrobina wysiłku i…
… udało się zeskoczyć na ziemię.
Kobieta była wyraźnie poirytowana i właściwie nawet nie próbowała tego ukrywać – zresztą, kto nie byłby wkurzony, gdyby nagle wylądował w nie do końca w tym miejscu, w którym się spodziewał? Jeszcze pół biedy, gdyby to była faktycznie kwestia jedynie paru metrów, ale jednak na pewny grunt pod stopami, nie do… no właśnie.
Wręcz z obrzydzeniem się otrzepała (jakby to miało faktycznie w jakikolwiek sposób pomóc w zmniejszeniu rozsiewania wokół siebie iście ulicznych woni) tuptając przy tym za Shafiqem, strącając przy okazji jakąś cholerną skórkę owocu, która przylgnęła do rękawa. Fuj.
W pierwszej chwili sama również nieszczególnie zauważyła, że coś nie grało – ale to jednak głównie za sprawą koncentrowania się na sobie. Ale gdy głos Cala przebrzmiał w zupełnie innym języku, gdy za żadną cholerę nie mogła sobie przełożyć tych słów na coś zrozumiałego, to do niej dotarło.
Coś było mocno nie tak.
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, niemniej bardzo szybko je zamknęła, pojmując w lot polecenie. Ot, otrzymała odpowiedź, zanim w ogóle o nią poprosiła; to w pewnym sensie… ułatwiało.
Cóż, mogła oszczędzić Jamilowi zapoznawania się z brytyjską kulturą…
- Prędzej bym się spodziewała, że będziemy ciebie ściągać z drzewa, a nie z rynny – rzuciła, starając się z siebie wykrzesać weselsze tony, dla niepoznaki. W rzeczywistości… cóż, różdżka w pogotowiu. Nie czekała, aż stopy nie-Anwara dotkną ziemi; pozostało jeszcze raptem kilka centymetrów, kiedy machnęła nagle różdżką. Najlepsze ataki to te z zaskoczenia… Tak że przy odrobinie szczęścia, stary-nowy znajomy powinien był zostać pozbawiony narzędzia. I do tego najlepiej oszołomiony - choć raczej głównie za sprawą nagłości rzuconego zaklęcia niż próby wyrządzenia mu krzywdy. W końcu prawdziwy Anwar wciąż tam tkwił; szkoda by było go uszkodzić...
translokacja na odebranie różdżki
Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana