31.03.2023, 02:09 ✶
Nie przeszkadzało jej zupełnie spojrzenie na nią, nie na to, co tkwiło przed nimi. Ludzie, którzy nie obserwowali innych, wydawali się jej wyjątkowo podejrzani i nieostrożni. Ona sama często lustrowała wzrokiem, zwłaszcza swoich rozmówców uznając,że unikanie kontaktu wzrokowego świadczy o braku zainteresowania. Odwróciła więc głowę w jego stronę, przesuwając po niej leniwie spojrzeniem błękitnych oczu, pozwalając, aby jasne pukle zakołysały się leniwie na wietrze, muskając końcówkami skórę. Przytaknęła miło zaskoczona, bo nigdy nikt nie zgadywał jej pracy, zwykle wybierając zajęcia mdłe i mało wymagające, szczególnie umysłowo. - Prosektorium Ministerstwa Magii, zgadza się.
Uwielbiała swoją pracę, miała dużo pasji i ambicji do trupów, a do tego byli znacznie przyjemniejsi w obyciu, niż żywi ludzie. Musiała jednak przyznać, że jej dzisiejsze towarzystwo skutecznie przyciągało jej oczy — zarówno zachowaniem, jak i nietuzinkową aparycją. Słuchała, jak mówił z autentycznym zainteresowaniem, bo nie miała jeszcze styczności z przedstawicielem tego fachu, a lubiła dowiadywać się nowych rzeczy.
- Jeśli Ciebie fascynuje ten grób, to z pewnością jest. Zarówno kości, jak i świeższe trupy mają mnóstwo sekretów. Fascynujące jest ich odkrywanie, dowiadywanie się o tym, czego nie mówili innym.
Jej słowa podobnie, jak zainteresowanie, były szczere i im dłużej Flintówna myślała nad rozmową z mężczyzną, tym bardziej przekonana była o swojej chęci pracy z takimi starymi kośćmi. Czy ona byłaby w stanie cokolwiek z nich wyciągnąć? Jakie były w dotyku po upływie takie czasu, pozbawione mięśni i tłuszczu? Czy za życia jeszcze Czarodzieje Ci zostawiali pułapki lub zagadki, które miały uniemożliwić odkrycie ich sekretów?
- To z pewnością, bo chociaż Pan Leach jest teraz sensacją, na próżno w nim szukać czegoś zajmującego. Ot, stary polityk. - zgodziła się, prostując plecy i ponownie odwracając głowę gdzieś na horyzont, odszukała wzrokiem miejskich świateł. Ileż mogła go tak lustrować wzrokiem? Wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. - A kto z nas nie grzeszy? Obawiam się jednak, że na próżno walczyć obecnie z siłą galeonów, to zbyt niesprzyjające temu czasy. Zresztą, czy tak nie było długo przed Ministrem, długo przed nami? Muszę jednak przyznać, że to bardzo interesujące spostrzeżenia.
Zgodziła się z nim, nie mogąc powiedzieć wiele więcej. Nie lubiła wyrażać opinii na tematy, których nie znała i nie umiała się dobrze do nich odnieść. A była tak skupiona na tym, co miała w rękach i do czego dążyła, że nie poświęcała uwagi polityce. Spojrzała na mężczyznę w milczeniu. Czyżby choroba była kreacją przygotowaną specjalne dla Nobyego? Czy była początkiem jego końca? Nie uważała za mądre tworzenie nowych mieszanek ziół, trucizn czy innych form choroby, bo często takie rzeczy wymykały się z rąk i były początkiem nieszczęścia. Uśmiechnęła się krótko, kiwając głową.
- Kreatywny duet, nie ma co. - skwitowała z równie rozbawionym wzrokiem, a przez umysł przesunęły się jej obrazy sprzed dwóch lat. Miała wprawę w wypadkach i wypychaniu kogoś przez barierki. - Taka dużą, zielonkawa z liśćmi chyba.. ? Sama nie jestem pewna, marny ze mnie kucharz. Jak będę miała okazję, podszepnę Twoje ciotce słówko, będzie zachwycona tym, co usłyszy.
Groźba z warzywnym nosem chyba i Cynie wydała się dość straszna, a może po prostu była mila, bo tak wypadało? Lub zainteresował jej przez zawód, który wykonywał? Trudno stwierdzić. Przeczesała palcami jasne pasma, wcześniej potargane wiatrem.
- Brzmi interesująco jak miejsce pełne wiedzy i reliktów przeszłości. Masz już obrany cel czy wciąż go poszukujesz? - zapytała, krzyżując ręce pod biustem zaraz po tym, jak poszła w jego ślady i obróciła się plecami do barierki, opierając trochę o nią. Wzrokiem omiotła pogrążoną w zabawie salę, która widoczna była przez przeszklone drzwi, dostrzegając w tłumie rozbawionego Pana Moor, który rozmawiał z jakąś czarownicą. Wkrótce potem, jej twarz znów odwrócił się w stronę mężczyzny, obdarzając go pełną uwagą oraz skupieniem.
Uwielbiała swoją pracę, miała dużo pasji i ambicji do trupów, a do tego byli znacznie przyjemniejsi w obyciu, niż żywi ludzie. Musiała jednak przyznać, że jej dzisiejsze towarzystwo skutecznie przyciągało jej oczy — zarówno zachowaniem, jak i nietuzinkową aparycją. Słuchała, jak mówił z autentycznym zainteresowaniem, bo nie miała jeszcze styczności z przedstawicielem tego fachu, a lubiła dowiadywać się nowych rzeczy.
- Jeśli Ciebie fascynuje ten grób, to z pewnością jest. Zarówno kości, jak i świeższe trupy mają mnóstwo sekretów. Fascynujące jest ich odkrywanie, dowiadywanie się o tym, czego nie mówili innym.
Jej słowa podobnie, jak zainteresowanie, były szczere i im dłużej Flintówna myślała nad rozmową z mężczyzną, tym bardziej przekonana była o swojej chęci pracy z takimi starymi kośćmi. Czy ona byłaby w stanie cokolwiek z nich wyciągnąć? Jakie były w dotyku po upływie takie czasu, pozbawione mięśni i tłuszczu? Czy za życia jeszcze Czarodzieje Ci zostawiali pułapki lub zagadki, które miały uniemożliwić odkrycie ich sekretów?
- To z pewnością, bo chociaż Pan Leach jest teraz sensacją, na próżno w nim szukać czegoś zajmującego. Ot, stary polityk. - zgodziła się, prostując plecy i ponownie odwracając głowę gdzieś na horyzont, odszukała wzrokiem miejskich świateł. Ileż mogła go tak lustrować wzrokiem? Wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. - A kto z nas nie grzeszy? Obawiam się jednak, że na próżno walczyć obecnie z siłą galeonów, to zbyt niesprzyjające temu czasy. Zresztą, czy tak nie było długo przed Ministrem, długo przed nami? Muszę jednak przyznać, że to bardzo interesujące spostrzeżenia.
Zgodziła się z nim, nie mogąc powiedzieć wiele więcej. Nie lubiła wyrażać opinii na tematy, których nie znała i nie umiała się dobrze do nich odnieść. A była tak skupiona na tym, co miała w rękach i do czego dążyła, że nie poświęcała uwagi polityce. Spojrzała na mężczyznę w milczeniu. Czyżby choroba była kreacją przygotowaną specjalne dla Nobyego? Czy była początkiem jego końca? Nie uważała za mądre tworzenie nowych mieszanek ziół, trucizn czy innych form choroby, bo często takie rzeczy wymykały się z rąk i były początkiem nieszczęścia. Uśmiechnęła się krótko, kiwając głową.
- Kreatywny duet, nie ma co. - skwitowała z równie rozbawionym wzrokiem, a przez umysł przesunęły się jej obrazy sprzed dwóch lat. Miała wprawę w wypadkach i wypychaniu kogoś przez barierki. - Taka dużą, zielonkawa z liśćmi chyba.. ? Sama nie jestem pewna, marny ze mnie kucharz. Jak będę miała okazję, podszepnę Twoje ciotce słówko, będzie zachwycona tym, co usłyszy.
Groźba z warzywnym nosem chyba i Cynie wydała się dość straszna, a może po prostu była mila, bo tak wypadało? Lub zainteresował jej przez zawód, który wykonywał? Trudno stwierdzić. Przeczesała palcami jasne pasma, wcześniej potargane wiatrem.
- Brzmi interesująco jak miejsce pełne wiedzy i reliktów przeszłości. Masz już obrany cel czy wciąż go poszukujesz? - zapytała, krzyżując ręce pod biustem zaraz po tym, jak poszła w jego ślady i obróciła się plecami do barierki, opierając trochę o nią. Wzrokiem omiotła pogrążoną w zabawie salę, która widoczna była przez przeszklone drzwi, dostrzegając w tłumie rozbawionego Pana Moor, który rozmawiał z jakąś czarownicą. Wkrótce potem, jej twarz znów odwrócił się w stronę mężczyzny, obdarzając go pełną uwagą oraz skupieniem.