Nietrudno domyślić się, że jedną z wielu osób, która próbowała wybadać temat ojca Mabel była Dani. Broń Boże, nie zamierzała oceniać przyjaciółki i tego, do czego doprowadziły tamte wakacje; miała dobre intencje i przede wszystkim chciała, by starszej jak i młodszej Figg było w życiu jak najlepiej. Jednak, jak mówi jedno mądre przysłowie, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane - w miarę szybko zrozumiała, że rolą prawdziwych przyjaciół jest wsparcie, niezależnie od decyzji jaką się podejmuje ( o ile rzecz jasna wszystko jest legalne i bezpieczne). A decyzja, jaką podjęła Nora, było zachowanie tożsamości ojca Mabel da siebie; Dani nie pozostało nic innego, jak przestać wypytywać i reagować, gdy ktoś w jej otoczeniu próbuje poruszać ten temat. Nora miała jednak świadomość, że jeżeli kiedykolwiek będzie potrzebowała porozmawiać, może odwiedzić posiadłość Longbottomów - niezależnie od pory dnia i nocy, byli tu ludzie, gotowi ją wesprzeć.
Podczas gdy Nora zajęła się pieczeniem ciasta z prądem, Danielle również nie próżnowała. Co prawda jej umiejętności gotowania nie były jakimś dnem, jednak w taki dzień jak dziś, chleb posmarowany masłem nie był wystarczająco dobrą przekąską. Tu trzeba było czegoś ekstra. Czegoś, co wywali obie Puchonki z kapci. Na pomoc przyszła Dora, która ze swoimi idealnymi pomysłami w dwie minuty ( z zegarkiem w ręku!) skomponowała całe menu, łącznie z daniem głównym, przekąskami i odpowiednimi napojami. Drugim, nieocenionym wsparciem okazała się Skrzatka, żyjąca w posiadłości Longbottomów od chyba zawsze - zaoferowała, że wszystko przygotuje, a Dani wtedy może w pełni skupić się na prezencie. A jeżeli o prezencie mowa...
Dani miewała dosyć szalone pomysły i zdarzało jej się działać impulsywnie. W dobrych intencjach, rzecz jasna - jak zawsze. Długo rozmyślała nad tym, co powinny dać Jackie, która jest uziemiona w domu, często zresztą sama; Sami był według niej najlepszym bratem na świecie, jednak musiał pracować i to ciężko, gdyż samą miłością nie dałby rady wykarmić rodziny, przez co więcej czasu spędzał w warsztacie niż w domu. A pan Flynn? Szkoda strzępić język, nie pałała sympatią do tego człowieka. Książka? Nie, nuda. Jackie potrzebowała towarzystwa. Zwłaszcza, gdy Samuel przesiadywał w warsztacie, a ani Nora ani Dani nie mogły w tym momencie jej odwiedzić. Wybór padł na... pufka. Różowego, najbardziej rozkosznego pufka, jakiego tylko można było znaleźć. Zwierzę było pocieszne, mało wymagające i przekochane - nic dziwnego, że uznała go za idealny prezent dla takiej pasjonatki magicznych stworzeń, jaką była Jackie.
O omówionej godzinie spotkała się z Norą. Przy niej Dani była jak wróbelek, przelatujący obok pięknego, kolorowego pawia. Albo papugi. Ale nie, paw był lepszym określeniem. Różnica w sposobie ubierania się była znaczna, choć w żaden sposób nie wpływała na ich przyjaźń.
- Panna Figg, która wygląda jak milion galeonów. Jak zawsze zresztą.- przywitała ją z lekkim uśmiechem. I choć przyzwyczajona była do dzieł Nory, tort, jaki trzymała wywołał zachwyt. Dokładnie tak wyobrażała sobie dzieło, które wywoła uśmiech na twarzy rudowłosej. No, poza szczyptą transmutacji, a to by w życiu nie wpadła.
Dani pod jedną pachą dzierżyła ogromny kosz wypełniony po same brzegi - poza jedzeniem i napojami, można było dostrzec tam trzy butelki ognistej. Pod drugą pachą trzymała ogromną, puchatą kulkę. Kulka miała oczy, długi język i z wyraźnym zainteresowaniem przyglądała się Norze.
- Nora, to jest Farfocel. Farfocel, to Nora.- zapoznała Kocią Mamę z puchatą kulką, wyraźnie zadowolona z tego, że widzi się z przyjaciółką i lada moment dołączą do Jackie. - Imię jest tymczasowe, na pewno Jackie wymyśl lepsze. Dostał je tylko dlatego, że Lucy nazwała go farfoclem, gdy wczoraj usilnie próbował zdrzemnąć się na jej głowie. Słodki, prawda? Myślałam o hipogryfie, ale nie wiem, czy to legalne trzymać hipogryfa w domu. Poza tym, coś czuję że nie przeżyłabym momentu zakupu i przetransportowania go Doliny. - nawijała sobie. - Nora, wystarczy słowo albo list. U nas w domu jest tyle cioć i wujków, że równie dobrze możesz mieć wychodne kilka razy w tygodniu. Ale nie mogę Ci obiecać, że Mabel chętnie wróci do domu, wszyscy ją rozpieszczamy. - dodała. W posiadłości Longbottomów było dużo mieszkańców, jednak żadnych dzieci. Nic dziwnego zatem, że każdy z domowników poważnie podchodził do roli wujka i cioci, oraz gotowy był uchylić małej Figg nieba.
- Jakbym wiedziała, że chcesz żebym śpiewała, wypiłabym kieliszek ognistej jeszcze przed wyjściem.- mruknęła do Nory. Ale cóż... czego nie robi się dla przyjaciół, prawda? Gotowa była zbłaźnić się swoim fałszem, jeżeli to w jakiś sposób ma szansę sprawić, że rudowłosa się uśmiechnie.
Kości zostały rzucone Świeczki zostały zapalone. Kiedy tylko dostrzegły siedzącą na werandzie rudowłosą dziewczynę, nie pozostało im nic innego, jak przywitać ją głośnym NIESPODZIANKA, oraz równie głośnym, choć odrobinę niezsynchronizowanym STO LAT STO LAT.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final