01.04.2023, 19:36 ✶
Będąc mężczyzną było mu o wiele prościej w życiu, to jasne. Społeczne konwenanse obchodziły się z nim o wiele łagodniej. Gdyby był zawodniczką, a nie zawodnikiem w drużynach których grał, a do tego prowadziłby się identycznie jak w czasie swojej kariery, zapewne dzisiaj nie mógłby pracować na etacie urzędnika w Ministerstwie. Choć brukowce i tak nieprzesadnie przebierały w słowach kiedy opisywały jego nocne życie, które prowadził między sezonami rozgrywek ligowych, to gdyby był kobietą te same gazety nie zostawiłyby na nim ani jednej suchej nitki. Wystawianie rachunku moralnego rządziło się osobnymi prawami dla każdej z płci, co to tego nie miał wątpliwości. Jednak kiedy jest się synem rodziny z tak rozległym rodowodem, oczekiwania względem twoich czynów są o wiele większe, niż u przeciętnego czarodzieja. Trzeba przynosić dumę swoim rodzicom oraz krewnym i w żadnym wypadku nie przyczynić się do zszargania opinii na temat wspólnego nazwiska. Całe szczęście, że rolę przeznaczoną dla dziedzica rodu, przypadła jednak nie jemu. William jako najstarszy syn Lestrangów zapewne mógłby coś więcej opowiedzieć o surowym uzusie jaki przypadł mu wraz z narodzinami.
Zaśmiał się bezgłośnie na jej krótką ripostę o pieniądzach. Zabawne, bo to prawda. Ze skromnego doświadczenia, mógłby śmiało stwierdzić, że Cynthia mogłaby domykać górną stawkę w każdym domu publicznym, gdyby tylko planowała zmienić profesję. Faceci byli skłonni oddawać całe fortuny, jeśli kobieta potrafiła perfekcyjnie dobierać bodźce do pobudzania ich zmysłów i spełniać ich pragnienia o których sami nie mieli pojęcia, że istnieją. Na pewnym poziomie pieniądze i kosztowności przestawały mieć znaczenie, a w grę wchodziła nawet władza, którą również byli skłonni się podzielić dla spersonalizowanej rozkoszy. Nierzadko ten stan rzeczy był silniejszy, niż niejeden magiczny urok. Spojrzał na nią lekko spod byka, uśmiechając się i małym, sarkastycznym gestem złapał się za brzuch niby ze śmiechu. Droczyć się to on, a nie z nim. Co z tego, że wciąż się dobrze bawił.
- Doceniam. - odpowiedział krótko. Słowo dziękuję parzyło go tylko odrobinę mniej, niż przepraszam, dlatego nie zamierzał się powtarzać. Kiedy był wdzięczny potrafił ubrać to w słowa, szczególnie dla kogoś kto był w jego uznaniu wart tego drobnego wyjątku przy trzymaniu swojej dumy w ryzach. Przecież im częściej to powtarzał, tym bardziej to słowo traciło na znaczeniu. Do tego nie mógł być wdzięczny wszystkim dookoła, nie taki egocentryczny pyszałek jak on. Potem zrobiło mu się chyba bardziej głupio, niż miło, kiedy docierał do niego fakt jaką lojalnością wykazywała się Flintówna względem nim. Tym bardziej czuł ścisk niepokoju w żołądku, kiedy dobrze wiedział, iż na tym etapie nie potrafił jednoznacznie zapewnić, że może ona liczyć na takie samo oddanie w jej sprawach. Kosmyk ciemnych włosów opadł na twarz, jak i wzrok którego nie potrafił podnieść znad szkła z alkoholem. To co do niego mówiła było bardziej niż uczciwe. Cholera, wiedziała jak do niego mówić, lepiej niż rodzona bliźniaczka. Stąd w jego postawie mogło pojawić się kilka barw niezręczności.
- Ministerstwo to nie ideowy monolit, a swój sztuczny autorytet już dawno zaprzepaściło. - odpowiedział momentalnie, wyrywając się z tej chwilowej nostalgii. Nie zamierzał kierować się opinią zbieraniny tego motłochu, który rzekomo miał być odzwierciedleniem tego co w magicznej społeczności najznakomitsze. Jeśli faktycznie tak było, to bez wątpienia społeczeństwo to wymagało gruntownej "restrukturyzacji". - Tacy jak ja i tak kończą wyłącznie w dwóch miejscach. Uśmiechnął się szyderczo, w duchu chyba bardziej nad własnym losem, niż z puenty która rzekomo miała ostudzić obawy Cynthia. Dokończył trunek stanowczo przechylając go do ust, po czym odstawił szkło na bok, rękawem skórzanej kurtki niedbale otarł zwilżone usta. - Ja też nie zamierzam Ci niczego tłumaczyć jak dziecku, wiesz jak działa świat. Mogę jedynie zapewnić Cię, że ta wojna nie skończy się szybko. Będzie tylko rosnąc i zataczać coraz większe kręgi, wciągając w to coraz więcej osób. Pomagając mi pomagasz Czarnemu Panu, czy tego chcesz, czy nie. A robię to bo chcę chronić swój ród, w nowym porządku stworzyć odpowiednie miejsce dla własnej rodziny. Mówiąc to wszystko, w końcu poderwał wzrok znad podłogi, całkiem jakby rozmowa o rozpędzającym się konflikcie i Lordzie Voldemorcie dodawała mu wystarczającej otuchy, by postawić przed przyjaciółką sprawę krwistą i surową. Dokładnie taką jaką powinna od niego otrzymać już wcześniej, ale z uwagi na swoją przezorność musiał odczekać swoje kilka minut. Nie miał też zamiaru przekonywać jej co do słuszności swojej strony, takie rozmowy mogły przecież trwać całe wieki, a i tak wszystko rozbijało się o kwestię indywidualnej moralności.
Zaśmiał się bezgłośnie na jej krótką ripostę o pieniądzach. Zabawne, bo to prawda. Ze skromnego doświadczenia, mógłby śmiało stwierdzić, że Cynthia mogłaby domykać górną stawkę w każdym domu publicznym, gdyby tylko planowała zmienić profesję. Faceci byli skłonni oddawać całe fortuny, jeśli kobieta potrafiła perfekcyjnie dobierać bodźce do pobudzania ich zmysłów i spełniać ich pragnienia o których sami nie mieli pojęcia, że istnieją. Na pewnym poziomie pieniądze i kosztowności przestawały mieć znaczenie, a w grę wchodziła nawet władza, którą również byli skłonni się podzielić dla spersonalizowanej rozkoszy. Nierzadko ten stan rzeczy był silniejszy, niż niejeden magiczny urok. Spojrzał na nią lekko spod byka, uśmiechając się i małym, sarkastycznym gestem złapał się za brzuch niby ze śmiechu. Droczyć się to on, a nie z nim. Co z tego, że wciąż się dobrze bawił.
- Doceniam. - odpowiedział krótko. Słowo dziękuję parzyło go tylko odrobinę mniej, niż przepraszam, dlatego nie zamierzał się powtarzać. Kiedy był wdzięczny potrafił ubrać to w słowa, szczególnie dla kogoś kto był w jego uznaniu wart tego drobnego wyjątku przy trzymaniu swojej dumy w ryzach. Przecież im częściej to powtarzał, tym bardziej to słowo traciło na znaczeniu. Do tego nie mógł być wdzięczny wszystkim dookoła, nie taki egocentryczny pyszałek jak on. Potem zrobiło mu się chyba bardziej głupio, niż miło, kiedy docierał do niego fakt jaką lojalnością wykazywała się Flintówna względem nim. Tym bardziej czuł ścisk niepokoju w żołądku, kiedy dobrze wiedział, iż na tym etapie nie potrafił jednoznacznie zapewnić, że może ona liczyć na takie samo oddanie w jej sprawach. Kosmyk ciemnych włosów opadł na twarz, jak i wzrok którego nie potrafił podnieść znad szkła z alkoholem. To co do niego mówiła było bardziej niż uczciwe. Cholera, wiedziała jak do niego mówić, lepiej niż rodzona bliźniaczka. Stąd w jego postawie mogło pojawić się kilka barw niezręczności.
- Ministerstwo to nie ideowy monolit, a swój sztuczny autorytet już dawno zaprzepaściło. - odpowiedział momentalnie, wyrywając się z tej chwilowej nostalgii. Nie zamierzał kierować się opinią zbieraniny tego motłochu, który rzekomo miał być odzwierciedleniem tego co w magicznej społeczności najznakomitsze. Jeśli faktycznie tak było, to bez wątpienia społeczeństwo to wymagało gruntownej "restrukturyzacji". - Tacy jak ja i tak kończą wyłącznie w dwóch miejscach. Uśmiechnął się szyderczo, w duchu chyba bardziej nad własnym losem, niż z puenty która rzekomo miała ostudzić obawy Cynthia. Dokończył trunek stanowczo przechylając go do ust, po czym odstawił szkło na bok, rękawem skórzanej kurtki niedbale otarł zwilżone usta. - Ja też nie zamierzam Ci niczego tłumaczyć jak dziecku, wiesz jak działa świat. Mogę jedynie zapewnić Cię, że ta wojna nie skończy się szybko. Będzie tylko rosnąc i zataczać coraz większe kręgi, wciągając w to coraz więcej osób. Pomagając mi pomagasz Czarnemu Panu, czy tego chcesz, czy nie. A robię to bo chcę chronić swój ród, w nowym porządku stworzyć odpowiednie miejsce dla własnej rodziny. Mówiąc to wszystko, w końcu poderwał wzrok znad podłogi, całkiem jakby rozmowa o rozpędzającym się konflikcie i Lordzie Voldemorcie dodawała mu wystarczającej otuchy, by postawić przed przyjaciółką sprawę krwistą i surową. Dokładnie taką jaką powinna od niego otrzymać już wcześniej, ale z uwagi na swoją przezorność musiał odczekać swoje kilka minut. Nie miał też zamiaru przekonywać jej co do słuszności swojej strony, takie rozmowy mogły przecież trwać całe wieki, a i tak wszystko rozbijało się o kwestię indywidualnej moralności.