- No popatrz, to tak jak ja. - Była to przesada, bo przecież Sauriel jednak pijał czasami... no dobra, w sumie jak o tym pomyślał, a myśleć chciał, że to naprawdę przesada, to odkrył, że chyba tutaj nie wnosił porcelany. Do swojego pokoju, zanim się przeniósł, jak najbardziej - jednak pijało się herbatę czy kawę. Ale teraz? Teraz nawet jak miał na herbatę ochotę to raczej nie pił jej w domu. W tym miejscu wszystko smakowało gorzej. - Nie zawsze trzeba wybierać dziwne miejsce, żeby było i tak dziwnie. - Uśmiechnął się pod nosem, bo wiedział, że nie o to Victorii chodziło w liście. Miała jednak rację, że jakby dała mu okazję to by poszukał kolejnego dziwacznego miejsca na przechadzkę. Na cmentarz przynajmniej mogła mieć pewność, że jej nie zabierze. To była jego trauma od tamtych duchów. Jak sobie to przypominał to od razu miał efekt placebo bólu głowy. Witki opadały. Chociaż było nawet śmiesznie.
- Ciekawe, ile by ta porcelana wytrzymała zanim Chester by ją wypierdolił w kosmos. - Jakże elegancko Sauriel złapał swoją filiżankę i pociągnął z niej już całkowicie nieeleganckiego łyka. - Brat mojego ojca. - Wyjaśnił, żeby nie pozostała wątpliwość, o kim mówi. Jak można się było domyśleć po krótkich wstawkach o patologii panującej wśród Rookwoodów - nie miał z Chesterem najlepszej na świecie relacji. - Prawda? Ale pokarzę ci coś jeszcze bardziej uroczego. - Odstawił swoją filiżankę i sięgnął po serwetkę przykrywającą tajemniczą rzecz. Ściągnął ją szybkim ruchem. - Tadaaam! - A pod serwetką był... węgielek. Coś, co miało być zdecydowanie babeczką, ale stało się spalonym... ani to do końca nie wyrośniętym ani nie wiadomo czym. Babeczka-niewypał. - Zostawiłem tylko jedną jako trofeum, żebyś się mogła pośmiać z moich wielkich zdolności kuchennych. Nie będę cię zmuszał do jedzenia tego. - Powiedział ze śmiechem na ustach.
Na całe szczęście traumy Vicotoria chcieć nie musiała, nie chcieć też nie musiała. Nie była ona planowana. Wydawało mu się, że humor kobiety już się poprawił. Chociaż trochę się rozchmurzyła. I całe szczęście, bo więcej atrakcji w rękawie nie miał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.