• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia

[Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
02.04.2023, 00:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2023, 14:21 przez Cynthia Flint.)  
Nikt nie traktował go przedmiotowo, bo nawet będąc którymś z kolei potomkiem linii męskiej, wnosił do rodu powiew świeżości. Korzyści biznesowe, jak i te związane z talentem, czasem posagiem Czarownicy, jeśli była z dobrego domu. Miał znacznie więcej wolności, znacznie więcej swobody na każdej płaszczyźnie swojego życia, mogąc kreować swoje "ja" i zaspokajać wszystkie potrzeby znacznie wydajniej. Czy mu zazdrościła? Czasem tak. Owszem, nauczyła się lawirować w towarzystwie dość wcześnie, podobnie, jak spełniać oczekiwania innych, aby prędzej dojść do wyznaczonego sobie celu. Wbrew pozorom — nie miała na to wcale tak dużo czasu, bo nigdy nie miała pewności, co ojcu strzeli do głowy i kiedy oznajmi jej, że znalazł jej odpowiedniego mężczyznę — a właściwie sobie, bo ona niewiele miała do powiedzenia. Udawana żałoba po ostatnim była dla niej poniekąd przedłużeniem niezależności, której i tak miała więcej, niż córki ojców tkwiących w Londynie i takie, które miały matki. Szczęście w nieszczęściu, że umarła tak młodo.
Musiała więc odnaleźć sposób na przetrwanie, pokonać obrzydzenie czy uprzedzenia, ale miało to żadnego znaczenia, bo Cynthia zwyczajnie umiała wyłączyć emocje. Wyciszyć się do takiego stopnia, że chociażby pocałunki składane przez Slughrona w Wiwernie przypominały raczej brzęczenie natrętnego woda, którego trzeba było znieść, bo uciekał przed podpaleniem skrzydeł. Nigdy też nie pozwalała sobie na zabrnięcie zbyt daleko w kontaktach fizycznych, mając swoją godność. Umiała wzbudzić pożądanie, ale umiała też w ułamku sekundy wyślizgnąć się z rąk, bo bała się, że gdy przekroczy ten konkretny próg bez jakichkolwiek emocji, to już nie będzie umiała tego cofnąć. Zepsucie tego typu rozchodziło się po organizmie niczym choroba, stopniowo pochłaniając kolejne elementy osobowości. Jej jasne oczy wędrowały po jego sylwetce, jednak na krótki komentarz uśmiechnęła się tylko słodko i wywróciła oczami, pozwalając sobie na łyk zimnego trunku. W jakiś zaczarowany sposób zawsze wybierała sobie ludzi dumnych lub upartych, ewentualnie łączących te dwie cechy. I chociaż nie powiedziała mu tego głośno, ba, nawet droczyła się z nim paskudnie, to doceniała fakt, że przyszedł. Tak drobne przejawy przywiązania, maleńkie gesty pokazywały jej znacznie więcej, niż wszystkie wspólne i trochę ostentacyjne wyjścia, gdzie przecież i tak nosił maskę, a nie był sobą. - Wiem o tym.
Odpowiedziała jednak powolnie, stukając palcami w kieliszek, a chwilę później siadając na kanapie, gdzie mogli kontynuować rozmowę. Gdy słowa wypływały spomiędzy jej warg w tak naturalny i szczery sposób, dostrzegała zmieniające się emocje w jego oczach, być może również maleńkie zmiany w mimice twarzy, jednak nie wchodzić jej w słowo. Znała go na tyle, aby się domyślać, chociaż wiele jeszcze aspektów jego złożonego charakteru pozostawało dla niej tajemnicą, której nawet analityczny i dość twardo stąpający po ziemi umysł nie mógł rozwikłać. On z kolei powinien znać ją na tyle, aby wiedzieć, że niczego nie oczekiwała w zamian i tak po prostu było. Niebo było niebieskie, księżyc mienił się srebrem, a Cynthia Flint wybierała sobie ludzi, nie znając nawet podstawy tego wyboru. I nawet jeśli podświadomie oczekiwała od nich albo najgorszego, albo zniknięcia — co spowodowała jej psychiczna trauma, którą zamknęła głęboko w swoim umyśle — to nie miała wpływu na to, że po prostu chciała te pojedyncze jednostki chronić. Być może była to jej kotwica do samej siebie i umiejętności odczuwania prawdziwych rzeczy. Nie musiał czuć się głupio, wszak czy kiedyś, gdy udało się im porozmawiać naturalnie, ten pierwszy raz nie powiedziała mu, że niczego od niego nie oczekuje? Milcząc, zastanawiała się, dlaczego nie miał odwagi na nią spojrzeć. Przecież nie miała pretensji, sama się na to godziła.
- Być może, ale wciąż ma największy wpływ na nasze społeczeństwo magiczne. - przyznała mu rację, bo to, co działo się wśród korytarzy i jak pracą zajmowali się ludzie, wołało o pomstę do samego Salazara. Odwróciła wreszcie od niego wzrok, spoglądając na ogień pochłaniający drewniane belki, trzeszczący i ciepły. Komentarza na temat zakończenia w dwóch miejscach zupełnie nie skomentowała, chociaż wiedziała, co miał na myśli. Każdy umierał, pierwszy oddech zbliżał do śmierci i ona akurat była z nią tak oswojona, że nie czuła dreszczu grozy na karku na każde wspomnienie końca. Dopóki żył, jak chciał i żył odważnie, nie żałując, jakie miał znaczenie koniec? Odgłos odstawianej szklanki sprawił, że odwróciła twarz w jego stronę. - Dolać Ci?
A potem zamilkła, obserwując już tylko i słuchając tego, co Lestrange miał do powiedzenia. Nie mówił wcale głupio. Wszystko było czarne lub białe, trudno było żyć wiecznie w odcieniach szarości, a jednak nie chciała decydować się na konkretny kolor. Perspektywa wojny wcale się jej nie podobała, być może przez to, że podświadomie wiedziała, gdzie zobaczy, chociażby Victorie, Fergusa, a przede wszystkim Castiela, a gdzie siebie. Milczała chwilę, sięgając do celtyckiej wsuwki o ostrym i długim szpikulcu, którą wypuściła z koka, pozwalając jasnym włosom opaść na plecy i ramiona. Przysunęła się na krawędź kanapy, odkładając ją na blat stolika. Nie mogła sobie pozwolić na wybór strony, nie w jej sytuacji. Ród, do którego należała, nie był tak wpływowy, jak jego, była kobietą, jej praca w Ministerstwie to była raptem początkowa posada, daleka do tej, na której chciała skończyć. Nie oczekiwała jednak, że ją zrozumie. Przesunęła się tak, że siedziała bardziej przodem do niego, podnosząc spojrzenie na jego twarz. - Może i pomagam, ale tylko dlatego, że chcę chronić Cię . I nie traktuj tego w sposób, jakbyś był mi winien cokolwiek lub to samo. Robię to też dla siebie. - zaczęła w końcu bez cienia zawahania się w głosie, przenosząc spojrzenie na jego skórzaną kurtkę. - Mój brat — on jest słodkim mężczyzną, ufnym i dobrym. Jest słońcem. Jego też muszę chronić, nawet jeśli nie wywiązuje się ze swoich obowiązków i to, co myśli jest niezgodne z tym, co ja myślę. Zresztą, Ty też byś chronił swoją bliźniaczkę niezależnie od tego, co kierowałoby Twoim życiem i którą drogą byś poszedł. - przerwała na chwilę, podnosząc na niego wzrok, pozwalając sobie na krótkie westchnięcie. To nie była równowarta wymiana, musiał to zrozumieć. Wiedziała przecież, że trzyma ją blisko, bo miał z niej pożytek.- Żyj, jak chcesz i bądź sobą, nie musisz mi się tłumaczyć ze swoich wyborów, bo nie jestem od tego, żeby je oceniać. Mówiłam Ci już, będę miała Twoje plecy, jeśli będziesz tego potrzebował i jeśli będę mogła je przytrzymać. Niezależnie, czy wspierasz Czarnego Pana, czy uważasz, że jego ideały są złe.
Nie oczekiwała, że się przed nią całkiem otworzy, że wyjawi swoje sekrety i zaakceptuje wszystko to, o czym mówiła. Uniosła dłoń, odgarniając kosmyk włosów za ucho i przesuwając palcami w kierunku ucha, poprawiła tkwiący tam kolczyk. Jednocześnie była mu wdzięczna za to, że pozwalał jej — a właściwie wzbudzał w niej coś szczerego i prawdziwego, ale też była zirytowana i chyba przestraszona, że jej absolutną i chyba jedyną słabością byli ludzie, na których w jakiś sposób jej zależało.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (4206), Louvain Lestrange (3930)




Wiadomości w tym wątku
[Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Cynthia Flint - 26.03.2023, 00:46
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Louvain Lestrange - 27.03.2023, 00:34
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Cynthia Flint - 27.03.2023, 01:17
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Louvain Lestrange - 28.03.2023, 12:02
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Cynthia Flint - 29.03.2023, 03:48
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Louvain Lestrange - 01.04.2023, 19:36
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Cynthia Flint - 02.04.2023, 00:25
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Louvain Lestrange - 05.04.2023, 17:47
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.04.2023, 22:06
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Louvain Lestrange - 09.04.2023, 15:33
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Cynthia Flint - 10.04.2023, 23:29
RE: [Listopad 1970, Dom Flintów] Louvain X Cynthia - przez Louvain Lestrange - 18.04.2023, 02:05

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa