Przysłuchiwałem się rozmowie Mackenzie z dziewczynką i sam zaczynałem wątpić, czy to na pewno jej kot, ale jak już dziecko sobie poszło, a płacz i przeokropne miauczenie ucichło odetchnąłem. Ta sytuacja wydarła ze mnie całą energię i poczułem się okropnie zmęczony. Uśmiechnąłem się niezręcznie na jej komentarz, więc wpadłem na genialny pomysł, aby jakoś wynagrodzić to, że musiała robić coś czego nie chciała.
— Wiem, że poprosiłem cię o pomoc w sytuacji, gdy sama jej potrzebowałaś, ale nie potrafiłem zostawić tego dziecka w potrzebie. – odpowiedziałem drapiąc się w tył swojej głowy. – W ramach przeprosin i podziękowaniu zapraszam na piwo, albo drinka do Dziurawego Kotła. – zaproponowałem z delikatnym uśmiechem na ustach. Czułem, że dziewczyna unosi się jeszcze w powietrzu, więc zapewne będzie chciała zaraz uciekać, ale spróbować nie zawadzi. Może się skusi? A jak odmówi to płakać też nie będę – w końcu nasze spotkanie było czysto przypadkowe, zaplanowane przez los, a nie przez nas samych. Los czasami lubił płatać figle w naszym życiu, a mi to szczególnie. Zawsze umiejętnie wpadałem w tarapaty, ale również z nich odpowiednio dobrze wychodziłem.
— Nie wiem jak inni, ale to była moja pierwsza akcja z ratowania kota. Przypadek zechciał, abym usłyszałem to dziecko i przypadek również zesłał mnie na twoją drogę. Mam nadzieję, że nie będzie dla ciebie to negatywnym wspomnieniem. – dodałem.
Pamiętałem jak za nią łaziłem w szkole i czuję nadal żal w sercu, że nigdy nie udało mi się w niej rozpalić takiego uczucia jakim darzyła ten cały Quidditch. Nigdy nie bagatelizowałem jednak jej załamania, ale nic nie można poradzić jeśli trafi się na ślepą osobą, która widzi tylko jedną rzecz istotną w jej życiu.
— Pamiętasz mnie jeszcze, Kenzie? – zapytałem czekając na jej odpowiedź.
Byłem ciekawy, czy mimo wszystko zapamiętała mnie ze szkoły, czy jednak byłem mniej widoczny niż duchy. Nie wiem po co było mi to zapewnienie, może chciałem siebie dowartościować, że to bieganie za nią nie było daremne?