Chyba każde z nich zdawało sobie sprawę z tego, że dobrze na siebie działają. Poza tymi kilkoma kłótniami, czy momentami, kiedy musieli sobie wyjaśnić parę spraw zawsze czuła się pozytywnie w jego towarzystwie. Kojarzyły się jej z nim same ciepłe emocje. Mało z kim tak miała. Czuła, że jest to coś wyjątkowego.
Podróż była szybka. To najważniejsze. Nie marnowali cennego czasu na to, aby znaleźć się w miejsce, które wybrała. Współczuła nawet mugolom, że nie posiadają takiej umiejętności. Zastanawiała się czasem, jak podróżowali, nie była bowiem na tyle blisko nich, żeby mieć pojęcie o tym, jak to wygląda w ich świecie. Na całe szczęście nie musiała tego sprawdzać. Dobrze, że oni byli na tyle cywilizowani. Magia jednak była najcudowniejszą rzeczą na świecie.
Nie czekała długo na pojawienie się Borgina. Na całe szczęście on również trafił tutaj bez większego problemu. Szkoda by było, gdyby zagubił się gdzieś po drodze. Jeszcze by się nie mogli odnaleźć, czy coś.
Atmosfera tego miejsca może nie była specjalnie atrakcyjna dla młodych ludzi, którzy zazwyczaj szukali raczej głośnych przystanków, pełnych ludzi, alkoholu. Tego na pewno tutaj nie znajdą, wręcz przeciwnie. Mogło się wydawać, że nie ma tutaj żywej duszy. Gdzieś w oddali widać było kilka pojedynczych domów, poza tym nic. Cisza, wokół ani żywego ducha. Im jednak przecież o to chodziło. Chcieli uciec od zgiełku miasta, od spojrzeń skierowanych w swoją stronę - było to idealne miejsce do ukrycia. Nikt ich tu nie będzie niepokoił, o to właśnie chodziło pannie Avery. Będą mogli korzystać z uprzejmości Matki Natury, która dzisiaj zdecydowanie im sprzyjała. Słońce przyjemnie grzało, wiatr temu towarzyszył, jednak był przyjemny, nie będą musieli szybko rezygnować ze spaceru. Właściwie, to była tu jedna speluna rybacka, w której mogliby się schować, gdyby warunki atmosferyczne się zmieniły. Liczyła jednak na to, że nie będą zmuszeni się tam udać. Jak na razie nic tego nie zapowiadało.
- Znaczy ogólnie, to wszędzie jest pięknie, nie da się temu zaprzeczyć, jednak jest takie zejście, plaża, którą najbardziej lubię, to tam Cię dzisiaj zamierzam zaciągnąć. - Oczywiście miało się to odbyć bez żadnych szkód. Miejsce, które chciała mu pokazać nie było na całe szczęście jakoś daleko oddalone, dwadzieścia minut spaceru powinno im wystarczyć, aby tam trafić. Stella miałaby problem pewnie z dłuższym dystansem, nie ma co się oszukiwać piechur był z niej praktycznie żaden.
- Będę dzisiaj Twoim przewodnikiem, jakby się nie podobało, to rozważę reklamację. - Odparła jeszcze. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, naprawdę była w wyśmienitym nastroju i chyba nic, ani nikt nie było w stanie tego zepsuć. Miała wrażenie, że los im dzisiaj sprzyja. W końcu nawet ta pogoda była wyjątkowa, jak na ten okres w roku.
Szła przed siebie, gdy poczuła, że Stanley się zatrzymał i puścił jej dłoń. Odwróciła się do niego, nie do końca świadoma, czym było to spowodowane. - Coś nie tak? - Wolała się upewnić, że wszystko gra. Wtedy powiedział, że o czymś zapomniała. Przymknęła oczy, aby sobie przypomnieć, co to właściwie mogło być. Zmusiła do wysiłku swoje wszystkie szare komórki. Wydawać by się mogło, że jest na nią trochę oburzony. Avery miała jednak wrażenie, że to nie to. Nie było to szczere, musiał udawać.
Po chwili do niej dotarło, o czym mogła zapomnieć. Pomogło w tym, jego nachylenie się. Uświadomiła sobie, że zapomniała się przywitać w sposób, do którego go przyzwyczaiła. Z pośpiechu, choć właściwie nie powinni się już spieszyć. Mogli spędzić ten czas razem, na spokojnie, ze świadomością, że nikt ich tutaj nie spotka. Dobrze by było, gdyby go odpowiednio wykorzystali. - Jak mogłam, okropna jestem. - Skomentowała jeszcze krótko.
Chwilę później stała już przed nim. Mimo tego, że nachylił się, aby ułatwić jej zbliżenie się do niego, to musiała wspiąć się na palcach, aby jej usta mogły musnąć jego policzek. Nie musiał jej prosić dwa razy, aby przywitała się z nim w ten sposób. Po chwili jednak ponownie stała przed nim, trwało to wszystko w końcu bardzo krótko. Oparła się teraz o mężczyznę i zadarła głowę do góry, aby spojrzeć na jego twarz. - Czy teraz lepiej? - Może miał jeszcze jakieś obiekcje, starała się być poważna kiedy to mówiła, jednak uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy.