03.04.2023, 02:13 ✶
Nie od razu chciała pracować przy zwłokach, ale nigdy nie żałowała wybranej przez siebie ścieżki, na którą pchnął ją Nowy Orlean. Nie było łatwo też być kobietą w miejscu tak zdominowanym przez mężczyzn, jak Ministerstwo, gdzie faktycznie łatwiej było grać głupią i się dostosować, niż błyszczeć w jakikolwiek sposób. Z drugiej jednak strony, Cynthia nigdy nie chciała być w centrum uwagi.
- Mam wrażenie, że znalazłbyś wspólny język z Castielem. - nie powstrzymała zaintrygowanego nieco stwierdzenia, które dotyczyło jej brata bliźniaka. W jakiś sposób ten opis kojarzył się jej z łamaniem klątw, chociaż nigdy takowym się bliżej nie interesowała. Na jego pytanie wzruszyła ramionami, świdrując go wzrokiem bez cienia onieśmielania i może z nutą niedowierzania odnośnie do jego zainteresowania jej karierą. - Kształciłam się na uzdrowiciela, typowego pracownika Munga, ale podczas pobytu w Stanach, powstała jakaś seria niefortunnych zdarzeń i zepchnęła mnie do kostnicy. Tak musiało być, bo nie żałuję.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą i sama musiała przyznać, że w jej opowieści niewiele fascynujących zwrotów akcji. Z perspektywy czasu doceniała jednak pracę w ciszy i zupełnie inną presję czasu, niż mogłaby wywierać na niej ta przy pracy z żywymi ludźmi. Już podczas wydarzeń z Marszu o Prawa Charłaków mogła przekonać się, jak okropne byłoby leczenie pacjentów. Nie miała do tego cierpliwości, wprowadzaliby zbyt duży chaos.
-Tak, jak jeszcze kiedyś się z tym ukrywano, tak teraz jest to wszystko na pokaz. - westchnęła, obdarzając spojrzeniem kolejny raz wnętrze sali, gdzie tkwiło mnóstwo bogatych czarodziejów. Co jeden był szykowniej ubrany, każda kolejna czarownica przypominała choinkę świąteczną, zapominając o prostocie i klasyce. Żałosne było spoglądać na ten wyścig szczurów — zarówno w ilości posiadanych galeonów, jak i w polityce.
Na wyobrażenie rozgniecionego ślimaka pokręciła delikatnie głową z nutą zniesmaczenia. - Upadek z balkonu łatwiej podciągnąć pod przypadek niż transmutacje i rozdeptanie. No i kreatywność musiałaby pomóc w odpowiednim sposobie na to, aby wyleciał.
Odwzajemniła jego uśmiech, mimowolnie posyłając mu krótkie i szybkie spojrzenie, zanim odszukała na sali Christophera, pochłoniętego rozmową na swój ulubiony temat. Wyglądał na szczęśliwego. - Być może, Panie Shafiq. - zaczęła dość zagadkowo, przyglądając się teraz towarzyszce Moora. Wyglądała na heterę, może trochę pół krwi? Cynthia nie umiała stwierdzić, jak i dlaczego, ale czasem bardzo brzydko kategoryzowała ludzi. - Jestem pewna, że Pana Nobyego pieką dziś nie tylko uszy.
Obgadywali go wszyscy po trochu, nawet oni, ale nikt tak ostentacyjnie i dosadnie, jak Pan Moor. Temat o archeologii był znacznie ciekawszy, więc gdy się odezwał, powróciła do niego uwagą, odwracając się nieco w jego kierunku i zostawiając przeszklone drzwi, ale to, co się za nimi działo. - I jak to odkryłeś, ten trop czarownicy? Długo zajmuje uzyskanie zgody?
Znając biuro współpracy Czarodziejów, załatwienie odpowiedniej dokumentacji oraz zgody na wykopaliska mogło trwać tygodniami, o ile takowa była potrzebna. - Wybacz mi ciekawość. - dodała jeszcze, nie chcąc wyjść na natrętną lub wścibska i dając mu tym samym znać, że jeśli nie chciał, to nie musiał kontynuować tematu. Flintowna jednak chętnie posłuchałaby anegdotek i uzyskała informacje na temat jego pracy, bo było to znacznie ciekawsze, niż wszystkie inne tematy przyjęcia z Panem Leachem na czele.
- Mam wrażenie, że znalazłbyś wspólny język z Castielem. - nie powstrzymała zaintrygowanego nieco stwierdzenia, które dotyczyło jej brata bliźniaka. W jakiś sposób ten opis kojarzył się jej z łamaniem klątw, chociaż nigdy takowym się bliżej nie interesowała. Na jego pytanie wzruszyła ramionami, świdrując go wzrokiem bez cienia onieśmielania i może z nutą niedowierzania odnośnie do jego zainteresowania jej karierą. - Kształciłam się na uzdrowiciela, typowego pracownika Munga, ale podczas pobytu w Stanach, powstała jakaś seria niefortunnych zdarzeń i zepchnęła mnie do kostnicy. Tak musiało być, bo nie żałuję.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą i sama musiała przyznać, że w jej opowieści niewiele fascynujących zwrotów akcji. Z perspektywy czasu doceniała jednak pracę w ciszy i zupełnie inną presję czasu, niż mogłaby wywierać na niej ta przy pracy z żywymi ludźmi. Już podczas wydarzeń z Marszu o Prawa Charłaków mogła przekonać się, jak okropne byłoby leczenie pacjentów. Nie miała do tego cierpliwości, wprowadzaliby zbyt duży chaos.
-Tak, jak jeszcze kiedyś się z tym ukrywano, tak teraz jest to wszystko na pokaz. - westchnęła, obdarzając spojrzeniem kolejny raz wnętrze sali, gdzie tkwiło mnóstwo bogatych czarodziejów. Co jeden był szykowniej ubrany, każda kolejna czarownica przypominała choinkę świąteczną, zapominając o prostocie i klasyce. Żałosne było spoglądać na ten wyścig szczurów — zarówno w ilości posiadanych galeonów, jak i w polityce.
Na wyobrażenie rozgniecionego ślimaka pokręciła delikatnie głową z nutą zniesmaczenia. - Upadek z balkonu łatwiej podciągnąć pod przypadek niż transmutacje i rozdeptanie. No i kreatywność musiałaby pomóc w odpowiednim sposobie na to, aby wyleciał.
Odwzajemniła jego uśmiech, mimowolnie posyłając mu krótkie i szybkie spojrzenie, zanim odszukała na sali Christophera, pochłoniętego rozmową na swój ulubiony temat. Wyglądał na szczęśliwego. - Być może, Panie Shafiq. - zaczęła dość zagadkowo, przyglądając się teraz towarzyszce Moora. Wyglądała na heterę, może trochę pół krwi? Cynthia nie umiała stwierdzić, jak i dlaczego, ale czasem bardzo brzydko kategoryzowała ludzi. - Jestem pewna, że Pana Nobyego pieką dziś nie tylko uszy.
Obgadywali go wszyscy po trochu, nawet oni, ale nikt tak ostentacyjnie i dosadnie, jak Pan Moor. Temat o archeologii był znacznie ciekawszy, więc gdy się odezwał, powróciła do niego uwagą, odwracając się nieco w jego kierunku i zostawiając przeszklone drzwi, ale to, co się za nimi działo. - I jak to odkryłeś, ten trop czarownicy? Długo zajmuje uzyskanie zgody?
Znając biuro współpracy Czarodziejów, załatwienie odpowiedniej dokumentacji oraz zgody na wykopaliska mogło trwać tygodniami, o ile takowa była potrzebna. - Wybacz mi ciekawość. - dodała jeszcze, nie chcąc wyjść na natrętną lub wścibska i dając mu tym samym znać, że jeśli nie chciał, to nie musiał kontynuować tematu. Flintowna jednak chętnie posłuchałaby anegdotek i uzyskała informacje na temat jego pracy, bo było to znacznie ciekawsze, niż wszystkie inne tematy przyjęcia z Panem Leachem na czele.