03.04.2023, 03:43 ✶
- Dziękuję - powiedziała jeszcze, z wyraźną ulgą w głosie, jakby tym samym Ula rozwiązała wszystkie jej problemy. Prawda była zupełnie inna, ale przynajmniej w ten jeden sposób, chociaż odrobinę jej ulżyła. Bo Lyssa była właśnie kłębkiem nerwów. Rozdarta między uczynnością i ciepłem, jakie zdawała się roztaczać Ula, a potrzebą znalezienia się pod okiem ojca, który na pewno nie dopuści do tego, żeby stała się jej krzywda. Bo przecież nie mogła wiedzieć, czy napastnicy z polany nie pognali za tymi, którzy właśnie biegli przez Knieję. Czy nie pognali za nią i za jej towarzyszką. Tak samo też nie wiedziała, czy w jej domu faktycznie mogło być bezpiecznie. Bo miała wrażenie, że nawet jeśli biegły i biegły, a cień lasu zdawał się nie kończyć, to odległość i tak była za mała.
W przeciwieństwie do Uli, była o wiele mniej zgrabna w swoich próbach parcia naprzód. Gubiła krok o wiele częściej, nieprzywykła do wyboistego terenu i parę razy zwyczajnie wywinęła orła. Za każdym razem jednak podnosiła się dzielnie, chcąc dotrzymać koleżance kroku. Ignorowała gałązki, które zdawały się sięgać do niej pokracznie i nieco upiornie w ciemności lasu. A przecież jeszcze tak niedawno, w tym samym lesie, ten wcale nie wydawał jej się taki straszny i nieprzystępny.
W końcu wypadły z mroku drzew i droga stała się o wiele łatwiejszy. Wpadły do sieni i Mulciber poczuła, jakby pierwszy raz od dłuższej chwili mogła faktycznie złapać powietrze w płuca. A tego brakowało jej bardzo. Zakrztusiła się nieco, łapczywie wciągając wcześniej pogubione oddechy. Chyba głównie dlatego postanowiła usiąść, nagle też martwiąc się trochę, czy Uli na pewno nic nie będzie skoro była sama w domu.
- Kto to Ariel? - zapytała, rozglądając się dookoła, na propozycję jedzenia i picia po części kręcąc głową, a po części zgadzając się na herbatę.
W przeciwieństwie do Uli, była o wiele mniej zgrabna w swoich próbach parcia naprzód. Gubiła krok o wiele częściej, nieprzywykła do wyboistego terenu i parę razy zwyczajnie wywinęła orła. Za każdym razem jednak podnosiła się dzielnie, chcąc dotrzymać koleżance kroku. Ignorowała gałązki, które zdawały się sięgać do niej pokracznie i nieco upiornie w ciemności lasu. A przecież jeszcze tak niedawno, w tym samym lesie, ten wcale nie wydawał jej się taki straszny i nieprzystępny.
W końcu wypadły z mroku drzew i droga stała się o wiele łatwiejszy. Wpadły do sieni i Mulciber poczuła, jakby pierwszy raz od dłuższej chwili mogła faktycznie złapać powietrze w płuca. A tego brakowało jej bardzo. Zakrztusiła się nieco, łapczywie wciągając wcześniej pogubione oddechy. Chyba głównie dlatego postanowiła usiąść, nagle też martwiąc się trochę, czy Uli na pewno nic nie będzie skoro była sama w domu.
- Kto to Ariel? - zapytała, rozglądając się dookoła, na propozycję jedzenia i picia po części kręcąc głową, a po części zgadzając się na herbatę.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.