03.04.2023, 21:16 ✶
Rozbawienie przemknęło przez jego twarz, jednak skutecznie powstrzymał salwę śmiechu. Faktycznie, niezbyt interesowała się talentami poszczególnych rodów i nie miała pojęcia, jak niefortunnie dobrała słowa. Nie przeszkadzało jej zamyślenie mężczyzny, ale nie skojarzyła tego drobnego odcięcia z żadną chorobą, bo sama czasem potrafiła przepaść w odmętach własnych myśli.
- Zapewniam Cię, daleko mu do archanioła. - odpowiedziała z westchnięciem, jakby tym faktem była w istocie rozczarowana. Zawsze opiekowała się bratem i doskonale wiedziała, że kwestią czasu jest znalezienie go w jednym z czarnych worków.
- Zgadzam się, ale też niestety nie da się uniknąć w życiu żałowania. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej żałować, że się próbowało niż żałować, że brakło odwagi. Jest angażujący, ale to samo można powiedzieć o Twojej archeologii, prawda?
Cynthia nie bała się śmierci, na dobrą sprawę mogła nawet przyjść po nią jutro, a ona by się nie przestraszyła, oswojona przez swoje trupy, ale wierzyła, że nie było nic gorszego w momencie brania ostatniego oddechu niż żałowanie czegokolwiek. Każdego czekał jednak inny los i niestety, ale praktycznie każdy musiał w pewnym momencie odwrócić się od tego, co chciał w stronę tego, co powinien.
- Śliskie płytki na tym tarasie, łatwo stracić równowagę. - zauważyła, uderzając delikatnie obcasem w powierzchnię pod nogami, a ta wydała charakterystyczny stukot. Nikt by nie zauważył i nie podejrzewał ich o nic złego. - Z pewnością, ale w polityce trzeba mieć podobno skórę, niczym smocze łuski. Nikt słaby psychicznie chyba nie decyduje się na ten zawód.
Ona by się zupełnie nie nadawała, wykończyłaby ją praca z taką ilością idiotów, jakie miało społeczeństwo i których centrum w jakiś sposób znajdowało się właśnie w Ministerstwie Magii. Chociaż wyglądała na osobę zainteresowaną i troskliwą, co było efektem wyuczonych zachowań i dobrze dobranych do sytuacji masek, tak naprawdę niewiele ludzi ją w jakikolwiek sposób obchodziło. Niewiele miała empatii dla bliskich, dla obcych wcale.
Gdy zaczął opowiadać o swojej pracy, zrobiło się ciekawiej i Flintówna zapragnęła wręcz samodzielnego zbadania takich szczątków, zastanawiając się, czy byłaby w stanie znaleźć przyczynę śmierci. Ile prościej było znaleźć powód w świeżym ciele, które poza chłodem i ewentualnymi obrażeniami, sprawiało wrażenie, jakby spało. Zaskoczyła ją jednak ekipa mugolska i udział w całym przedsięwzięciu charłaka, nawet jeśli cynk dał mężczyźnie dobry.
- Mam wrażenie, że dokumentacji oraz zgód może być w istocie więcej, niż badania miejsca pochówku Królowej Egiptu. - trudno było nie zauważyć subtelnie uniesionej brwi i odrobinę współczującego grymasu na ustach. Prawda była taka, że Ministerstwo działało okropnie i jego niesubordynacja, chaos i absolutny burdel nie były żadną tajemnicą. Na szczęście niezbyt często miała gości w kostnicy. Odwzajemniła jego uśmiech, podążając spojrzeniem w stronę ciotki. Wyprostowała się, poprawiła sukienkę.
- Zapamiętam. Rozmowa z Tobą to była przyjemność, a teraz pozwól, że dotrzymam słowa. - wsunęła mu dłoń pod ramię, sugerując, aby wrócili na salę. Gdy tak się stało, przybrała swój najbardziej charyzmatyczny i oczarowany uśmiech, witając się zgodnie z manierami z jego cioteczką i wymieniła z nią kilka zdań, chwaląc towarzyszącego jej mężczyznę. Dostrzegając na krańcu sali zegar i położenie wskazówek uznała, że sama mogła już opuścić salę. Pożegnała się więc z Shafiqami i zniknęła gdzieś wśród tłumu, aby później niepostrzeżenie opuścić przyjęcie.
- Zapewniam Cię, daleko mu do archanioła. - odpowiedziała z westchnięciem, jakby tym faktem była w istocie rozczarowana. Zawsze opiekowała się bratem i doskonale wiedziała, że kwestią czasu jest znalezienie go w jednym z czarnych worków.
- Zgadzam się, ale też niestety nie da się uniknąć w życiu żałowania. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej żałować, że się próbowało niż żałować, że brakło odwagi. Jest angażujący, ale to samo można powiedzieć o Twojej archeologii, prawda?
Cynthia nie bała się śmierci, na dobrą sprawę mogła nawet przyjść po nią jutro, a ona by się nie przestraszyła, oswojona przez swoje trupy, ale wierzyła, że nie było nic gorszego w momencie brania ostatniego oddechu niż żałowanie czegokolwiek. Każdego czekał jednak inny los i niestety, ale praktycznie każdy musiał w pewnym momencie odwrócić się od tego, co chciał w stronę tego, co powinien.
- Śliskie płytki na tym tarasie, łatwo stracić równowagę. - zauważyła, uderzając delikatnie obcasem w powierzchnię pod nogami, a ta wydała charakterystyczny stukot. Nikt by nie zauważył i nie podejrzewał ich o nic złego. - Z pewnością, ale w polityce trzeba mieć podobno skórę, niczym smocze łuski. Nikt słaby psychicznie chyba nie decyduje się na ten zawód.
Ona by się zupełnie nie nadawała, wykończyłaby ją praca z taką ilością idiotów, jakie miało społeczeństwo i których centrum w jakiś sposób znajdowało się właśnie w Ministerstwie Magii. Chociaż wyglądała na osobę zainteresowaną i troskliwą, co było efektem wyuczonych zachowań i dobrze dobranych do sytuacji masek, tak naprawdę niewiele ludzi ją w jakikolwiek sposób obchodziło. Niewiele miała empatii dla bliskich, dla obcych wcale.
Gdy zaczął opowiadać o swojej pracy, zrobiło się ciekawiej i Flintówna zapragnęła wręcz samodzielnego zbadania takich szczątków, zastanawiając się, czy byłaby w stanie znaleźć przyczynę śmierci. Ile prościej było znaleźć powód w świeżym ciele, które poza chłodem i ewentualnymi obrażeniami, sprawiało wrażenie, jakby spało. Zaskoczyła ją jednak ekipa mugolska i udział w całym przedsięwzięciu charłaka, nawet jeśli cynk dał mężczyźnie dobry.
- Mam wrażenie, że dokumentacji oraz zgód może być w istocie więcej, niż badania miejsca pochówku Królowej Egiptu. - trudno było nie zauważyć subtelnie uniesionej brwi i odrobinę współczującego grymasu na ustach. Prawda była taka, że Ministerstwo działało okropnie i jego niesubordynacja, chaos i absolutny burdel nie były żadną tajemnicą. Na szczęście niezbyt często miała gości w kostnicy. Odwzajemniła jego uśmiech, podążając spojrzeniem w stronę ciotki. Wyprostowała się, poprawiła sukienkę.
- Zapamiętam. Rozmowa z Tobą to była przyjemność, a teraz pozwól, że dotrzymam słowa. - wsunęła mu dłoń pod ramię, sugerując, aby wrócili na salę. Gdy tak się stało, przybrała swój najbardziej charyzmatyczny i oczarowany uśmiech, witając się zgodnie z manierami z jego cioteczką i wymieniła z nią kilka zdań, chwaląc towarzyszącego jej mężczyznę. Dostrzegając na krańcu sali zegar i położenie wskazówek uznała, że sama mogła już opuścić salę. Pożegnała się więc z Shafiqami i zniknęła gdzieś wśród tłumu, aby później niepostrzeżenie opuścić przyjęcie.
Koniec sesji