04.04.2023, 12:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2023, 14:24 przez Fergus Ollivander.)
Ziemia znów się zatrzęsła z powodu wybuchu wywołanego czyimś zaklęciem. Fergus odskoczył na bok, chowając się przed jednym z przewracających się stoisk, tym samym gubiąc gdzieś w zamieszaniu Castiela. Zaczął kaszleć, próbując osłonić twarz przed wszechobecnym pyłem. Nie do końca wiedział, gdzie się znajduje, ani gdzie podziały się wszelkie znajome osoby. Mógł mieć tylko nadzieję, że przynajmniej Nora zdołała uciec, nim rozpętało się piekło.
- Cas, gdzie jesteś? – zawołał, próbując odnaleźć jakiekolwiek źródło dźwięku świadczącego o tym, że i Flint go szukał. Nie było to łatwe i chociaż logika podpowiadała mu, że powinien spróbować się stąd wydostać, kierując w stronę Doliny Godryka, nie potrafił go tutaj zostawić. Odwrócił się na moment, gdy wydawało mu się, że coś usłyszał, a wtedy wpadł na niego obcy mężczyzna, opierając się o Ollivandera całym ciężarem ciała.
- Co? – bąknął w pierwszej odpowiedzi, nie wiedząc, o co mu chodzi. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że typ nijak nie wykazywał swoim wyglądem tego, że brał udział w sabacie. Co tu, do cholery jasnej, robili mugole? Czy śmierciożerców do reszty pogrzało? Kucnął obok mężczyzny, gdy ten ciągnął go za ubranie, opadając na ziemię. Niewiele myśląc, sięgnął po różdżkę tak, by mugol tego nie dostrzegł i wycelował w niego, mrucząc pod nosem: Confundus. Przerażony niemagiczny tylko utrudniałby jakąkolwiek próbę ewakuacji z tego miejsca. – Tak, to tylko zły sen, twojej siostrze nic nie będzie – mówił mu, choć nie do końca wiedział, czy zaklęcie się udało. Nigdy nie był zbyt dobry w te klocki. I mimo że w normalnych warunkach olałby zupełnie obcych ludzi, chcąc tylko znaleźć swoich własnych przyjaciół, obecność bezbronnych, niczego nieświadomych ludzi działała mu na sumienie. Zaklął pod nosem i podniósł się, tym razem starając się dostrzec cokolwiek przez pył przy pomocy zwykłego zaklęcia rozświetlającego. Było mu żal tego mężczyzny, więc przynajmniej chciał sprawdzić, czy jego siostra przeżyła.
[rzut na zauroczenie, żeby skonfundować mugola]
[rzut na kształtowanie żeby rozświetlić otoczenie]
- Cas, gdzie jesteś? – zawołał, próbując odnaleźć jakiekolwiek źródło dźwięku świadczącego o tym, że i Flint go szukał. Nie było to łatwe i chociaż logika podpowiadała mu, że powinien spróbować się stąd wydostać, kierując w stronę Doliny Godryka, nie potrafił go tutaj zostawić. Odwrócił się na moment, gdy wydawało mu się, że coś usłyszał, a wtedy wpadł na niego obcy mężczyzna, opierając się o Ollivandera całym ciężarem ciała.
- Co? – bąknął w pierwszej odpowiedzi, nie wiedząc, o co mu chodzi. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że typ nijak nie wykazywał swoim wyglądem tego, że brał udział w sabacie. Co tu, do cholery jasnej, robili mugole? Czy śmierciożerców do reszty pogrzało? Kucnął obok mężczyzny, gdy ten ciągnął go za ubranie, opadając na ziemię. Niewiele myśląc, sięgnął po różdżkę tak, by mugol tego nie dostrzegł i wycelował w niego, mrucząc pod nosem: Confundus. Przerażony niemagiczny tylko utrudniałby jakąkolwiek próbę ewakuacji z tego miejsca. – Tak, to tylko zły sen, twojej siostrze nic nie będzie – mówił mu, choć nie do końca wiedział, czy zaklęcie się udało. Nigdy nie był zbyt dobry w te klocki. I mimo że w normalnych warunkach olałby zupełnie obcych ludzi, chcąc tylko znaleźć swoich własnych przyjaciół, obecność bezbronnych, niczego nieświadomych ludzi działała mu na sumienie. Zaklął pod nosem i podniósł się, tym razem starając się dostrzec cokolwiek przez pył przy pomocy zwykłego zaklęcia rozświetlającego. Było mu żal tego mężczyzny, więc przynajmniej chciał sprawdzić, czy jego siostra przeżyła.
[rzut na zauroczenie, żeby skonfundować mugola]
Rzut O 1d100 - 55
Slaby sukces...
Slaby sukces...
[rzut na kształtowanie żeby rozświetlić otoczenie]
Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!