04.04.2023, 14:49 ✶
Dziwaczne było to spotkanie do prawdy. Nie w tym negatywnym. odrzucającym znaczeniu. Po prostu Louvain znowu nie wiedział co miał o tym wszystkim myśleć. Ich znajomość była długa, jeszcze z czasów szkolnych, więc był przekonany, że ta relacja jest już wystarczająco nakreślona i dobrze wiedzą czego mogą się po sobie spodziewać. Jeszcze podczas nauki w Hogwarcie wiedział, że Severine nie jest zainteresowana nim, ani żadnym innym chłopcem w zamku, co właściwie pozwoliło im nawiązać przyjacielskie relacje z pominięciem szczeniackich "podchodów". Chyba nie znał drugiej krukonki, ani żadnej innej uczennicy, która tak uparcie nosiła spodnie zamiast spódnic z szkolnego mundurku. Złośliwi ślizgonki z drużyny quidditch uwielbiali robić sobie żarty z Louvaina, twierdząc że jego starania są daremne i nic nie wskóra próbując dalej zalecać się do panny Crouch, ale przecież w ogóle nie o to chodziło.
Nie pamiętał czy faktycznie byli, aż tak pijani, czy może on zrobił coś co przebiło barierę Severine, jednak szybko dała mu do zrozumienia, że więcej takich sytuacji nie będzie. Choć świadomość bycia jej pierwszym mężczyzną była w pewien sposób pokrzepiająca, to fakt, że po tamtej nocy utwierdziła się w przekonaniu co do swoich preferencji był przynajmniej zabawny. Wolał nie dopytywać czy był, aż tak tragicznym kochankiem, że aż pomógł jej w zdecydowanym przekonaniu. Oprócz tego wszystkiego, w jego życiu również przez te kilka tygodni zdążyło się wydarzyć coś bardzo ważnego, tym bardziej ucieszył się, że przyjaciółka zaproponowała spotkanie. Nie tylko kwestia ich zbliżenia wymagała omówienia, ale też coś innego, coś co musiał przekazać jej osobiście. Istnieją dekady w których dzieje się tyle co przez tydzień, ale czasem nadchodzą tygodnie w których wydarzają się dekady.
- Ja też... cieszę się, że Cię widzę. - odpowiedział lekko zmieszany. Przekraczając próg jej mieszkania uderzyła go fala gorąca, gdyż pomieszczenie, mimowolnie, przywracało masę wspomnień. Jej słowa też niewiele pomagały, bo po tym wszystkim brzmiały co najmniej dwojako. W kieszeni płaszczu obracał nerwowo pierścionek zaręczynowy, który w ostatniej chwili przed pukaniem w drzwi zdjął z dłoni. Tutaj na miejscu, wszystko wydawało się o wiele trudniejsze niż kiedy planował to w swojej głowie. - Słuchaj, to co ostatnio się wydarzyło... - zaczął przeciągając jak płochliwy nastolatek. Nie sądził, że przyjdzie jeszcze taki moment w którym będzie skrępowany jakby był to jego pierwszy raz. - Będziemy musieli zapomnieć i nie wracać do tego. - dorzucił rozglądając się za miejsce do usadowienia się. Skoro był już zaręczony i zaraz miał przestać być kawalerem, wolał więcej nie przytaczać wspomnieć z jednorazowych wyskoków, dla ogólnego poszanowania prywatności i przyzwoitości. Może i mógł zabrzmieć jakby był zawstydzony tym co zaszło między nimi, ale po prostu był zmieszany. Tak zmieszany, że kompletnie nie zauważał jak nienaturalnie zachowuje się jego towarzyszka. Nie usłyszał żadnego ciętego żarciku na wejściu, żadnej riposty, a wręcz ciepłe i przyjemne powitanie, do których raczej nie przywykł przy wcześniejszych spotkaniach. Oboje zachowywali się bardzo dziwnie.
Nie pamiętał czy faktycznie byli, aż tak pijani, czy może on zrobił coś co przebiło barierę Severine, jednak szybko dała mu do zrozumienia, że więcej takich sytuacji nie będzie. Choć świadomość bycia jej pierwszym mężczyzną była w pewien sposób pokrzepiająca, to fakt, że po tamtej nocy utwierdziła się w przekonaniu co do swoich preferencji był przynajmniej zabawny. Wolał nie dopytywać czy był, aż tak tragicznym kochankiem, że aż pomógł jej w zdecydowanym przekonaniu. Oprócz tego wszystkiego, w jego życiu również przez te kilka tygodni zdążyło się wydarzyć coś bardzo ważnego, tym bardziej ucieszył się, że przyjaciółka zaproponowała spotkanie. Nie tylko kwestia ich zbliżenia wymagała omówienia, ale też coś innego, coś co musiał przekazać jej osobiście. Istnieją dekady w których dzieje się tyle co przez tydzień, ale czasem nadchodzą tygodnie w których wydarzają się dekady.
- Ja też... cieszę się, że Cię widzę. - odpowiedział lekko zmieszany. Przekraczając próg jej mieszkania uderzyła go fala gorąca, gdyż pomieszczenie, mimowolnie, przywracało masę wspomnień. Jej słowa też niewiele pomagały, bo po tym wszystkim brzmiały co najmniej dwojako. W kieszeni płaszczu obracał nerwowo pierścionek zaręczynowy, który w ostatniej chwili przed pukaniem w drzwi zdjął z dłoni. Tutaj na miejscu, wszystko wydawało się o wiele trudniejsze niż kiedy planował to w swojej głowie. - Słuchaj, to co ostatnio się wydarzyło... - zaczął przeciągając jak płochliwy nastolatek. Nie sądził, że przyjdzie jeszcze taki moment w którym będzie skrępowany jakby był to jego pierwszy raz. - Będziemy musieli zapomnieć i nie wracać do tego. - dorzucił rozglądając się za miejsce do usadowienia się. Skoro był już zaręczony i zaraz miał przestać być kawalerem, wolał więcej nie przytaczać wspomnieć z jednorazowych wyskoków, dla ogólnego poszanowania prywatności i przyzwoitości. Może i mógł zabrzmieć jakby był zawstydzony tym co zaszło między nimi, ale po prostu był zmieszany. Tak zmieszany, że kompletnie nie zauważał jak nienaturalnie zachowuje się jego towarzyszka. Nie usłyszał żadnego ciętego żarciku na wejściu, żadnej riposty, a wręcz ciepłe i przyjemne powitanie, do których raczej nie przywykł przy wcześniejszych spotkaniach. Oboje zachowywali się bardzo dziwnie.