Łatwo było burzyć te krótkie chwilę zagubienia, niby przypadkowo zmieniając temat; niby przypadkowo wykonując krok, który skutecznie odwracał uwagę. Obydwoje radzili sobie z tym aż za dobrze - utrzymując dystans, uparcie trzymając się układu, który stworzyli dawno temu; do którego przez lata przywykli. Towarzyszyło mu poczucie komfortu oraz bezpieczeństwa. Coś, z czego nie dało się zbyt łatwo zrezygnować.
- Będąc martwym, trochę ciężko jest protestować. - zgodził się z nią. - Całe szczęście, ja akurat nadal jestem żywy. Tak zaznaczę. Gdybyś przypadkiem mnie pomyliła, z którymś trupem, zalegającym w prosektorium.
Czas płynął, a w głowie Theona coraz mniej było myśli dotyczących tego, co kilka godzin wcześniej zdołało skutecznie wyprowadzić go z równowagi. Znajdywało się w niej głównie to, co wiązało się z tu i teraz. Z Lycoris i tym cmentarzem, na którym zdecydowali się spędzić nieco czasu.
- Komplementami z rękawa bynajmniej nie sypiesz. - odpowiedział w sposób raczej nie wskazujący na to, żeby miał większą ochotę się w to zagłębiać, na ten temat rozwodzić. Były to tylko kolejne słowa, drobne uszczypliwości, żarciki. Theon nie potrafił zbyt długo trzymać języka za zębami. Nie znaczy to oczywiście, że był wyjątkowym gadułą. Nic z tych rzeczy.
Może brak chęci kontynuowania tego tematu, wynikał z próby uniknięcia wpadki podczas tańca, na który się zdecydowali; na który dał się namówić. Kolejny raz, kiedy chodziło o Lycoris, Theon miał spore problemy, żeby przez jego gardło przecisnęło się jedno krótkie, zdecydowane - nie. Tyle dobrego, że chociaż nie żałował. Jeszcze.
- W takim razie nie miałaś zbyt wygórowanych oczekiwań. - zauważył, będąc jak najbardziej świadomym tego, że partnerem do tańca był raczej kiepskim. - To w sumie dobrze, przynajmniej nie mogłaś się rozczarować. - dorzucił, bynajmniej nie brzmiąc przy tym pochmurnie czy jakoś tak bardziej... sztywno? W jego słowach wciąż wyczuwalna była ta sama lekkość. Zniknąć miała dopiero za chwilę. W momencie, kiedy zadane przez Lycoris pytanie, poruszyło odpowiednie miejsca, przywołało zupełnie inne myśli. Zburzyło nastrój.
Chwilę jeszcze stał przed nią, przed nagrobkiem, na którym Black usiadła. Wreszcie jednak westchnął, zajmując miejsce obok niej. Nie śpieszył się z udzieleniem odpowiedzi. Wyjaśnieniem czegokolwiek kobiecie.
- Wino? - zapytał, zamiast przejść do wyjaśnień. Rozejrzał się w poszukiwaniu butelki. - Bo chyba jestem nadal zbyt trzeźwy. - co w zasadzie jest bzdurą; jest czymś dalekim od prawdy. Choć nadal wypowiadał się składnie, również po Theonie dawało się zaobserwować, że alkohol nie przeszedł bez echa. Miał wpływ na jego organizm. - No więc... - zaczął wreszcie. - miałem wcześniej spotkanie z szefem i ten... przeniósłmniedobiurałączników z Centaurami. - część słów się praktycznie ze sobą zlała, pojedyncze były jednak na tyle zrozumiałe, żeby nie mieć problemów z ogarnięciem tego, o czym Theon mówił. Dało się to wywnioskować z kontekstu.