04.04.2023, 19:04 ✶
Gdy list od Brenny znalazł się w rękach Cynthii, ta nie mogła się już skupić na niczym innym, tylko na czekających w kostnicy trupach. Dopiła kawę i westchnęła, przenosząc spojrzenie na tarcze zegara z tą okropną syreną — do rozpoczęcia pracy było jeszcze trochę czasu, ale tak naprawdę nie miało to już żadnego znaczenia, bo jasnowłosa musiała znaleźć się w prosektorium natychmiast. Podniosła się więc z fotela, szybkim krokiem zmierzając do swojego pokoju, gdzie równie pośpiesznie doprowadziła się do porządku i złapała za torbę oraz płaszcz, kierując się do wyjścia, rzucając pośpiesznie instrukcję Migotce.
Nie była wcale zaskoczona widokiem swojej szefowej, gdy tylko otworzyła drzwi prowadzące do ich włości. Panna Black zawsze była chwilę przed czasem, nienagannie przygotowana i w wykrochmalonym kitlu, idealnie piękna. Cynthia dość szybko odłożyła torbę, wsuwając pracowniczy fartuch i omiotła izbę spojrzeniem niebieskich, jasnych oczu. Niebezpiecznie błyszczących, zafascynowanym odkryciem porozkładanych na stołach ciał i kończyn tkwiących w workach. Czy poranek mógł zacząć się lepiej? Przytaknęła jedynie na jej słowa.
- Fascynujące. - odpowiedziała cicho, a szefowa nie musiała nawet mówić kolejnych słów, bo jej uczennica i prawdopodobnie największa sojuszniczka tkwiła już obok, przesuwając spojrzenie po sinym i napuchniętym cielsku. Obrzydliwie obślizgłym. Na jej pytanie, odsunęła się od pierwszego topielca i podeszła do drugiego, szybko przesuwając wzrokiem po nieco świeższym truchle. Kogo poniosło na tyle, że pozbawił tyle osób życia i porzucił zwłoki w tym samym miejscu? A przynajmniej tak sugerowały plotki.
- Ten świeższy nie ma szwów na klatce piersiowej, ale ma zsiniały nadgarstek i brud za paznokciami, co sugeruje, że walczył. Jeden palec jest wybity, ma liczne siniaki — jakby się wywracał. - zaczęła po chwili namysłu, wracając zaraz d poprzedniego trupa. Był w gorszym stanie, a kolor, nabrzmienie i śluz sprawiały, że trudno było znaleźć ślady na skórze, które mogłyby dać im jakieś wskazówki. - Szycie jest precyzyjne, podobne do tego, którego mnie uczyłaś na stażu. Ma siniaka na nadnerczu, ale to nie jest raczej świeże obrażenie.
Podniosła na nią spojrzenie z zaintrygowaniem, ale i ciekawością. Nie była tak wprawiona, jak Lycoris — jej studia skupiały się głównie na uzdrawianiu, sekcje i trupy były prawdziwym zrządzeniem od losu, więc wciąż miała wiele do nauczenia się od swojej mentorki. Pocieszała ją myśl, że kobieta wyglądała na równie szczęśliwą z powodu tych nietypowych zwłok, co ona.
Nie była wcale zaskoczona widokiem swojej szefowej, gdy tylko otworzyła drzwi prowadzące do ich włości. Panna Black zawsze była chwilę przed czasem, nienagannie przygotowana i w wykrochmalonym kitlu, idealnie piękna. Cynthia dość szybko odłożyła torbę, wsuwając pracowniczy fartuch i omiotła izbę spojrzeniem niebieskich, jasnych oczu. Niebezpiecznie błyszczących, zafascynowanym odkryciem porozkładanych na stołach ciał i kończyn tkwiących w workach. Czy poranek mógł zacząć się lepiej? Przytaknęła jedynie na jej słowa.
- Fascynujące. - odpowiedziała cicho, a szefowa nie musiała nawet mówić kolejnych słów, bo jej uczennica i prawdopodobnie największa sojuszniczka tkwiła już obok, przesuwając spojrzenie po sinym i napuchniętym cielsku. Obrzydliwie obślizgłym. Na jej pytanie, odsunęła się od pierwszego topielca i podeszła do drugiego, szybko przesuwając wzrokiem po nieco świeższym truchle. Kogo poniosło na tyle, że pozbawił tyle osób życia i porzucił zwłoki w tym samym miejscu? A przynajmniej tak sugerowały plotki.
- Ten świeższy nie ma szwów na klatce piersiowej, ale ma zsiniały nadgarstek i brud za paznokciami, co sugeruje, że walczył. Jeden palec jest wybity, ma liczne siniaki — jakby się wywracał. - zaczęła po chwili namysłu, wracając zaraz d poprzedniego trupa. Był w gorszym stanie, a kolor, nabrzmienie i śluz sprawiały, że trudno było znaleźć ślady na skórze, które mogłyby dać im jakieś wskazówki. - Szycie jest precyzyjne, podobne do tego, którego mnie uczyłaś na stażu. Ma siniaka na nadnerczu, ale to nie jest raczej świeże obrażenie.
Podniosła na nią spojrzenie z zaintrygowaniem, ale i ciekawością. Nie była tak wprawiona, jak Lycoris — jej studia skupiały się głównie na uzdrawianiu, sekcje i trupy były prawdziwym zrządzeniem od losu, więc wciąż miała wiele do nauczenia się od swojej mentorki. Pocieszała ją myśl, że kobieta wyglądała na równie szczęśliwą z powodu tych nietypowych zwłok, co ona.