04.04.2023, 19:23 ✶
Sposób w jaki artykułowała te zdawkowe zdania wprawiał go w narastającą bezsilność. Żal bliskich jego największą słabością, a przecież Loretta już tyle się wycierpiała. Zdecydowanie za dużo jak na istotkę o takiej wrażliwości. Kiedy zrozumiał o kim mówiła, w pierwszym momencie poczuł zdecydowaną ulgę. Nigdy nie potrafił wypowiedzieć się pochlebnie o jej relacji z Leandrem, wręcz krytykował ich znajomość, ostrożnie dobierając słowa. Gdyby to od niego zależało, już dawno posłałby Leandra w diabły i tylko w Mungu mogliby mu pomóc. Wielkim piętnem na jego bliźniaczym poczuciu odpowiedzialności za jej godność odznaczały się sytuację kiedy nie mógł zareagować tak jak gniew mu podpowiadał. Był świadom tych zdarzeń kiedy jej narzeczony wykazywał się aktem przemocy względem niej, a strach podpowiadał mu, że mogło ich być o wiele więcej. Prosiła jednak by ten nie wtrącał się w ich sprawy, więc z goryczą, ale zgadzał się. Nie potrafił zrozumieć skąd ta naiwna pobłażliwość z jej strony względem tego parszywca. Przecież jego siostra zasługiwała na kogoś o niebo lepszego, niż ta szuja. Kogoś kto potrafiłby leczyć jej gniew, a nie dawać coraz więcej ku temu powodów. Potrzebowała kogoś kto będzie działał kojąco na rany zadane jej duszyczce.
- Oh siostrzyczko... - odpowiedział półszeptem. Zbliżył się do niej. Ze zmartwioną miną otulił ją ciasno ramionami z obu stron. - Nie był Ciebie wart, ani przez drobny moment. - dorzucił próbując choć odrobinę uspokoić jej nerwy. Nie tak powinny wyglądać szczęśliwe zakończenia, jednak gdzieś z tyłu głowy tak właśnie myślał teraz. W rzeczywistości mogło skończyć się o wiele gorzej. Dobrze wiedział, że wystarczył czasem drobny impuls by stały się rzeczy nieodwracalne w swoich faktach. Choć Louvain, nieco bardziej opanowany, zdolny do większej samokontroli w przypadku skrajnych emocji, kiedy widział siostrzane łzy budziło się w nim niemalże to samo zło. Równie dobrze, zamiast szkła na podłodze mogły leżeć rzędami ludzkie zwłoki, przypadkowych osób które w nieodpowiednią godzinę byli zbyt blisko wybuchu Loretty. Po chwili uścisku, chwycił jej zranioną, splamioną od krwi dłoń. Nie wyglądało to niebezpiecznie, ale jego siostrzyczka nie może ronić łez, a tym bardziej krwi z powodu byle wszy. Machnął różdżką, a magia nekromancji przelała część jego energii witalnej przelała się z niego do otwartej rany siostry, która w kilku sekundach zasklepiła się, a ociekająca krew wróciła z powrotem do krwiobiegu właścicielki. On sam poczuł delikatne osłabienie, co było przecież żadną ceną.
- Oh siostrzyczko... - odpowiedział półszeptem. Zbliżył się do niej. Ze zmartwioną miną otulił ją ciasno ramionami z obu stron. - Nie był Ciebie wart, ani przez drobny moment. - dorzucił próbując choć odrobinę uspokoić jej nerwy. Nie tak powinny wyglądać szczęśliwe zakończenia, jednak gdzieś z tyłu głowy tak właśnie myślał teraz. W rzeczywistości mogło skończyć się o wiele gorzej. Dobrze wiedział, że wystarczył czasem drobny impuls by stały się rzeczy nieodwracalne w swoich faktach. Choć Louvain, nieco bardziej opanowany, zdolny do większej samokontroli w przypadku skrajnych emocji, kiedy widział siostrzane łzy budziło się w nim niemalże to samo zło. Równie dobrze, zamiast szkła na podłodze mogły leżeć rzędami ludzkie zwłoki, przypadkowych osób które w nieodpowiednią godzinę byli zbyt blisko wybuchu Loretty. Po chwili uścisku, chwycił jej zranioną, splamioną od krwi dłoń. Nie wyglądało to niebezpiecznie, ale jego siostrzyczka nie może ronić łez, a tym bardziej krwi z powodu byle wszy. Machnął różdżką, a magia nekromancji przelała część jego energii witalnej przelała się z niego do otwartej rany siostry, która w kilku sekundach zasklepiła się, a ociekająca krew wróciła z powrotem do krwiobiegu właścicielki. On sam poczuł delikatne osłabienie, co było przecież żadną ceną.