05.04.2023, 17:47 ✶
Ledwo potrafił wyobrazić sobie analogiczną sytuację w której to on jest zmuszony, bezpośrednio, lub przez zaistniałą sytuację, do zagrania własnym ciałem w celu uzyskania oczekiwanego rezultatu. Najprostszą odpowiedzią był jednak fakt, że świat w którym przyszło im żyć był skonstruowany tak, a nie inaczej. Nie było w nim zbyt wiele okazji w których, dajmy na to, Louvain mógł oczarować podstarzałą wdówkę by osiągnąć zamierzony cel. Raz, że nie było w nim na tyle ogłady, by mógł brzmieć w tym szczerze i nie wzbudzać podejrzeń, a dwa, zwyczajnie nie potrafiłby się do tego zmusić. Chyba był zbyt przyzwyczajony do tego, że to on dobiera partnerkę według swoich upodobań, niż na odwrót. Wzdrygnął się na samą myśl tej projekcji w której miałby dopuścić damską wersję Slughorna na taką samą odległość jaką zrobiła to Cynthia. Może i zgrywał cynicznego cwaniaczka z tymi swoimi tekścikami, ale do pewnych rzeczy po prostu nie był zdolny. Może dlatego czuł się w jakiś pokrętny sposób dłużny Cynthii, właśnie za postawienie się w konstrukcji do której on nie był zdolny w najmniejszym procencie. Sam nigdy czegoś takiego nie przeżył i raczej prędko nie będzie dane mu przeżyć. No i jak na pseudo konserwatystę, kuło go w dumę to, że dama z rodu czystej krwi wylądowała w objęciach zdrajcy krwi i to za jego sprawką. W jego odczuciu wszystkie kobiety w żyłach których płynęła czysta krew należało się szczególne, wyniesione ponad resztę stanów miejsce w hierarchii społecznej.
Dużo w tym wszystkim było sprzeczności. Niby wiedział, że może liczyć w wsparcie Cynthii, nijak jednak docierało to do niego. Byli raptem przyjaciółmi którzy, tak jak to w życiu bywało, raz miewali lepszy kontakt, a raz gorszy. Nie byli spokrewnieni w bliski sposób, ani również spowinowaceni w szczególnym stopniu. Chociaż czuł się przy niej nad wyraz swobodnie i nieskrępowany, to wciąż jednak odrobinę za mało by mógł okazać się równym oddaniem co Flintówna. Nie był też w posiadaniu, ani nawet w zasięgu rzeczy na której mogłoby jej szczególnie zależeć, by jej to ofiarować w zamian za dokonane przysługi. Jeśli tak było, to Cynthia była mistrzynią intrygi, bo to on czuł, że wykorzystał ją w pewien sposób, a nie na odwrót. W jego mniemaniu przynajmniej jedna z tych rzeczy musiała być spełniona, by mógł nadstawiać za nią karku, czy wpychać się w ryzykowne tematy. Po prostu oprócz bliźniaczki, nie miał w swoim najbliższym otoczeniu kogoś kogo mógłby darzyć takim zaufaniem. Być może jego mechanizm świadczenia przysług był inaczej skonstruowany, niż jej i potrzebował w jego odczuciu nieco bardziej zawiązanej relacji, by ot tak stanąć na wysokości wyznaczonego zadania. Na propozycję kolejnego drinku kiwnął twierdząco głową.
Kiedy opowiadała o swoim bracie, uciekł wzrokiem gdzieś w bok, a myślami zabłąkał się daleko. Doskonale rozumiał co miała na myśli, w końcu bliźniacze więzi rodzinne dotykały i jego, co było motorem napędowym w wielu istotnych sprawach w jego życiu. On również stał na straży, by chronić i służyć Lorettcie, bo nikogo jak dotąd w swoim życiu nie był chociaż na równi pewny. Wiedziała o nim najwięcej, więcej niż czasami by chciał. Świat mógł legnąć w gruzach, a on i tak byłby chociaż jednej sprawy pewien w takim świecie. Z opisu Cynthii, jej brat Castiel nie brzmiał na zbyt godnego uwagi. Coś bardziej na kształt miękkiej kluchy, niż faceta, jednak nie chciał być niemiły, więc słuchał jej do końca i przytakiwał zgodnie ze samym sobą. To szczęście w życiu mieć kogoś kto chciałby się o kogoś tak troszczyć. Dla niego wybór strony konfliktu był o wiele prostszy, wszak tak jak on, tak i Loretta wspólnie służyli Czarnemu Panu, jednak o tym wolał nie wspominać. Jeśli miał wyciągać sekrety to wyłącznie te, które dotyczą jego. - Mam nadzieję, że Castiel zdaje sobie sprawę jakie ma szczęście w życiu, mając Ciebie za siostrę. - spuentował uprzejmie jej wywód. I wcale nie kłamał, bo chociaż on kochał swoją bliźniaczkę, ona nie zawsze wiedziała co dla jej brata jest najlepsze. Nie zawsze potrafiła potraktować bliźniaka tak jak chciałby być potraktowany, mimo że nigdy nie poczuł się przez nią skrzywdzony. Potem wrócił spojrzeniem na srebrnowłosą, która znów mówiła bardzo odpowiednie słowa, od których zatracił się na moment. Nie umknęło jego uwadze kilka jej drobnych gestów, to jak zasiadła na kanapie niedaleko, czy to jak zaczesała kosmyk włosów za uchem. Zmrużył lekko oczy i może mimowolnie ścisnął lekko usta. Jeden kieliszek to zdecydowanie za mało by patrzeć dłużej tym wzrokiem na Cynthię, ale wystarczająco by nabrać ochoty na kolejny. - Skąd się to bierze? - zapytał nie mogąc dłużej powstrzymać ciekawości - Czym zasłużyłem sobie na takie specjalne traktowanie? Będąc uczciwym, był przecież jedynie egocentrycznym dupkiem, który być może czasem potrafił się ładnie uśmiechnąć, ale bez przesady.
Dużo w tym wszystkim było sprzeczności. Niby wiedział, że może liczyć w wsparcie Cynthii, nijak jednak docierało to do niego. Byli raptem przyjaciółmi którzy, tak jak to w życiu bywało, raz miewali lepszy kontakt, a raz gorszy. Nie byli spokrewnieni w bliski sposób, ani również spowinowaceni w szczególnym stopniu. Chociaż czuł się przy niej nad wyraz swobodnie i nieskrępowany, to wciąż jednak odrobinę za mało by mógł okazać się równym oddaniem co Flintówna. Nie był też w posiadaniu, ani nawet w zasięgu rzeczy na której mogłoby jej szczególnie zależeć, by jej to ofiarować w zamian za dokonane przysługi. Jeśli tak było, to Cynthia była mistrzynią intrygi, bo to on czuł, że wykorzystał ją w pewien sposób, a nie na odwrót. W jego mniemaniu przynajmniej jedna z tych rzeczy musiała być spełniona, by mógł nadstawiać za nią karku, czy wpychać się w ryzykowne tematy. Po prostu oprócz bliźniaczki, nie miał w swoim najbliższym otoczeniu kogoś kogo mógłby darzyć takim zaufaniem. Być może jego mechanizm świadczenia przysług był inaczej skonstruowany, niż jej i potrzebował w jego odczuciu nieco bardziej zawiązanej relacji, by ot tak stanąć na wysokości wyznaczonego zadania. Na propozycję kolejnego drinku kiwnął twierdząco głową.
Kiedy opowiadała o swoim bracie, uciekł wzrokiem gdzieś w bok, a myślami zabłąkał się daleko. Doskonale rozumiał co miała na myśli, w końcu bliźniacze więzi rodzinne dotykały i jego, co było motorem napędowym w wielu istotnych sprawach w jego życiu. On również stał na straży, by chronić i służyć Lorettcie, bo nikogo jak dotąd w swoim życiu nie był chociaż na równi pewny. Wiedziała o nim najwięcej, więcej niż czasami by chciał. Świat mógł legnąć w gruzach, a on i tak byłby chociaż jednej sprawy pewien w takim świecie. Z opisu Cynthii, jej brat Castiel nie brzmiał na zbyt godnego uwagi. Coś bardziej na kształt miękkiej kluchy, niż faceta, jednak nie chciał być niemiły, więc słuchał jej do końca i przytakiwał zgodnie ze samym sobą. To szczęście w życiu mieć kogoś kto chciałby się o kogoś tak troszczyć. Dla niego wybór strony konfliktu był o wiele prostszy, wszak tak jak on, tak i Loretta wspólnie służyli Czarnemu Panu, jednak o tym wolał nie wspominać. Jeśli miał wyciągać sekrety to wyłącznie te, które dotyczą jego. - Mam nadzieję, że Castiel zdaje sobie sprawę jakie ma szczęście w życiu, mając Ciebie za siostrę. - spuentował uprzejmie jej wywód. I wcale nie kłamał, bo chociaż on kochał swoją bliźniaczkę, ona nie zawsze wiedziała co dla jej brata jest najlepsze. Nie zawsze potrafiła potraktować bliźniaka tak jak chciałby być potraktowany, mimo że nigdy nie poczuł się przez nią skrzywdzony. Potem wrócił spojrzeniem na srebrnowłosą, która znów mówiła bardzo odpowiednie słowa, od których zatracił się na moment. Nie umknęło jego uwadze kilka jej drobnych gestów, to jak zasiadła na kanapie niedaleko, czy to jak zaczesała kosmyk włosów za uchem. Zmrużył lekko oczy i może mimowolnie ścisnął lekko usta. Jeden kieliszek to zdecydowanie za mało by patrzeć dłużej tym wzrokiem na Cynthię, ale wystarczająco by nabrać ochoty na kolejny. - Skąd się to bierze? - zapytał nie mogąc dłużej powstrzymać ciekawości - Czym zasłużyłem sobie na takie specjalne traktowanie? Będąc uczciwym, był przecież jedynie egocentrycznym dupkiem, który być może czasem potrafił się ładnie uśmiechnąć, ale bez przesady.