05.04.2023, 19:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2023, 11:04 przez Wilhelm Avery.)
Uniósł brew, słysząc jej słowa. Palnął bez zastanowienia i teraz musiał się tłumaczyć. Mógłby co prawda pozostawić to bez odpowiedzi, ale nie byłoby to w jego stylu. I to pytanie po kilku krokach. No teraz spojrzał na nią, jakby właśnie to ona opowiedziała dobry dowcip i nie wiedział, czy ma się roześmiać do rozpuku, czy ją udusić. Może i się pojedynkował w szkole, ale to teraz było co innego.
- Nie, przed rabusiami mamy po prostu razem większe szanse na ucieczkę. - Jakoś nie wyobrażał sobie, że w tej sytuacji mógłby ją tak po prostu zostawić. Może i popełniał błąd, ale nie przejmował się tym. Pewnych rzeczy się nie robiło i kropka! I patrząc na to, kim był, rozbawiło go to stwierdzenie. Czy to oznaczało, że jest hipokrytą, czy jeszcze trochę mu brakuje?
- Zwłaszcza jeśli porównamy ich do smoka lub dementorów, to nadal twierdze, że są milszą opcją. - Dodał do poprzednich słów. I był pewny tego. Uważał, że w przypadku rabusiów istniał cień szansy, by "zagadać ich na śmierć" lub słowami ich omamić. Po prostu miał więcej możliwości. Ze smokiem nawet nie pogoda, będzie chciał go spalić, a dementor zrobić z niego roślinkę. I chyba nawet udało mu się do niej dotrzeć, bo odpowiedziała na jego niezbyt mądre i pasujące do sytuacji zaproszenie. Może w innej sytuacji byłby zadowolony, ale nie kiedy usłyszał ten cholerny krzyk.
- Wyjątkowo zgadzam się z tym pomysłem. - Powiedział, a w jego głosie pojawiła się słyszalna nut. I przestał myśleć racjonalnie. Zbliżył się do niej i poszukał wolną dłonią jej własnej, by spróbować ją chwycić i wyrwać do biegu. Nie miał najmniejszej ochoty przebywać w tym miejscu więcej. On także miał swoje granice wytrzymałości. Nie myślał o tym, by szukać, co to może być. Byli w jakieś cholernej magicznej wizji. Tu wszystko mogło się pojawić, a on nie miał zamiaru się przekonać, jakie okropieństwo czego w jego duszy lub jej. Pewnych rzeczy lepiej po prostu nie wiedzieć!
- Nie, przed rabusiami mamy po prostu razem większe szanse na ucieczkę. - Jakoś nie wyobrażał sobie, że w tej sytuacji mógłby ją tak po prostu zostawić. Może i popełniał błąd, ale nie przejmował się tym. Pewnych rzeczy się nie robiło i kropka! I patrząc na to, kim był, rozbawiło go to stwierdzenie. Czy to oznaczało, że jest hipokrytą, czy jeszcze trochę mu brakuje?
- Zwłaszcza jeśli porównamy ich do smoka lub dementorów, to nadal twierdze, że są milszą opcją. - Dodał do poprzednich słów. I był pewny tego. Uważał, że w przypadku rabusiów istniał cień szansy, by "zagadać ich na śmierć" lub słowami ich omamić. Po prostu miał więcej możliwości. Ze smokiem nawet nie pogoda, będzie chciał go spalić, a dementor zrobić z niego roślinkę. I chyba nawet udało mu się do niej dotrzeć, bo odpowiedziała na jego niezbyt mądre i pasujące do sytuacji zaproszenie. Może w innej sytuacji byłby zadowolony, ale nie kiedy usłyszał ten cholerny krzyk.
- Wyjątkowo zgadzam się z tym pomysłem. - Powiedział, a w jego głosie pojawiła się słyszalna nut. I przestał myśleć racjonalnie. Zbliżył się do niej i poszukał wolną dłonią jej własnej, by spróbować ją chwycić i wyrwać do biegu. Nie miał najmniejszej ochoty przebywać w tym miejscu więcej. On także miał swoje granice wytrzymałości. Nie myślał o tym, by szukać, co to może być. Byli w jakieś cholernej magicznej wizji. Tu wszystko mogło się pojawić, a on nie miał zamiaru się przekonać, jakie okropieństwo czego w jego duszy lub jej. Pewnych rzeczy lepiej po prostu nie wiedzieć!