05.04.2023, 22:06 ✶
Bardzo głęboko chowała uczucia, nauczyła się ignorować szepty obrzydzenia czy wstydu, chcąc zwyczajnie dostać w ręce to, co sobie wypatrzyła. Nie skakała w przepaść, rozsądnie trzymała się krawędzi skał, lawirując między swoimi możliwościami. Nie poświęcała się jednak dla każdego, raptem może trzech czy czterech osób, a reszta nie dość, że miała wyznaczone granice, to jej nie obchodziła. Nie dałaby się wmanewrować w Slughorna, gdyby nie chodziło o Louvaina.
Ich relacja była na tyle pokrętna, że sama Cynthia nie do końca rozumiała, na czym ona właściwie polega. Brnęła w to, postępując w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem, bo bardzo rzadko decydowała się na coś, czego nie poparłyby jej chęci. Nie zastanawiała się nigdy nad tym, jak on postrzegał ich więź i czym ona dla niego była, nie oczekiwała deklaracji czy czegokolwiek innego. Jaki był sens wymuszania słów, których nie popierały czyny? Wykorzystywała go, tylko w zupełnie inny sposób, nieoczywisty i wątpiła, aby kiedykolwiek to zrozumiał. Podniosła się z kanapy na kiwnięcie głową, podchodząc do stolika i zabierając wcześniej od niego szklankę, uzupełniła ją lodem i alkoholem.
Castiel często stawiał ją w kropce i sprawiał, że się zastanawiała nad własną moralnością. Był brakującym ogniwem jej samej, a przynajmniej tak postrzegała ich odmienne, uzupełniające się charaktery. Zupełnie nie widziała go po stronie konserwatystów i popierających czystą krew Czarodziejów, a najgorsze było to, że tego oczekiwał od niego ojciec. Mężczyzna żył własnym życiem i we własnym tempie, całkiem zafascynowany własnymi przygodami i wolnością. Nie umiała go sobie wyobrazić w sytuacji, w której wyobrażała sobie siebie. I ten fakt sprawiał, że nadchodząca wojna w pewien sposób ją przerażała. Zdecydowanie w jej oczach był bardziej nieporadną i ciepłą kluchą, niż wojownikiem, ale mogła mieć też odrobinę zaburzony obraz przez to, że szybko musiała zastąpić w domu własną matkę, co też obdarło ją z pewnych doświadczeń i emocji, zmieniło zupełnie postrzeganie świata. Musiała szybciej dojrzeć dla innych, nie dla siebie. Patrząc na czarnowłosego, nigdy nie zwątpiła, że zrobiłby dla swojej siostry wszystko i poniekąd czuła, że na tej płaszczyźnie, będą w stanie porozumiewać się bez żadnych przeszkód. Żadna więź krwi nie mogła równać się tej, którą miało się ze swoim bliźniakiem. Odwróciła się ze szklanką w ręku, posyłając mu nieco łagodniejsze spojrzenie. - Myślę, że nie ma na to czasu. Mój brat żyje bardzo intensywnie i robi wszystko to, czego nie powinien. - przyznała szczerze, podając trunek. Nie przeszkadzało jej to specjalnie, skoro Castiel wybrał taki, a nie inny styl życia. Powinien myśleć o swoich obowiązkach, ale z czasem zrozumiała, że jego nie dało się do niczego zmusić.
Siedząc przodem do niego, milczała, nieco zaskoczona pytaniem, które przemknęło przez jej drobną buzię. Umiała doskonale kłamać, ale jaki był sens kłamstw w relacji, na którą przecież postawiła? Wzruszyła delikatnie ramionami, podnosząc na niego spojrzenie. Nie była nieśmiała, nie zawstydzały ją pytania tego typu. - Nie wiem. Jesteś egocentryczny i nieznośny, a do tego wcale Cię nie lubiłam na początku. - zaczęła po chwili milczenia, łapiąc za kieliszek. Zrobiła łyka szampana, obracając szkłem w palcach. - Gdy spotkaliśmy się wtedy i chciałeś ode mnie eliksirów, pomyślałam sobie, że Cię wykorzystam. Bo przecież jesteś cennym kontaktem — przystojny, popularny i masz dobre nazwisko. Chyba nawet chciałam okręcić sobie Ciebie woku palca? - posłała mu rozbawione spojrzenie, wsuwając się głębiej w siedzisko kanapy i oparła się plecami o miękką skórę na oparciu, przenosząc wzrok na kominek. Jak zwykle, była mało subtelna i brutalnie szczera, ale sam zapytał. - Potem jednak zobaczyłam, że nosisz maskę i że jest coś więcej za wszystkim tym, co było nieznośne. Być może dlatego, że mnie zaciekawiłeś, a być może dlatego, że jesteśmy podobni pod wieloma względami? Czasem też wyglądasz, jakby czegoś Ci brakowało. - zakończyła kolejnym łykiem alkoholu, odwracając twarz w jego stronę. Zlustrowała go wzrokiem, pozwalając sobie na zadziorny uśmiech. Może nie umiała odpowiedzieć mu dokładniej na zadanie pytanie, ale miała nadzieję, że zrozumie to, o co jej chodziło. Nigdy przecież nie była dobra w rozmówkach, zwłaszcza tak złożonych. Mogłaby odpowiedzieć inaczej, ale słowa, które pierwsze przeszły jej przez głowę, wcale nie były łatwiejsze. - Chyba dlatego, że mogę być po prostu sobą przy Tobie, a to działa w dwie strony. Skąd to pytanie tak nagle?
Ich relacja była na tyle pokrętna, że sama Cynthia nie do końca rozumiała, na czym ona właściwie polega. Brnęła w to, postępując w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem, bo bardzo rzadko decydowała się na coś, czego nie poparłyby jej chęci. Nie zastanawiała się nigdy nad tym, jak on postrzegał ich więź i czym ona dla niego była, nie oczekiwała deklaracji czy czegokolwiek innego. Jaki był sens wymuszania słów, których nie popierały czyny? Wykorzystywała go, tylko w zupełnie inny sposób, nieoczywisty i wątpiła, aby kiedykolwiek to zrozumiał. Podniosła się z kanapy na kiwnięcie głową, podchodząc do stolika i zabierając wcześniej od niego szklankę, uzupełniła ją lodem i alkoholem.
Castiel często stawiał ją w kropce i sprawiał, że się zastanawiała nad własną moralnością. Był brakującym ogniwem jej samej, a przynajmniej tak postrzegała ich odmienne, uzupełniające się charaktery. Zupełnie nie widziała go po stronie konserwatystów i popierających czystą krew Czarodziejów, a najgorsze było to, że tego oczekiwał od niego ojciec. Mężczyzna żył własnym życiem i we własnym tempie, całkiem zafascynowany własnymi przygodami i wolnością. Nie umiała go sobie wyobrazić w sytuacji, w której wyobrażała sobie siebie. I ten fakt sprawiał, że nadchodząca wojna w pewien sposób ją przerażała. Zdecydowanie w jej oczach był bardziej nieporadną i ciepłą kluchą, niż wojownikiem, ale mogła mieć też odrobinę zaburzony obraz przez to, że szybko musiała zastąpić w domu własną matkę, co też obdarło ją z pewnych doświadczeń i emocji, zmieniło zupełnie postrzeganie świata. Musiała szybciej dojrzeć dla innych, nie dla siebie. Patrząc na czarnowłosego, nigdy nie zwątpiła, że zrobiłby dla swojej siostry wszystko i poniekąd czuła, że na tej płaszczyźnie, będą w stanie porozumiewać się bez żadnych przeszkód. Żadna więź krwi nie mogła równać się tej, którą miało się ze swoim bliźniakiem. Odwróciła się ze szklanką w ręku, posyłając mu nieco łagodniejsze spojrzenie. - Myślę, że nie ma na to czasu. Mój brat żyje bardzo intensywnie i robi wszystko to, czego nie powinien. - przyznała szczerze, podając trunek. Nie przeszkadzało jej to specjalnie, skoro Castiel wybrał taki, a nie inny styl życia. Powinien myśleć o swoich obowiązkach, ale z czasem zrozumiała, że jego nie dało się do niczego zmusić.
Siedząc przodem do niego, milczała, nieco zaskoczona pytaniem, które przemknęło przez jej drobną buzię. Umiała doskonale kłamać, ale jaki był sens kłamstw w relacji, na którą przecież postawiła? Wzruszyła delikatnie ramionami, podnosząc na niego spojrzenie. Nie była nieśmiała, nie zawstydzały ją pytania tego typu. - Nie wiem. Jesteś egocentryczny i nieznośny, a do tego wcale Cię nie lubiłam na początku. - zaczęła po chwili milczenia, łapiąc za kieliszek. Zrobiła łyka szampana, obracając szkłem w palcach. - Gdy spotkaliśmy się wtedy i chciałeś ode mnie eliksirów, pomyślałam sobie, że Cię wykorzystam. Bo przecież jesteś cennym kontaktem — przystojny, popularny i masz dobre nazwisko. Chyba nawet chciałam okręcić sobie Ciebie woku palca? - posłała mu rozbawione spojrzenie, wsuwając się głębiej w siedzisko kanapy i oparła się plecami o miękką skórę na oparciu, przenosząc wzrok na kominek. Jak zwykle, była mało subtelna i brutalnie szczera, ale sam zapytał. - Potem jednak zobaczyłam, że nosisz maskę i że jest coś więcej za wszystkim tym, co było nieznośne. Być może dlatego, że mnie zaciekawiłeś, a być może dlatego, że jesteśmy podobni pod wieloma względami? Czasem też wyglądasz, jakby czegoś Ci brakowało. - zakończyła kolejnym łykiem alkoholu, odwracając twarz w jego stronę. Zlustrowała go wzrokiem, pozwalając sobie na zadziorny uśmiech. Może nie umiała odpowiedzieć mu dokładniej na zadanie pytanie, ale miała nadzieję, że zrozumie to, o co jej chodziło. Nigdy przecież nie była dobra w rozmówkach, zwłaszcza tak złożonych. Mogłaby odpowiedzieć inaczej, ale słowa, które pierwsze przeszły jej przez głowę, wcale nie były łatwiejsze. - Chyba dlatego, że mogę być po prostu sobą przy Tobie, a to działa w dwie strony. Skąd to pytanie tak nagle?