05.04.2023, 22:36 ✶
Kolejne przyjęcie, na które wysłał ją ojciec, bo Castiel znów był nieosiągalny. Który to już raz? Przechadzając się z kieliszkiem w dłoni wśród eksponatów rodziny Shafiq, miała poczucie, że sama czasem w oczach własnego ojca robi za takowy. Z zamyślenia wyrwał ją głos jakiegoś jegomościa, do którego natychmiast uśmiechnęła się uroczo i weszła w krótką konwersację na temat jakieś figurki z głową kota, która na myśl przywodziła Egipt. Minuty dłużyły się w nieskończoność, gdy ratunkiem okazała się taca i Cynthia przeprosiła rozmówcę, usprawiedliwiając się odłożeniem kieliszka i tym, że musiała złożyć życzenia Panu Shafiqowi. Spacerując pomiędzy gośćmi, uśmiechała się do witających ją głosów, ukradkiem poprawiając wiązanie na kobaltowej, sięgającej połowy uda sukience — bo teraz zmieniła się moda i ruchem głowy zgarniając długie, srebrne i subtelne loki na plecy. Nikt nie powiązałby jej z kostnicą czy nekromancją. Znała tych ludzi, ale praktycznie nikt z gości jej nie obchodził. Złożyła życzenia solenizantowi, przekazała pozdrowienia od ojca oraz paczuszkę, którą ten przygotował i została porwana w rozmowę przez jedną z młodych dziewcząt, które przeżywała swoje możliwe zaręczyny z jednym z Carrow'ów.
Starała się nie rzucać w oczy, kierując powolnie w stronę wyjścia. Zegar wskazywał odpowiedni czas na ucieczkę, a ona nie znalazła tu nikogo ciekawego do rozmowy i kolejnej tacy szampana, aby przedłużyć swój pobyt. Umiała zniknąć w tłumie, gdy chciała, chociaż stukot obcasów czasem zbyt mocno wybijał się na tle muzyki i głosów. Wtedy też dostrzegła znajomą sylwetkę, zatrzymując się przy jednej z kotar i ściągnęła brwi na kilka sekund, gdy przed oczyma przepłynęły jej wspomnienia zupełnie innego przyjęcia, na którym właściwie wyjątkowo dobrze się bawiła. Nie miała pojęcia, że wrócił ze swojej wyprawy i ile właściwie minęło czasu. Stanęła za nim, nim się spostrzegła, krzyżując ręce pod piersiami z iskrami rozbawienia malującymi się w niebieskich oczach. - Czyżbyś uciekał, przed kolejnym Panem Moorem i Nobbym Leachem? - zapytała w ramach przywitania, lustrując go wzrokiem, gdy tylko Cathal się odwrócił. Jego jasne włosy kontrastowały z opalenizną, ale wyglądał dobrze, chociaż trochę nieszczęśliwie. Utknęło jej w głowie, że przyjęć nie lubił i groziła mu za nie warzywna rewolucja plastyczna. - Mam nadzieję, że Pani Shafiq nie grozi Ci znów nowym nosem. - rozejrzała się wymownie po salonie, a gdy spotkała się spojrzeniem z jednym z gości, jej twarz nabrała nienaturalnie miłego wyrazu i przywitała się niewinnym kiwnięciem głowy. Jakże to było męczące. Wróciła więc spojrzeniem do Archeologa, rozluźniając nieco splecione dłonie, chociaż palce wciąż przywierały do jej ramion.
Starała się nie rzucać w oczy, kierując powolnie w stronę wyjścia. Zegar wskazywał odpowiedni czas na ucieczkę, a ona nie znalazła tu nikogo ciekawego do rozmowy i kolejnej tacy szampana, aby przedłużyć swój pobyt. Umiała zniknąć w tłumie, gdy chciała, chociaż stukot obcasów czasem zbyt mocno wybijał się na tle muzyki i głosów. Wtedy też dostrzegła znajomą sylwetkę, zatrzymując się przy jednej z kotar i ściągnęła brwi na kilka sekund, gdy przed oczyma przepłynęły jej wspomnienia zupełnie innego przyjęcia, na którym właściwie wyjątkowo dobrze się bawiła. Nie miała pojęcia, że wrócił ze swojej wyprawy i ile właściwie minęło czasu. Stanęła za nim, nim się spostrzegła, krzyżując ręce pod piersiami z iskrami rozbawienia malującymi się w niebieskich oczach. - Czyżbyś uciekał, przed kolejnym Panem Moorem i Nobbym Leachem? - zapytała w ramach przywitania, lustrując go wzrokiem, gdy tylko Cathal się odwrócił. Jego jasne włosy kontrastowały z opalenizną, ale wyglądał dobrze, chociaż trochę nieszczęśliwie. Utknęło jej w głowie, że przyjęć nie lubił i groziła mu za nie warzywna rewolucja plastyczna. - Mam nadzieję, że Pani Shafiq nie grozi Ci znów nowym nosem. - rozejrzała się wymownie po salonie, a gdy spotkała się spojrzeniem z jednym z gości, jej twarz nabrała nienaturalnie miłego wyrazu i przywitała się niewinnym kiwnięciem głowy. Jakże to było męczące. Wróciła więc spojrzeniem do Archeologa, rozluźniając nieco splecione dłonie, chociaż palce wciąż przywierały do jej ramion.