06.04.2023, 20:55 ✶
Sposób, w jaki zachowywał się Vakel, i same jego słowa nie pozostawiały złudzeń: jeśli Lyssa wkrótce nie wróci, rzeczywiście będzie czekała ich wycieczka w chłodny wieczór. Na próżno Peregrinus liczył na to, że jego pracodawcę uspokoi spojrzenie w przyszłość w zaciszu pracowni, choć całkowicie się jego decyzji spodziewał.
Nie zamierzał Dolohova od pomysłu wyruszenia na Beltane odwodzić. Choć nie podzielał jego nerwowości, wcale nie uważał pesymistycznych podejrzeń za kompletnie bezzasadne. Przyszło im żyć w niebezpiecznych czasach, a młodziutka czarownica, która nie tak dawno dopiero zjawiła się w Wielkiej Brytanii, mogła stanowić łatwy cel. Trelawney nie wybaczyłby sobie do końca życia, gdyby coś się stało, gdy on przedłożył swój komfort i wygodnictwo ponad potencjalne zagrożenie zdrowia czy nawet życia Mulciber.
Mężczyzna z westchnieniem dokończył przerwaną notatkę, odłożył pióro na bok i wsunął zakładkę w książkę, którą chwilę później zamknął. Niezależnie od dalszego przebiegu zdarzeń, musiałby się tak czy inaczej oderwać od pracy — czy to przy wyjściu na poszukiwania, czy powrocie dziewczyny. Sięgnął po leżącą zawsze w zasięgu ręki paczkę papierosów i odpalił jednego, śledząc bacznie każdy ruch Dolohova, który zachowywał się… cóż, mało powiedzieć, że nerwowo. Asystent obserwował u niego podobne stany już od jakiegoś czasu i choć chciał mu jakoś pomóc, nic wystarczająco taktownego nie przychodziło mu do głowy; nie miał pojęcia, jak rozpocząć tę rozmowę. Poza tym czuł się irracjonalnie winny całej sytuacji. Nie potrafił wyrzucić z głowy tego jednego zdania: akurat ty się nie zorientowałeś.
Peregrinus wypuszczał właśnie z ust kolejny kłąb dymu, gdy kominek w pokoju zabłysnął na zielono, po czym wyskoczyła z niego Lyssa. Czarodziej odruchowo wstał, gotów zareagować… właściwie sam nie był pewien, jak powinien się zachować. Jego oczy otaksowały czarownicę od stóp do głów: wyglądało na to, że nie była ranna, a jedynie solidnie zabrudzona.
Nie brał również do siebie jej oskarżeń. Założył, że mają swoje źródło w targających nią emocjach, że przemawia przez nią strach i szok.
Mężczyzna bezwiednie zgasił papierosa na spodeczku swojej filiżanki, po czym przesunął oczami ku znieruchomiałemu Dolohovowi. Wzrok, który napotkał — to szczere do bólu, niemożliwe do podrobienia zdziwienie — sprawił, że Trelawney z trudem powstrzymał wywrócenie oczami.
— Vakel — rzucił krótko i ostro, jakby go karcił, kiwając wymownie brodą w stronę płaczącej wprost naprzeciw ojca córki.
Gdy Vasilij w końcu zajął się Lyssą, Peregrinus przetrzepał kilka szuflad w chaotycznych poszukiwaniach czystej chusteczki, po czym sam również zbliżył się do młodej czarownicy. Wręczył jej bielutki kawałek materiału na otarcie łez, po czym położył dłoń na ramieniu dziewczyny i lekko je uścisnął.
— Jesteś już w domu, bezpieczna. — To było wszystko, co powiedział, nim ruszył do kuchni, aby przygotować herbatę.
Wyciągnął świeżą filiżankę, nastawił wodę, a w międzyczasie machnięciem różdżki i wyszeptanym zaklęciem przywołał do siebie poskładany w kostkę koc. Czekając, aż czajnik zagwiżdże, nasłuchiwał dźwięków mieszkania i zastanawiał się nad potencjalnymi wyjaśnieniami stanu, w jakim wróciła Mulciber. Było ich jednak zbyt wiele, aby uczepić się jednego.
W końcu zjawił się z powrotem w pokoju: w jednej ręce trzymał filiżankę aromatycznego naparu, w drugiej mięsisty czerwony kocyk.
Nie zamierzał Dolohova od pomysłu wyruszenia na Beltane odwodzić. Choć nie podzielał jego nerwowości, wcale nie uważał pesymistycznych podejrzeń za kompletnie bezzasadne. Przyszło im żyć w niebezpiecznych czasach, a młodziutka czarownica, która nie tak dawno dopiero zjawiła się w Wielkiej Brytanii, mogła stanowić łatwy cel. Trelawney nie wybaczyłby sobie do końca życia, gdyby coś się stało, gdy on przedłożył swój komfort i wygodnictwo ponad potencjalne zagrożenie zdrowia czy nawet życia Mulciber.
Mężczyzna z westchnieniem dokończył przerwaną notatkę, odłożył pióro na bok i wsunął zakładkę w książkę, którą chwilę później zamknął. Niezależnie od dalszego przebiegu zdarzeń, musiałby się tak czy inaczej oderwać od pracy — czy to przy wyjściu na poszukiwania, czy powrocie dziewczyny. Sięgnął po leżącą zawsze w zasięgu ręki paczkę papierosów i odpalił jednego, śledząc bacznie każdy ruch Dolohova, który zachowywał się… cóż, mało powiedzieć, że nerwowo. Asystent obserwował u niego podobne stany już od jakiegoś czasu i choć chciał mu jakoś pomóc, nic wystarczająco taktownego nie przychodziło mu do głowy; nie miał pojęcia, jak rozpocząć tę rozmowę. Poza tym czuł się irracjonalnie winny całej sytuacji. Nie potrafił wyrzucić z głowy tego jednego zdania: akurat ty się nie zorientowałeś.
Peregrinus wypuszczał właśnie z ust kolejny kłąb dymu, gdy kominek w pokoju zabłysnął na zielono, po czym wyskoczyła z niego Lyssa. Czarodziej odruchowo wstał, gotów zareagować… właściwie sam nie był pewien, jak powinien się zachować. Jego oczy otaksowały czarownicę od stóp do głów: wyglądało na to, że nie była ranna, a jedynie solidnie zabrudzona.
Nie brał również do siebie jej oskarżeń. Założył, że mają swoje źródło w targających nią emocjach, że przemawia przez nią strach i szok.
Mężczyzna bezwiednie zgasił papierosa na spodeczku swojej filiżanki, po czym przesunął oczami ku znieruchomiałemu Dolohovowi. Wzrok, który napotkał — to szczere do bólu, niemożliwe do podrobienia zdziwienie — sprawił, że Trelawney z trudem powstrzymał wywrócenie oczami.
— Vakel — rzucił krótko i ostro, jakby go karcił, kiwając wymownie brodą w stronę płaczącej wprost naprzeciw ojca córki.
Gdy Vasilij w końcu zajął się Lyssą, Peregrinus przetrzepał kilka szuflad w chaotycznych poszukiwaniach czystej chusteczki, po czym sam również zbliżył się do młodej czarownicy. Wręczył jej bielutki kawałek materiału na otarcie łez, po czym położył dłoń na ramieniu dziewczyny i lekko je uścisnął.
— Jesteś już w domu, bezpieczna. — To było wszystko, co powiedział, nim ruszył do kuchni, aby przygotować herbatę.
Wyciągnął świeżą filiżankę, nastawił wodę, a w międzyczasie machnięciem różdżki i wyszeptanym zaklęciem przywołał do siebie poskładany w kostkę koc. Czekając, aż czajnik zagwiżdże, nasłuchiwał dźwięków mieszkania i zastanawiał się nad potencjalnymi wyjaśnieniami stanu, w jakim wróciła Mulciber. Było ich jednak zbyt wiele, aby uczepić się jednego.
W końcu zjawił się z powrotem w pokoju: w jednej ręce trzymał filiżankę aromatycznego naparu, w drugiej mięsisty czerwony kocyk.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie