06.04.2023, 23:47 ✶
Intrygował ją na tyle, że nie chciała przekraczać punktu, w którym plotki byłyby uciążliwe, ale jednocześnie Cynthia w całym swoim zamaskowanym charakterze nie lubiła kłamać. Owszem, pojawiała się tu nuta hipokryzji, bo przecież zawsze wybierała to, co ludzie chcieli usłyszeć, ale było to po prostu przystankiem do celu, a ten uświęcał środki. Były to niewinne kłamstewka lub omijanie prawdy, często przecież sprawiała tym innym przyjemność. Nie mogła pozwolić sobie na mówienie o tym, o czym myślała, bo ich świat nie był przyjazny kobietom.
- To byłby dopiero mroczny sekret, to ostrzeżenie przed Twoim towarzystwem? - zapytała, nie zerkając jednak na jego dłonie i nie szukając na palcu śladu po obrączce, zamiast tego badawczo przyglądając się jego oczom. Był odrobinę dziwnym człowiekiem, zupełnie niepasującym do śmietanki towarzyskiej i bankietów, wyglądając wśród sukien i fraków niczym dziecko zagubione we mgle, momentami nawet odrobinę urocze — głównie przez jego wzrost. Dostrzegła błysk w jego oczach, który mógł świadczyć o rozbawieniu, uśmiechając się jedynie pod nosem subtelnie.
- Zawsze wybieram odpowiednie dla siebie towarzystwo, zwłaszcza na nocne przechadzki. - zaczęła ze spokojem, ale w jej głosie rozbrzmiewała pewność siebie. Miała możliwość zdobycia odrobiny informacji na jego temat po ostatnim spotkaniu, a zresztą tematy nieżonatych mężczyzn przewijały się w każdy piątek na herbatkach dziewcząt, które odwiedzała raz na kilka miesięcy, aby nie powstały niewygodne plotki. Na palcach jednej ręki można było policzyć ludzi, których towarzystwo ceniła i uznawała za interesujące. - Ludzie widzą to, co chcą zobaczyć. Nie to, kim jesteś i jaki jesteś — zwłaszcza, gdy ktoś Cię przedstawia w odpowiednim świetle. Zapewniam Cię, Penelope to kropla w morzu dziewcząt, które o Tobie plotkują. I nie mówię tego, żeby Ci schlebić, takie są po prostu fakty.
Na jego odpowiedź uniosła nieco brew, zwilżając usta i nie odezwała się na początku, przenosząc wzrok znów za okno, odchylając przy tym głowę. Kosmyk włosów łaskotał odsłoniętą skórę, chociaż sukienka pozbawiona była dekoltu. Jej dłonie rozluźniły się na ramionach. Miała wrażenie, że wiedział, doskonale wiedział. Przez chwilę nawet zastanawiała się, dlaczego pozwoliła mu wiedzieć o swoim aktorstwie, ale zbyt zaciekawiły ją wypowiadane przez niego słowa, aby skupiać się na gdybaniu. Żyła nie żałując, podejmowała decyzje świadomie i brała ich konsekwencję na siebie. - Czy to zaproszenie na spacer w blasku księżyca, bo ostatnio nie poszedłeś ze mną na kawę, tylko wyjechałeś do Egiptu? - zapytała wprost, prostując głowę i poprawiając się na parapecie, sięgnęła do okna, uchylając je. Wciąż było chłodno, ale przyjemnie, bo z duszącym aromatem perfum również nie kłamała. Lustrowała jego twarz znów, gdy zaczął opowiadać o królowej ze zamierzchłych czasów. - A więc to był dobry trop. Jak umarła? Myślisz, że on wiedział o magii? To chyba dość duże odkrycie, jak jako jeden z pierwszych wszedłeś do tego grobowca. Gratuluję.
Nie szydziła z niego, nie była złośliwa. Dla niej samej trupy i kariera były bardzo ważne, nie byłaby w stanie szydzić z sukcesów osoby równie zaangażowanej. Wstała płynnie, stając przed nim i spojrzała na niego z bliska, kiwając głową i rozluźniając dłonie. - Zróbmy ludziom wieczór i chodźmy do ogrodu. - rzuciła cicho, zatrzymując się kilka centymetrów od jego twarzy, po czym uśmiechnęła się figlarnie i puściła mu oczko, mijając go i kierując do wyjścia na ogród. - Później możemy znaleźć ten posąg.
- To byłby dopiero mroczny sekret, to ostrzeżenie przed Twoim towarzystwem? - zapytała, nie zerkając jednak na jego dłonie i nie szukając na palcu śladu po obrączce, zamiast tego badawczo przyglądając się jego oczom. Był odrobinę dziwnym człowiekiem, zupełnie niepasującym do śmietanki towarzyskiej i bankietów, wyglądając wśród sukien i fraków niczym dziecko zagubione we mgle, momentami nawet odrobinę urocze — głównie przez jego wzrost. Dostrzegła błysk w jego oczach, który mógł świadczyć o rozbawieniu, uśmiechając się jedynie pod nosem subtelnie.
- Zawsze wybieram odpowiednie dla siebie towarzystwo, zwłaszcza na nocne przechadzki. - zaczęła ze spokojem, ale w jej głosie rozbrzmiewała pewność siebie. Miała możliwość zdobycia odrobiny informacji na jego temat po ostatnim spotkaniu, a zresztą tematy nieżonatych mężczyzn przewijały się w każdy piątek na herbatkach dziewcząt, które odwiedzała raz na kilka miesięcy, aby nie powstały niewygodne plotki. Na palcach jednej ręki można było policzyć ludzi, których towarzystwo ceniła i uznawała za interesujące. - Ludzie widzą to, co chcą zobaczyć. Nie to, kim jesteś i jaki jesteś — zwłaszcza, gdy ktoś Cię przedstawia w odpowiednim świetle. Zapewniam Cię, Penelope to kropla w morzu dziewcząt, które o Tobie plotkują. I nie mówię tego, żeby Ci schlebić, takie są po prostu fakty.
Na jego odpowiedź uniosła nieco brew, zwilżając usta i nie odezwała się na początku, przenosząc wzrok znów za okno, odchylając przy tym głowę. Kosmyk włosów łaskotał odsłoniętą skórę, chociaż sukienka pozbawiona była dekoltu. Jej dłonie rozluźniły się na ramionach. Miała wrażenie, że wiedział, doskonale wiedział. Przez chwilę nawet zastanawiała się, dlaczego pozwoliła mu wiedzieć o swoim aktorstwie, ale zbyt zaciekawiły ją wypowiadane przez niego słowa, aby skupiać się na gdybaniu. Żyła nie żałując, podejmowała decyzje świadomie i brała ich konsekwencję na siebie. - Czy to zaproszenie na spacer w blasku księżyca, bo ostatnio nie poszedłeś ze mną na kawę, tylko wyjechałeś do Egiptu? - zapytała wprost, prostując głowę i poprawiając się na parapecie, sięgnęła do okna, uchylając je. Wciąż było chłodno, ale przyjemnie, bo z duszącym aromatem perfum również nie kłamała. Lustrowała jego twarz znów, gdy zaczął opowiadać o królowej ze zamierzchłych czasów. - A więc to był dobry trop. Jak umarła? Myślisz, że on wiedział o magii? To chyba dość duże odkrycie, jak jako jeden z pierwszych wszedłeś do tego grobowca. Gratuluję.
Nie szydziła z niego, nie była złośliwa. Dla niej samej trupy i kariera były bardzo ważne, nie byłaby w stanie szydzić z sukcesów osoby równie zaangażowanej. Wstała płynnie, stając przed nim i spojrzała na niego z bliska, kiwając głową i rozluźniając dłonie. - Zróbmy ludziom wieczór i chodźmy do ogrodu. - rzuciła cicho, zatrzymując się kilka centymetrów od jego twarzy, po czym uśmiechnęła się figlarnie i puściła mu oczko, mijając go i kierując do wyjścia na ogród. - Później możemy znaleźć ten posąg.