• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja

[Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#5
07.04.2023, 00:04  ✶  
Drżący głos Nory odrobinę go zakłopotał. Myśl o tym, że trwała pomiędzy nimi jakaś nierozwiązana sprawa nie dawała mu spokoju od balu Longbottomów, ale… wszystko sobie przecież wyjaśnili. Pamiętał ją wyraźnie – zestarzeli się oboje przez tych kilka lat, oboje zrobili się dojrzalsi, pewnie nie tylko z wyglądu, ale wciąż – te wspomnienia w nim żyły. Nie byli dla siebie kimś na długo, ale byli dla siebie kimś, kogoś się zapisuje w sercu i (przynajmniej w jego przypadku) kojarzy ze słońcem. Figg rozbudziła w nim emocje, jakich z kimś innym nie zaznał – ciężko było nie zauważyć, że miał ciągoty do osób o charakterze pochmurnym jak dzisiejsze niebo, bo i sam był trochę pochmurny – oddany wiecznej misji walki ze złem, powoli w tym kruszejący, ale… był coraz smutniejszy i coraz pełniejszy lęków, więc właśnie w takich ludziach – ludziach, w których kiedyś, zanim jego i Ashling ugryzł wilkołak, widział słońce, próbował teraz szukać powodów do podnoszenia się z łóżka.

Chociaż chodziło mu to po głowie od marca, kiedy mówił o niej z tak silnymi emocjami i zdał sobie sprawę z tego, że wciąż o niej myśli – zrezygnował z prób naprowadzenia jej na te tory. Nie czuła się przy nim dobrze, a przynajmniej tak to odczuwał. I miał w sobie tę zadziorność, która mu mówiła, że Figg zmieniłaby zdanie, gdyby ją tylko złapał za rękę i pociągnął w nieznane tak jak kiedyś, wrzucając bezbronną osobę w wir tego wszystkiego, czego bała się zaznać sama. Widział to oczyma wyobraźni – ich dwójkę na miotle, tak jak za tego dawnego lata, pędzących tak szybko, że wirowało jej w głowie i trzymała się go z całych sił krzycząc na całe gardło – uśmiechnął się nawet do tej myśli. Ale chyba się wreszcie nauczył: nie miał prawa wiecznie żądać od innych, że będą zaspokajać głód bliskości i karmić jego ego, kiedy on spokojnie odpoczywał i ładował się przed kolejną misją, z której mógł już nie wrócić. Nie miał prawa wybierać sobie tych, które mu się w taki sposób oddawały. To one musiały wybrać jego, z całym bagażem wad i nieścisłości. Świadomie.

- Eh – westchnął, przechodząc z nią przez bramę. – Wystarczy powiedzieć „dziękuję”. Nie oczekuję niczego w zamian – mrugnął do niej, a później wyszli na ciemną już Aleję Horyzontalną. Nie kłamał. Nie wyolbrzymiał też tego. Pomaganie innym, nawet jeżeli nie przynosiło mu to nic, stanowiło podstawę jego egzystencji. – Mieszkasz przy Pokątnej, nie? – Zapytał, chociaż już znał odpowiedź. I nie czekając na jej reakcję, ruszył w tym właśnie kierunku, w kierunku tej piekarni, którą otworzyła niedawno, z której zjadł o wiele więcej pączków, niż wypadało przyznać, skoro jej jeszcze ani razu nie odwiedził. Częstował się jednak wszystkimi gratisami oferowanymi przez Longbottomów bez choćby cienia wstydu. – To trochę tajemnica, ale też mieszkam w okolicy, więc możemy iść stąd szybko w tym samym kierunku.

Stawiając pewne kroki, starał się nie narzucać jej zbyt szybkiego tempa. Sam odpalił też kolejnego już dzisiaj papierosa. Poczęstował ją nawet, chociaż wątpił, aby się skusiła – palił jedne z tych fajek, które kobiety zwykły określać „ohydnymi” – grube i mocne, pozostawiały w ustach posmak tak nieprzyjemny, że aż ciężko było uwierzyć w to, że ktokolwiek czerpał przyjemność z ich palenia.
Stawiane przez niego kroki były głośne. Nosił niemal identyczne co w młodości, ciężkie buty, które sprawiały wrażenie, jakby ścigani przez niego czarnoksiężnicy mieli słyszeć jego nadejście już dwie przecznice dalej. Był już stary – czas odbił się w jego aparycji i wypowiedziach, ale był jednocześnie młody – wciąż jeszcze młody i głupi. Był tym samym Moodym, który potrafił pogodzić w sobie dwie sprzeczności – bycie kimś do bólu prostym i niezrozumiałym jednocześnie.

- Dobrze widzieć cię w Londynie – rzucił, zostawiając ją pod wejściem do Nory. – Mam nadzieję, że moje sekrety są z tobą bezpieczne, Landryna, bo przy tej ulicy wszyscy mają mnie za poważnego nudziarza. Muszę dbać o reputację.

A później wrócił do siebie. Drogą podejrzanie okrężną jak na to, że mieszkał dosłownie naprzeciwko. Moody czuł jednak potrzebę przejścia się pod tę restaurację raz jeszcze. Na wypadek, gdyby się przy pierwszych oględzinach zwyczajnie pomylił.


fear is the mind-killer.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1483), Nora Figg (2196)




Wiadomości w tym wątku
[Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja - przez Alastor Moody - 22.01.2023, 01:16
RE: [Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja - przez Nora Figg - 22.01.2023, 14:40
RE: [Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja - przez Alastor Moody - 12.02.2023, 11:55
RE: [Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja - przez Nora Figg - 13.02.2023, 00:47
RE: [Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja - przez Alastor Moody - 07.04.2023, 00:04
RE: [Wiosna 1972, 14 kwietnia] Elegancka restauracja - przez Nora Figg - 07.04.2023, 23:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa