Bones jest z Patrickiem i Victorią słowa Atreusa odbiły się echem w jej głowie. Ciężar, jaki spoczywał na jej ramionach nieznacznie odpuścił, a ona sama nieświadomie odetchnęła. Choć nie można było jeszcze o bezpieczeństwie, nie musieli mierzyć się z wrogiem w pojedynkę. To dawało pewną nadzieję. Niewielką, ale w sytuacjach takich jak ta, nawet jej odrobina była im potrzebna.
Skierowała wzrok w miejsce, które wskazał Bulstrode. Celować w źródło światła. Kiwnęła głową na znak, że odnotowała jego sugestię i na nią przystaje. Jako najmniej doświadczona z grupy w starciu ze złem i występkiem, polegała na doświadczeniu i wiedzy całej trójki; całkowicie i bezwarunkowo ufała Brennie i Alastorowi, a Ci z kolei zdawali się ufać Atreusowi, przez co najmłodsza Longbottom nie miała powodu, żeby również tego nie robić.
Skup się Longbottom było jak otrzeźwiające pacnięcie w głowę. Nie, nie strzał z otwartej dłoni prosto w policzek, bo tego Moody chyba nigdy by nie zrobił (a może?). To był pierwszy raz, gdy miała styczność z tą profesjonalną, aurorską stroną Alastora. Pacnięcie wystarczyło, by utrzymać nerwy na wodzy. Choć niepokój nie opuszczał jej ani na chwilę, skupienie emanujące od Alastora stopniowo jej się udzieliły. Wpakowała się w to z własnej, nieprzymuszonej woli. Gdyby mogła cofnąć czas, zrobiłaby to ponownie. Miała poczucie odpowiedzialności za towarzyszącą jej grupę, a Ci zdawali się mieć dokładnie takie samo podejście.
- Stała czujność.- odpowiedziała mu krótko, dając tym samym sygnał, że wszystko okej i daje radę.
Wycelowała różdżkę w stronę światła, oczekując, aż rozpraszająca magia Alastora zadziała na światło. Nie umknęło jej, że Brenna stanęła kilka kroków przed nią. Gdy tylko źródło światła zostało zduszone w środku, użyła magii rozpraszającej na to, co się z niego ulotniło.
Zneutralizowanie tego, co na nich wyskoczy po zniszczeniu źródła światła.
Sukces!
Sukces!
beauty and terror
just keep going
no feeling is final