Anna. Kobieta o wielu strachach, złamanym kręgosłupie, wyzuta z moralności. Kobieta, która odważyła się spróbować zmienić swoje życie z uwagi na syna. Nie udało się. Może, koniec końców, wyszło jeszcze gorzej. Ale próbowałam! - mówiła mu to tyle razy, że nie chciał tego słuchać. Za mało wyrozumiały? Egocentryczny? Niesprawiedliwy? Samego siebie już pytał, czy taki jest. Odpowiadał sobie, że tak. Ale to było kilka lat temu. Teraz jego wrażliwość na krzywdy Anny były zblazowane. Lecz tak, Anna nie była taka, jak można było ją ocenić na pierwszy rzut oka. Przetrwała, a to samo w sobie sprawiało, że należało warto wziąć poprawkę na to, co musiała zrobić, żeby przetrwać. Zupełnie jak Sauriel.
- Inaczej się na nią patrzy, kiedy ma się taki "szczególik" przed oczami, co? - Ile ją to tak naprawdę kosztowało? Na pewno pocięcie sznurów z Mulciberami. Sauriel nawet nie wiedział, czy nie była w ogóle gdzieś wypalona z drzewa rodowego. Nie wiedział też, dlaczego Eryk nie znalazł sobie po prostu nowej żony. Co się stało, że cała ta sytuacja miała miejsce i była żywa? Nie ciekawiło go to tak, żeby w ogóle pytać na głos. Nie chciał wiedzieć.
- Jasne. - Skoro czuła potrzebę przeproszenia, to przeprosiny trzeba przyjąć, tak uważał. A ona to czuła. Co prawda on zupełnie nie, bo okej, no było, ale każdy ma swoje humory... - Lubię cię na tyle, żeby przechodzić nad takimi rzeczami bez mrugnięcia. Ay, jestem hipokretynem, ale wiem jaki jestem chimeryczny, więc żadnych oskarżeń z mojej strony za takie rzeczy. - Uśmiechnął się półgębkiem. Potrafił strzelać różne humorki, które dla ludzi wydawały się zupełnie z dupy, a to po prostu on wdepnął w jakąś minę zastawioną czy przez samego siebie czy przez innych - nie ważne. Ważne, że wdepnął, wybuchła i teraz trzeba dealować z konsekwencjami. - Bo ja tak mówię. - Przedrzeźniał się z nią w zasadzie, teraz nawet wzruszył z zadowoleniem ramionami, jakby w ogóle nie rozumiał, skąd to pytanie, przecież to oczywiste. Kobieta powinna słuchać męża, ot co! Czego się nie spodziewał to poruszenia kwestii tamtego domostwa.
- Tooo nie moja działka. Chyba że mi zapłacisz. Jak zapłacisz to nie ma sprawy. - Rozłożył bezradnie ramiona. Jej mogli płacić za zajmowanie się takimi rzeczami, ale on był wolnym strzelcem. Mógł jej pomagać w ministerstwie, ale był o wiele bardziej interesowny niż to się wydawało. Bo to wszystko kosztowało czas, a czas był pieniądzem. Ewentualnie leżeniem na łóżku - czyli lenistwem. Oba zasoby bardzo cenne.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.